09 stycznia

Najlepsze książki 2019 roku!



Trochę o życiu, Instagramie i przede wszystkim o książkach!


Ubiegły rok był dla mnie okresem wzlotów i upadków, chęci i totalnego rozbicia. Za dużo się martwiłam, za dużo myślałam i jakoś na własną rękę chciałam naprawiać rzeczy, których zepsucie nie powinno mnie w ogóle martwić. Zmęczył mnie tamten rok, więc cieszę się, że wreszcie się skończył, a ja weszłam w kolejny dużo mądrzejsza – tak internetowo. Już wiem, żeby nie szukać swoich problemów tam, gdzie ich nie ma, a przy okazji, żeby nie martwić się internetowymi złośliwcami i przede wszystkim nie karmić ich nienawiści. Ubiegły rok pokazał mi, że ludzie, którzy grają do tej samej bramki, mogą się nienawidzić i kopać pod sobą dołki, że nawet w świecie książek najlepiej klika się hejt, który ostatecznie staje się sensem instagramowego istnienia dla kilku osób. Nauczyłam się mówić pas, blokować osoby, które wywoływały we mnie negatywne emocje i w ogóle ograniczać kontakty z ludźmi, z którymi rozmawiałam, bo chyba tak trzeba. Najważniejsze, że dzięki tym kilku nieprzyjemnościom dzisiaj jestem ostatecznie szczęśliwszym człowiekiem.



Idąc chronologicznie już przez książki – najpierw była Inna kobieta. Powieść obyczajowa, którą w normalnych okolicznościach pewnie ominęłabym szerokim łukiem, ale w tamtej chwili pochyliłam się nad nią i była strzałem w dziesiątkę. Dwie ważne damskie perspektywy na życiowe problemy. Dwie strony barykady, które sprawiły, że głęboko weszłam w problemy bohaterek przeżywając je razem z nimi.
Bez strachu to książka wyjątkowa, którą zdecydowanie polecam każdemu. Dla wielu pewnie mocno kontrowersyjna, ale ja dzięki niej zaczęłam inaczej patrzyć na śmierć. Nie wiem czy ostatecznie w obliczu śmierci byłabym spokojniejsza, ale myślę, że z czasem łatwiej byłoby mi ją zaakceptować. Tym bardziej mając świadomość, co dzieje się z ciałem zmarłego w czasie między śmiercią a pochówkiem.
Książek o polskich mordercach jest coraz więcej, ale z polskich autorów najbardziej kojarzy mi się z nimi Przemysław Semczuk. W tym zestawieniu pojawią się dwie jego książki, bo i Kryptonim Frankenstain, ale też M jak morderca (którą co prawda przeczytałam dopiero w lipcu). Pierwsza to historia Joachima Knychały, który zamordował pięć kobiet, za co został skazany na karę śmierci, a wyrok wykonano w 1985 roku. Druga to historia Karola Kota, którego oskarżono o zamordowanie 2 osób, 10 prób zabójstwa i 4 podpalenia. Obie z czystym sumieniem polecam!
Myśląc o najlepszym zakończeniu książkowej serii z tego roku, w myślach przywołuję Serce Szczygielskiego. Co prawda było mi źle, że ten trzeci tom był taką definitywną kropką zamykającą całą tę historię, ale cieszę się, że nie została sztucznie rozwleczona. Cała trylogia pruszkowska trzymała wysoki poziom.




Zdrowaś mario była jedną z książek, dzięki której zyskałam trochę nowej i wartościowej wiedzy. Dzięki niej ostatecznie zdecydowałam się wprowadzić do diety swojej, ale też moich najbliższych oleje CBD.
Na przełomie lutego i marca wgryzłam się w znakomity kryminał polskiego autora – Boska proporcja Piotra Borlika. Trochę brakowało mi na polskim rynku takich bardziej majestatycznych i wizualnie oddziałujących powieści, więc bardzo ucieszyłam się na świeżą krew.
W marcu pojawiła się też moja opinia o debiucie wybijającego się autora powieści kryminalnych, ale w wersji na śmiesznie. Wszelkie porównania do Alka Rogozińskiego i jego powieści są niestosowne, ale moim zdaniem przy Kółko się pani urwało też można się porządnie uśmiać!
W kwietniu przeczytałam Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, która okazała się jedną z najlepszych książek tego roku. Ustawiam ją na podium, chociaż jeszcze nie wiem dokładnie na którym miejscu. W każdym razie to książka totalnie nieoczywista, przez co pewnie też dla wielu trudna. Żeby wgryźć się w jej historię, trzeba dać jej szansę. Dużo się dzieje, jest sporo postaci do poznania na raz, ale te gorsze chwile zostaną wam z czasem wynagrodzone. Chociaż samo zakończenie było dosyć średnie, to zabawa w kotka i myszkę dla mnie była przednia!




Zdecydowanie najlepszy i najmocniejszy reportaż tego roku to Miasteczko zbrodni – o sprawie Iwony Cygan. Zbierałam szczękę z podłogi i próbowałam opanować ciarki przerażenia w czasie czytania tej książki, ale to wcale nie było takie łatwe. Najbardziej przerażające jest to, że to wszystko miało miejsce na naszym polskim podwórku, a mimo upływu lat nadal nie ma żadnych konkretów dotyczących sprawców morderstw. Do przeczytania dla każdego, żebyście mieli świadomość, że zło może czaić się też za waszymi plecami.
W 2019 roku zdecydowanie wychodziłam z szafy i otwierałam się na nowe doznania literackie. W październiku polecałam wam Sadie, książkę pozornie młodzieżową, ale poruszającą mnóstwo ważnych i aktualnych tematów. Przy okazji tej powieści napisałam też – moim zdaniem – najlepsze polecenie na książkę ever, strasznie byłam z niego dumna. Wydawnictwo też je doceniło, bo poza tym, że pojawiłam się w mailach rozsyłanych do recenzentów, to otrzymywaliście mnie też w wersji papierowej do książki. Taka mała rzecz, a cieszy.
I Szeptacz, który zrobił na mnie duże pozytywne wrażenie. Był to elektryzujący thriller, przez który przeszłam ekspresowo. Angażująca i mroczna historia, w którą wplecione są lekko nadprzyrodzone motywy. Szepty, dzieci i tajemnicza aura działają na podświadomość, więc po lekturze Szeptacza nie doszukujcie się zjaw w okolicznych zaroślach.




I to była ostatnia książka, o której udało mi się napisać i która zrobiła na mnie dobre wrażenie. Ale do tego zestawienia powinnam dołączyć również  Gad. Spowiedź klawisza, która bardzo zaskoczyła mnie swoją rzetelnością, Ciszę białego miasta, jako końcoworoczne przypadkowe odkrycie, Piątą ofiarę, jako znakomitą kontynuację, W umyśle mordercy, bo takiej książki brakowało na polskim rynku i Witajcie w Puppet Show, bo to niesamowicie dobry thriller!

Pod koniec listopada pojawił się już wpis o książkach, które w ubiegłym roku polecałam – na których znajdziecie moje logo lub krótkie polecenie. Byłam zaskoczona, że było ich tak niewiele.

W tamtym roku zrezygnowałam trochę z felietonów, bo nie chciało mi się szukać tematów na siłę, ale przez to, że zaczęłam regularnie korzystać ze Storytel i nadal korzystam z Legimi, przygotowałam dla was krótkie subiektywne porównanie tych dwóch platform. Mam wrażenie, że właśnie o Legimi najczęściej pytaliście mnie w ubiegłym roku.






W pierwszej połowie tamtego roku miałam też okazję rozmawiać z kilkoma autorami, których książki wyjątkowo mnie wciągnęły. Zaczęło się od Karoliny Głogowskiej i Katarzyny Troszczyńskiej, których powieść wyjątkowo mnie urzekła, chociaż należy do gatunku, który najczęściej omijam szerokim łukiem, o czym zresztą zdążyłam już wspomnieć. Przy okazji Innej kobiety rozmawiałam też ze znajomą psycholożką o zdradach i o cierpiących przez to dzieciach. Rozmawiałam też ze Szczygielskim, gdzie trochę zdradził nad czym w tamtym czasie pracował. Piotr Borlik, zaraz po premierze swojej powieści Boska proporcja, opowiedział mi trochę o tym, co było jego inspiracją do stworzenia takiej historii i o połączeniu tak skrajnie różnych postaci. Miałam okazję poznać też Daniela Włodarskiego. Rozmawiałam z nim dwukrotnie, w dość niedługich odstępach czasu. Pierwszy wpis jest dość ogólny, bo Włodarski opowiada o osobie, trochę o rysunku, drugi natomiast jest już o ilustracjach w książkach dziecięcych, bo i przy okazji dnia dziecka pojawił się na blogu. Oczywiście rozmawiałam też z Jackiem Galińskim, bo po prostu musiałam zapytać o zdrowie Wilkońskiej, czy po takich przygodach nie dostanie przez przypadek zawału!



Najwięcej wysiłku w tamtym roku kosztowało mnie zaplanowanie, zorganizowanie i dociągnięcie do końca akcji Kryminalny wrzesień, o której już pod koniec sierpnia was poinformowałam. To był miesiąc kryminalnych poleceń i zabaw, który na wasze życzenie w tym roku prawdopodobnie też się pojawi, ale może w nieco zmienionej formie i bardziej rozbudowany. Wtedy decyzję o tej akcji podjęłam dość spontanicznie, a w tym roku mam sporo czasu na planowanie i zastanawianie się, co mogłabym jeszcze tu wykombinować. Teraz, przygotowując dla was podsumowanie tamtego roku, zorientowałam się, że nigdy oficjalnie nie podsumowałam września. No ale teraz trochę mija się to z celem.
Akcja została przez was tak miło przyjęta, że zdecydowałam się też na kontynuowanie jej przez cały rok z formie tygodniowej raz w miesiącu. Na ten rok wprowadzam trochę zmian, ale już niedługo poinformuję was, jak dalej będzie wyglądała akcja Czytamy kryminały i kiedy dokładnie będzie się odbywać.






Poza tym w 2019 roku stałam się książkowo szczęśliwszym człowiekiem. Wpływ na to miało kilka rzeczy, ale najważniejszą z nich jest moja współpraca z favi.pl, dzięki której ostatecznie dorobiłam się fotela do czytania. Nie zrobiłam porównania przed i po, ale efekt finalny możecie zobaczyć na blogu. To dużo ułatwiło, chociaż jak się później okazało też utrudniło, bo nieustannie toczymy boje o to, kto teraz będzie korzystał z fotela – ja czy moja psica.




Stałam się też jednak bardziej świadomym czytelnikiem. Mogę chyba powiedzieć, że w którymś momencie te masy wydawanych co miesiąc książek zaczęły mnie przytłaczać, bo o większości myślałam coś w stylu o cholera, to muszę przeczytać! I próbowałam czytać więcej, ale przez to też trochę na siłę i książki, które nie do końca mnie satysfakcjonowały. Nauczyłam się uważniej selekcjonować potencjalne przyszłe lektury, co ostatecznie i tak mnie nie uchroni przed tymi gorszymi, które mnie rozczarują, ale chociaż trochę je ograniczę!

W ubiegłym roku mocno ograniczyłam ilość książek, które zalegały u mnie w domu. Organizowałam wyprzedaże, część książek oddawałam znajomym, trochę też poleciało za granicę, a jeszcze trochę ponad setka czeka na sprzedanie. Czasami ciężko mi się było z nimi rozstać, bo lubiłam ich obecność, ale z drugiej strony znowu mnie przytłaczały i ograniczały powierzchnię. Kiedy pozbyłam się znacznej większości jest mi lepiej psychicznie, bo nie ma ich wszędzie i nie łypią na mnie z każdego zakamarka mieszkania przypominając, że jeszcze ich nie czytałam, a one już zdążyły zżółknąć. Przy okazji też nie kupuję nowych książek, no chyba, że po angielsku. Resztę czytam na Legimi lub słucham na Storytel. Nauczyłam się, że nie zawsze muszę wszystko mieć w wersji fizycznej, żeby okładka ładnie wyglądała na zdjęciu na Insta. Zdjęcie czytnika też daje radę!

Z ubiegłorocznych niewypałów mam tylko jeden, który cały czas za mną chodzi. Myślę o newsletterze, który porzuciłam bez większej zapowiedzi. Po prostu przestałam pisać, przestałam go wysyłać. Później były wymówki (robiłam je sobie sama), że nie mam zdjęć, które mogłabym do niego wrzucić. No cóż… W tym roku koniec z wymówkami i chciałabym wrócić do regularnego przesyłania wam treści. Zacznę pewnie po tym wpisie od wiadomości bardziej prywatnej z osobistym podsumowaniem.

O złych książkach nie chciałam pisać, bo to chyba nie jest aż takie ważne. Trafiłam na kilka złych, były pojedyncze tragiczne, ale w tej chwili wolę się jednak dzielić z wami tymi dobrymi, które warto zapamiętać, na które warto zwrócić uwagę. No i na dzisiaj to tyle ode mnie. Bardzo dziękuję, jeżeli udało wam się dotrwać do końca.





1 komentarz:

  1. Trochę tęsknię za twoimi newsletterami, więc trzymam kciuki, żeby udało ci się do nich wrócić, bo były świetne :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © rude recenzuje.