#316. Wyklucie - Ezekiel Boone


Mimo że pająków się nie boję i zawsze byłam tym dobrym dzieckiem, które wynosiło je na ogródek, żeby mama ich nie ubiła, to wiem, że potrafią porządnie ugryźć i w ogóle nie można im ufać. Tak jak nasze polskie gatunki krzywdy nam raczej nie zrobią, tak chociażby te z Australii mogą okazać się niezłymi draniami.

Wizja spotkania z takim wrednym i jadowitym stworzeniem niespecjalnie napawa mnie optymizmem.
Wyklucie to książka, w której pająki odgrywają główną rolę. W tym samym czasie na świecie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Katastrofa lotnicza, wariacje aparatury monitorującej trzęsienia ziemi, dziwne wybuchy na chińskiej ziemi, śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach w dżungli i materiał do badań laboratoryjnych, który okazuje się być wisienką na torcie. Nikt początkowo nie przypuszczał, że te wszystkie sytuacje mogą mieć ze sobą związek.
Wydaje mi się, że jestem jedną z niewielu osób, na których Wyklucie nie zrobiło większego wrażenia. Z wielkim bólem serca stwierdzam, że już dawno żadna książka mnie tak nie wymęczyła, a co najgorsze miałam bardzo duże oczekiwania wobec niej.

Zabrałam się za nią szybko, bo skoro nie boję się pająków, a autor rzuca mi dosłownie pod nos fabułę, dzięki której sama będę mogła się sprawdzić, to nie widziałam innej możliwości. Poza tym zapowiadało się zupełnie inaczej niż w większości współczesnych thrillerów, a przynajmniej wybierając wśród tych, które do tej pory miałam okazję czytać. Przyznać trzeba, że autorowi pomysłów nie zabrakło, a nawet jak na moje oko trochę z nimi przedobrzył.

Przechodząc już bezpośrednio do elementów książki, które najbardziej mi przeszkadzały, to ta wielowymiarowość powieści jakoś szczególnie mnie nie ujęła, a nawet miałam wrażenie, że to trochę przerost formy nad treścią. Boone próbował dotknąć wszystkiego, od polityki przez wątek ze śledztwem federalnym, aż do wątków archeologiczno –przyrodniczych, apokalipsą kończąc. Dla mnie za dużo, za mocno i za bardzo. Poza tym, że w fabule dzieje się bardzo dużo, pojawia się też mnóstwo bohaterów, których zapamiętanie i skojarzenie przez pierwsze 100 stron książki było istną męczarnią. Wykorzystując podział treści na rozdziały, autor przerzuca czytelnika między kolejnymi wątkami i kolejnymi postaciami, które z jednej strony mają pomóc w zrozumieniu sytuacji, a z drugiej totalnie rozpraszają, bo jest ich za dużo. Sam podział był zabiegiem na korzyść czytelnika, bo dzięki cofnięciu się do początku rozdziału i przeczytaniu adnotacji gdzie i co się w tej części dzieje, jesteśmy w stanie się jako tako odnaleźć.

Jeżeli mam być całkowicie szczera, to mi thriller kojarzy się z akcją, z budowaniem napięcia, a w Wykluciu tego nie doświadczyłam. Treść tej książki jest niemiłosiernie przegadana – pojawia się całe mnóstwo opisów sytuacji, monologów wewnętrznych poszczególnych bohaterów, a dialogu jest jak na lekarstwo. To niestety wprowadza monotonię, rozbija cały potencjał powieści sprawiając, że na końcu rozdziału, gdzie powinna pojawić się niepewność i ciekawość na myśl o tym, co będzie dalej, ja odczuwałam pewnego rodzaju ulgę, że kolejna część jest już za mną.

Spotykałam się już z takimi książkami, które były bardzo obszernym wstępem pod kolejne części serii, ale Wyklucie totalnie mnie przerosło. Mimo że z moich powyższych słów wynikać mogłoby, że książka bardzo mi się nie podobała, to jednak miała w sobie coś, czego innym książkom brakuje. Z jednej strony nieziemsko mnie nudziła, ale z drugiej byłam wewnętrznie zaintrygowana jak ta historia się skończy, bo to był mój pierwszy raz z taką fabułą. Pająkową i apokaliptyczną w jednym. Pomysł autora zbalansował to nieudolne wykonanie i książka ostatecznie jest dla mnie dość przeciętną, chociaż i tak ją zapamiętam, właśnie przez te pająki.
Ten thriller zdecydowanie nie zmroził mi krwi w żyłach. Na tych, którzy pająków panicznie się boją i częściej sięgają po książki science-fiction i fantasy może zrobić większe wrażenie.


Tytuł: Wyklucie
Tytuł oryginału: The Hatching
Autor: Ezekiel Boone
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 343
Data wydania: 9 maja 2018
Cena katalogowa: 34,99 zł
Moja ocena: 6/10



Komentarze

  1. Też nie lubię kiedy w książce na siłę upycha się po trochu z każdego z gatunków. Ta przegadana forma też raczej nie zachęca mnie do lektury. Oby następna książka była lepsza i zaintrygowała Cię na dobre :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko ty, zdania o tej książce są różne. Całkiem niedawno czytałam bardzo podobną opinię, że trochę tego za dużo pająki, apokalipsa, itp. Widziałam też fragment z pająkiem wychodzącym z nosa ;), który bardziej śmieszył niż straszył. Nie wiem czy warto po nią sięgnąć, ale chyba będę musiała przekonać się sama.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.