Podsumowanie pierwszego półrocza 2018



Nowy rok już od pierwszych dni był dla mnie sporym wyzwaniem, a z dnia na dzień było jeszcze gorzej i jeszcze ciężej. Przekonałam się na własnej skórze, jakie życie potrafi płatać figle i jak potrafi zaskakiwać, kiedy akurat potrzebujemy spokoju.

W czasie, kiedy zmagałam się z podejściem pod życiową górkę, los rzucał mi jeszcze dodatkowo kłody pod nogi, przez które lądowałam na glebie, z twarzą w błocie, przy okazji staczając się do miejsca, z którego zaczęłam wspinaczkę. Nastąpiła kumulacja spraw, z którymi nie potrafiłam sobie przez długi czas poradzić. Z czasem jednak wszystko się ułożyło, wyszłam na względną prostą, a wszystkie siniaki na tyłku wspominam z lekką dumą, że w czasie kryzysów nie rzuciłam książek w kąt.

W czasie tych sześciu miesięcy udało mi się przeczytać 54 książki, z czego 12 pochodziło z moich prywatnych zbiorów – jestem z siebie dumna, że wreszcie zaczęłam je wyczytywać – a 42 książki były egzemplarzami recenzenckimi. Jedna z tych książek nie ukazała się jeszcze na rynku, a ja miałam okazję poznać i pogadać sobie z jej autorem, który wydaje mi się ciekawą osobą – ale nie tak ciekawą, że inspirującą, a ciekawą, że interesuje mnie trochę jego życie i doświadczenie. Jak się okazuje, większość tych książek była dobra i zadowalająca. Oczywiście znalazło się kilka takich, do których na pewno nie wrócę i przez które jednak czuję się trochę oszukana.

Mam kilka odkryć roku – i książkowych, i serialowych. Poza odkryciem niesamowitej serii książek Chrisa Cartera zaczęłam swoją przygodę z Netflixem (przed którym bardzo długo się wzbraniałam, bo bałam się o swój czas, który ostatecznie w większości pochłonięty został przez seriale), ale też wpadłam na Legimi, portal, który jest książkowym odpowiednikiem Netflixa. Tu mogłabym skończyć podsumowanie, bo wraz z wykupieniem abonamentów na tych dwóch platformach skończyło się moje życie.

Gdzieś w międzyczasie odwiedziłam Warszawę, oczywiście przy okazji Targów Książki. Na stadionie spotkałam się z tymi ulubionymi, których przez długi czas złapać nie mogłam, ale też z innymi, których wcześniej nie znałam. Jak co roku na Targi jadę bardziej dla ludzi niż dla książek, a ostatecznie więcej czasu spędzam z innymi recenzentami niż autorami. W czasie tych Targów udało mi się załapać na spotkanie z Chrisem Carterm (w którym zakochałam się po uszy, ale nie chciałabym go jako swojego życiowego partnera), złapałam też Bartka Szczygielskiego i Roberta Małeckiego, a najbardziej żałuję, że nie zdążyłam do Izy Michalewicz (dacie wiarę, że to chyba jedyna babka, autorka, z którą potrafię się normalnie dogadać?).


Jest pewnie sporo spraw, o których chciałam tu jeszcze napisać, a o których już zdążyłam zapomnieć. Żeby nie przedłużać przechodzę do książek. W każdej z wymienionych kategorii wybrałam trzy najlepsze książki, a właściwie najbardziej pasujące do określonej kategorii. Plus na koniec misz-masz, czyli trzy książki, których nie miałam gdzie upchnąć.




KRYMINAŁ


Największym zaskoczeniem kryminalnym pierwszego półrocza 2018 roku była zdecydowanie Czwarta małpa. Z impetem wdarła się na rynek wydawniczy tylko po to, żeby kilka miesięcy później już nikt o niej nie pamiętał. No prawie nikt, bo ja pamiętam. Równie dużym zaskoczeniem były dla mnie książki Chrisa Cartera, które zawsze przekładałam na później – Krucyfiks jest świetny, ale im dalej w serię o Robercie Hunterze, tym lepiej. Carterowi udało się też wskoczyć na wyższy poziom w moim serduszku niż Cobenowi, do którego mam ogromny sentyment i przez którego w ogóle zaczęłam czytać książki. W kryminalnym top trzy nie mogło zabraknąć Outsidera Stephena Kinga, który wcale nie jest typowym kryminałem i jednak sporo w nim z thrillera. Jednak już od pierwszych stron totalnie zakochałam się w klimacie tej książki, w niedopowiedzeniach i załamywaniu rzeczywistości na rzecz rozwoju fabuły. A z czasem trochę zaczął przypominać mi ukochany Nocny film.




REPORTAŻ


Nikogo nie powinno dziwić moje top trzy w tej kategorii. Trzy znakomite książki, które polecam każdemu, bez żadnych wyjątków. Polska odwraca oczy Justyny Kopińskiej, która wywołała we mnie tak skrajne emocje, że w trakcie czytania nie byłam w stanie wysiedzieć w miejscu. Dosłownie wyrywa z butów. Kolejna, Zbrodnie prawie doskonałe, Izy Michalewicz, to książka opisująca zapomniane przez większość sprawy kryminalne, których w przeszłości nie udało się do końca rozwiązać, i którymi aktualnie zajmują się oddziały Archiwum X. Michalewicz opisała mniejsze, mniej znane sprawy, ale dobrała się też Jaroszewiczów, która chwilę po premierze książki wróciła jak bumerang. Na koniec Ludzie i gady Mariusza Sepioło, czyli książka w formie rozmów z więźniami polskich zakładów karnych, ale również ze strażnikami więziennymi.





POPULARNONAUKOWE


W tej kategorii mam do przedstawienia Wam tylko dwie książki, ale za to jak genialne! Pierwsza z nich to Już nie żyjesz, która na pierwszy rzut oka wydaje się być głupią i niepotrzebną lekturą. Autorzy jednak zręcznie obalają lub potwierdzają mity dotyczące możliwości śmierci. Genialna i niezwykle zabawna książka, od której nie mogłam się oderwać.
Pojedyncze przecięcie papierem może zabić. To się już zdarzyło. W 2008 roku inżynier brytyjskiego pochodzenia skaleczył się papierem, zyskując na ramieniu kilkumilimetrowe draśnięcie, a potem wyjechał do Francji. Wkrótce wystąpiły u niego objawy grypopodobne, zaczął być przemęczony i odchodził od zmysłów. Sześć dni później zmarł w szpitalu na martwicze zapalenie powięzi (…).

Drugą książką, w zupełnie innym klimacie i na całkowicie innym poziomie, jest Moja europejska rodzina. Książka niesamowicie ciężka, trudna i bywa monotonna, ale dawka wiedzy z zakresu genetyki i historii całkowicie wynagradza ilość czasu jaką trzeba poświęcić na przeczytanie tej książki.




PRZYRODNICZE


Zbrodnie roślin to najlepsza książka o roślinach, jaką do tej pory miałam okazję przeczytać. Genialne i intuicyjne przedstawienie konkretnych gatunków roślin od strony botanicznej, ale w zestawieniu z ciekawostkami i dokonaniami.
Niejedna z opisanych w tej książce roślin dopuściła się czynów haniebnych: pewien chwast zabił matkę Abrahama Lincolna; krzew nieomal oślepił Fredricka Lawa Olmsteda, największego amerykańskiego architekta krajobrazu; przez cebulkowy kwiat pochorowali się uczestnicy ekspedycji Lewisa i Clarka; szczwół plamisty pozbawił życia Sokratesa; a najbardziej zdradzieckie ze wszystkich zielsk – tytoń – ma na sumieniu dziewięćdziesiąt milionów ludzkich istnień. Pochodzący z Kolumbii i Boliwii krzew o własnościach pobudzających (…), rozpętał globalną wojnę narkotykową, natomiast ciemiernik, użyty przez starożytnych Greków w jednej z wojen, zalicza się do najwcześniejszych broni chemicznych w historii.

Idąc dalej mamy Shinrin-yoku, czyli książkę przez którą w mgnieniu oka zatęsknimy za lasem, za naturą. W wielkim skrócie zbiera wyniki badań przeprowadzanych przez dra Qinga Li w dziedzinie medycyny leśnej, więc dowiecie się z niej jak wpływa na ludzi bezpośredni kontakt z naturą.  I trzecia książka to Wilczyca, w której autor opisuje po prostu życie wilków, ich nawyki i zachowania, ale także pokazuje bezmyślność i bezwzględność ludzi. Lektura tylko dla osób o mocnych nerwach.




NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE


Trzy książki z różnych kategorii, ale równie dobre i warte waszego zainteresowania. Odetchnij od miasta to książka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny nikomu niepotrzebny przewodnik. Jak się okazało jest jednak super książką zbierającą różne miejsca w całej Polsce, w których można totalnie wypocząć od miasta, a co najważniejsze – na łonie natury. A ja żem jej powiedziała to książka Kasi Nosowskiej, którą całym serduszkiem kocham za jej twórczość muzyczną (tą kiedyś, bo aktualna za bardzo mi nie leży). Do książki nie byłam przekonana, ale ostatecznie zdecydowałam się ją przeczytać w wersji elektronicznej. No i wyszło – zabawnie, że aż boki zrywać i za każdym razem po prostu w punkt. Ostatnią książką jest pamiętnik lekarza, Będzie bolało, którą na początku chciałam porównać do Jeszcze jeden oddech, ale wyszło zupełnie inaczej – co w tym przypadku wcale nie znaczy, że gorzej.

Nie jestem kimś, kto powie wam, jak radzić sobie z żalem i smutkiem – i nie o tym jest ta książka. To po prostu opis przeżyć lekarza, jednego z wielu, dający pewne wyobrażenie o tym, jak naprawdę wygląda ta praca.




NAJŁADNIEJSZE WYDANIA


Przypominam, że podsumowuję tylko książki, z którymi miałam styczność od początku stycznia do końca czerwca. Zwracam uwagę na wydanie, ale przeważnie jednak kieruję się odpowiadającą mi tematyką. Jest taka książka, a właściwie tomik poezji, który powinnam wrzucić raczej do kategorii NIE POLECAM, ale ze względu na wydanie ląduje tutaj. Mówię o książce Anny Cirkowskiej Chłopcy, których kocham. Cudowny tytuł zapowiadający miłosne uniesienia w zestawieniu z tym uroczym, minimalistycznym wydaniem, trochę stylizowanym jednak na książki Rupi Kaur sprawił, że moje libido spadło do zera. Nie umiem w taką poezję współczesną, zupełnie jej nie rozumiem, więc też nie mogę jej polecić. Ale wydanie boskie! Dalej będzie tylko lepiej, bo wskakuje Kredziarz C.J.Tudor, będący częściowo książkowym odpowiednikiem serialu Stranger Things (a przynajmniej tak mówią). Sama książka tyłka nie urywa, ale nie rozczarowuje. A ten grzbiet, samo wydanie, jest obłędne! I na koniec Usłysz mnie Najwy Zebian, czyli kolejny tomik poezji przedstawiający poezję współczesną, jednak zupełnie inną niż ta, do której byłam przyzwyczajona. To było najlepsze przeżycie szczególnie, że wydawca postawił na wydanie dwujęzyczne, więc przeżywanie możliwe jest po polsku i po angielsku. Super opcja, którą szczerze polecam!
ZAWODY


Zawodów w tym półroczu wcale nie miałam tak dużo, co jest dobrym znakiem. Mogłabym tu wrzucić jeszcze raz poezję Cirkowskiej, ale ze względu na to, że postanowiłam nie powtarzać tytułów, wyciągam z rękawa kolejne trzy pozycje. Świeże rozczarowanie to Dom mgieł, który totalnie mnie zanudził. Pomysł niby jest, umiejętności autora też, ale jednak coś nam nie pykło. Nie polecam, a pozostałe książki omijam wielkim łukiem. Kolejna to Kup kochance męża kwiaty i chyba nie zaskoczę was mówiąc, że okazała się koszmarem. Czytając ją miałam ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy, a dodatkowo tak się nad sobą znęcałam, że przeczytałam ją od deski do deski. Nie jestem w stanie czytać takich bzdur. Na koniec Wyklucie, które nie było złą książką, ale mnie zawiodło, bo spodziewałam się jednak czegoś bardziej żywego, dynamicznego, a to było jednak przegadane.





MISZ-MASZ


Trzy książki, które nigdzie mi nie pasowały. Pierwsza to książka Alka Rogozińskiego, o której nie mogłam nie wspomnieć przy okazji półrocznego podsumowania. Mówię oczywiście o Kto zabił Kopciuszka? Zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla fanów kryminałów w tej zabawnej odsłonie. Idąc o krok dalej Małgorzata Rejmer i reportaż Bukareszt. Krew i kurz, który przeczytałam przed wakacyjnym wylotem do Rumunii. Wylot nie wypalił, bo życie udupiło mnie w jednym miejscu, ale książka bardzo mnie zaskoczyła. Mam wrażenie, że ten reportaż ma zupełnie inną formę niż te, z którymi do tej pory się spotykałam, a przy okazji przedstawia Rumunię taką, jaką chciałabym zobaczyć – trochę brudną, zabiedzoną, ale też niesamowicie klimatyczną. A na koniec Cudowny chłopak, czyli książka, która wycisnęła ze mnie kilka łez. Nie myślcie, że uroniłam je ze względu na ludzi, którzy przewijają się w fabule, bo to wszystko przez zwierzęta. Więcej mówić nie będę, żeby nikomu nie zepsuć zabawy z książką, ale to właśnie krzywda zwierząt zawsze doprowadza mnie do złego stanu psychicznego.




Jestem bardzo ciekawa jakie książki stanęły u Was na podium przez te 6 miesięcy, a może czytaliście któreś z wymienionych przeze mnie?




Komentarze

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.