#319. A ja żem jej powiedziała... - Katarzyna Nosowska



Katarzyna Nosowska kojarzy mi się zawsze z okresem, kiedy jako nastolatka przeżywałam swoje pierwsze życiowe wzloty i upadki. Katowałam kawałki z jej solowej płyty, przeplatane z niektórymi kawałkami Hey, na zmianę z piosenkami Bartosiewicz, ale nie wszystkie, a tylko te, które udało mi się z radia ponagrywać na kasety.

Mimo miłości do jej twórczości nie chciałam czytać tej książki – o której zresztą często gęsto słyszałam i której bardzo charakterystyczna, i wręcz pstrokata, okładka rzucała mi się w oczy. W tych czasach niestety wszyscy stawiają na pisanie książek, nawet jeśli nie mają na nie żadnego pomysłu, najmniejszego warsztatu, ani nic ciekawego do powiedzenia. Nie chciałam, żeby moje wspomnienia i ten sentyment do Nosowskiej zostały zaburzone przez książkę, która przecież mogła okazać się totalnym niewypałem.
A ja żem jej powiedziała... to książka, która jest rozbudowaniem serii kilkunastosekundowych filmów, które Nosowska raz na jakiś czas umieszcza na swoim Instagramie. Jej zadaniem jest opowiedzenie historii do krótkiej esencji zaczynającej się zawsze tymi samymi słowami – „A ja żem jej powiedziała...”. Jest zabawnie, a nawet przezabawnie, ale bywa, że pojawia się też nuta goryczy, bo teksty mocno ocierają się o rzeczywistość, a ich prawdziwość może czasem nawet delikatnie zaboleć.

Prawda jest taka, że to właśnie „zwykli ludzie”, częstując uwagą gwiazdę, symbolicznie wynoszą ją ponad czarnoziem zwyczajności i zupełnie dosłownie mogą roztrzaskać kruche, acz wielkiej objętości, ego tejże, uwagę odbierając.

W życiu bym nie powiedziała, że ta książka może okazać się tak genialna, tak fenomenalna. Przy okazji wprawiła mnie w spore zakłopotanie, bo po jej przeczytaniu mam wrażenie, że moja miłość i sentyment do Nosowskiej jeszcze bardziej urosły. Autorka, co można było stwierdzić już po obejrzeniu kilku jej instagramowych publikacji, ma ogromny dystans do siebie i do sytuacji, które ją spotykają. To właśnie on w połączeniu z dojrzałością, poczuciem humoru i umiejętną obserwacją rzeczywistości tworzy niepowtarzalny klimat książki i poszczególnych historii. W opowiadaniach ujawnia też siebie – pokazuje czytelnikowi swoje słabe strony, swoją niedoskonałość – dzięki czemu zamiast budowania relacji na zasadzie życie gwiazdy kontra życie zwykłego śmiertelnika, pojawia się relacja człowiek – człowiek.
Nosowska jak nikt inny potrafi zwykłą sytuację z szarej codzienności ubrać w takie słowa, że aż trudno czasami uwierzyć, że porusza tak banalne tematy. Mówiąc, że brzmi to jak poezja, pewnie bym trochę przesadziła, ale osobiście jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności łączenia słów i tworzenia niesamowicie zabawnych i mądrych historii praktycznie z niczego.

„Była jedyną znaną mi osobą, która z nienadużywania ruchu uczyniła sens życia”. Lubię siedzieć, polegiwać, wysiadywać jajo rozczarowania światem w gnieździe uwitym z kołdry.
Książkę zdecydowanie polecam – bardziej kobietom niż mężczyznom, ale i jedna, i druga grupa będzie się świetnie przy niej bawić. Nie spodziewajcie się, że ta książka to jakieś dzieło sztuki i znajdziecie w niej przepis na idealne życie. Prawdopodobnie otworzy Wam oczy na pewne sytuacje, przyniesie Wam kilka chwil radości, ale nic więcej.

TytułA ja żem jej powiedziała... 
AutorKatarzyna Nosowska
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 208
Data wydania: 18 maja 2018
Cena katalogowa: 39,90 zł
Moja ocena: 7/10





Komentarze

Copyright © rude recenzuje.