#290. Chłopcy, których kocham - Anna Ciarkowska


Ciężko mówi mi się i pisze o poezji, bo często kiedy sięgam po wiersze okazuje się, że trafiają one w najczulsze punkty, sprawiając tym samym, że do tomików podchodzę bardzo osobiście, a nasza relacja nabiera bardziej intymnego wyrazu. 

Publikując informacje o sobie zawsze odczuwam pewien dyskomfort i przy okazji zastanawiam się, czy rzeczywiście warto iść w tym kierunku, ale nie widzę innej możliwości opowiedzenia Wam o tych książkach.
Przygodę z poezją zaczęłam od książki Mleko i miód Rupi Kaur i na tym tomiku na długi czas skończyłam. Jestem kompletnym laikiem jeżeli chodzi o poezję i na dobrą sprawę nawet nie bardzo wiedziałam, za co mogłabym się zabrać, żeby tej przygody tak nagle nie urywać, a i szukać mi się też nie bardzo chciało. W styczniu miałam już okazję przeczytać drugą książkę Rupi (The sun and her flowers) w oryginale, z tego względu, że w Polsce nie została ona jeszcze wydana oraz tomik polskiej autorki – Anny Ciarkowskiej – Chłopcy, których kocham.
Zabierając się za wiersze Ciarkowskiej nie chciałam się niczego spodziewać ani niczym sugerować, bo przed rozpracowaniem jej poezji mogłabym przypadkowo wydać na nią wyrok i porównać ją do Rupi Kaur (co ostatecznie i tak zrobiłam, bo inaczej się nie dało, ale o tym za chwilę). Wizualnie tomik jest niesamowicie dopieszczony, a ilustracje pojawiające się na okładce oraz na każdej stronie wewnątrz, dodają klimatu urozmaiconego nutką tajemniczości – to prawdziwa uczta dla oczu.

Porównywanie twórczości Ciarkowskiej do wierszy Kaur jest w moim odczuciu nie na miejscu, przede wszystkim dlatego, że swoim przekazem idą w zupełnie różnych kierunkach. Inne myśli, inny przekaz, inne uczucia. Jednak warto wspomnieć, że wizualnie oba tomiki wyglądają niemal identycznie – zaczynając od samego wydania, przechodząc przez wnętrze i ilustracje w środku, dochodząc do podziału na konkretne tematy. Z początku pomysł wydania Chłopców, których kocham w takim stylu wydawał mi się strzałem w dziesiątkę, teraz mam mały niesmak, bo jednak mam wrażenie, że przyniosło to więcej szkody niż korzyści – przynajmniej dla mnie. Zadziałało bardzo sugestywne podejście wydawcy, który podświadomie przypomniał czytelnikowi o wydaniu Mleka i miodu, co ostatecznie sprawiło, że nie mogłam się opanować z nieporównywaniem jednej autorki do drugiej. Niestety na niekorzyść Ciarkowskiej.

Tomik wywołał we mnie uczucia w stylu miłości połączonej z nienawiścią, bo tak bardzo chciałam, żeby wszystko wypadło idealnie ze względu na temat i odniesienia do świata podwodnego, a tymczasem ta przygoda przyniosła mi tak wiele zawodu. Większość wierszy zupełnie do mnie nie trafiła, wydawała się albo za bardzo niezrozumiała, albo wręcz zbyt banalna – ze skrajności w skrajność. Mam wrażenie, że utrzymanie wierszy w jednej „podwodnej” kategorii było powodem komplikacji, przez co autorka zamiast skupić się na przelaniu swoich emocji na wirtualny papier, skupiła się na dopasowaniu jednego wiersza do drugiego, żeby wspólnie jak najlepiej się komponowały. Nie mogę powiedzieć, że cały zbiór okazał się totalną klapą, bo odnalazłam w nim fragmenty, które trafiły w najczulsze punkty, które zabolały tam, gdzie wydawało się, że wszystko zostało dawno zapomniane.



Z poezją jest różnie i sami powinniście wiedzieć, że dużo zależy od odbiorcy. Nie chcę kończyć słowami, że to ze mną było coś nie tak, bo wiersze Ciarkowskiej mi się nie spodobały, ale chcę Wam uzmysłowić, że poezja jest indywidualną sprawą, którą każdy z odbiorców interpretuje i przyswaja na swój sposób. U mnie do końca to nie wyszło, ale to wcale nie znaczy, że i u Was nie wyjdzie. Wydawca sprawił, że niemal automatycznie ma się ochotę porównać Ciarkowską z Kaur, ale w moim przypadku to też nie wyszło na korzyść polskiej autorki. Czytajcie jeśli macie ochotę, ale nie szukajcie tu stylu z Mleka i miodu, Ciarkowska przeżywa zupełnie inne sytuacje, ubierając je w całkiem odmienne słowa. 

Tytuł: Chłopcy, których kocham
Autor: Anna Ciarkowska
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 315
Data wydania: 31 stycznia 2018
Cena katalogowa: 39,90 zł
Moja ocena: 6/10



Komentarze

  1. Tomik Mleko i miód mnie nie porwał, a czytając pełne zachwytów opinie liczyłam na wiele. Ten tomik raczej też do mnie nie trafi, dlatego póki co podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam w rękach "Mleka i miodu" jednak kurczę, to wydanie mi się podoba, pewnie przez te rysunki ;)
    Ale poezja nie jest moją mocną stroną i szczerze mówiąc to się jej boję... Więc może kiedyś zapoznam się z jakimś tomikiem ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne wydanie, cieszę się, że mimo tego, że proza jest dużo bardziej popularna, utalentowani debiutanci mogą cieszyć się zaufaniem dużych tradycyjnych wydawców. To bardzo budujące.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.