#387. Boska proporcja - Piotr Borlik



Już dawno nie trafiłam na taką ucztę.


W palmiarni parku Oliwskiego odnalezione zostają zwłoki dziewczyny. Sprawa jednak nie jest taka prosta przez aranżację ciała, która może sugerować rytualny mord. Przydział do sprawy dostaje Agata Stec, komisarz gdańskiej policji, która nieoficjalnie do pomocy angażuje swojego brata - znanego, poczytnego i specyficznego ze względu na upodobania względem swoich pacjentów, psychologa.
Ciężko zbiera mi się myśli, kiedy wspominam fabułę wykreowaną przez Borlika, ale tym razem to dobry znak. Mnogość wątków i masa komplikacji różnego kalibru sprawiła, że zagapiłam się w tej całej historii, że patrzyłam zupełnie nie tu, gdzie powinnam. Nie stało się to oczywiście przypadkiem, bo autor dokładnie tego sobie życzył. Skutkiem było to, że dałam się trochę wynieść na manowce. Popłynęłam z nurtem fabuły i zamiast skupiać się na rozwiązaniu sprawy cieszyłam oczy jego stylem i jednym z bohaterów, który wyjątkowo przypadł mi do gustu.

W Boskiej proporcji Borlik zrobił coś, z czym stosunkowo rzadko spotykam się w książkach z tego gatunku. Po pierwsze, to przedstawił sprawę jasno, a wszystko wyglądało tak, jakby po morderstwie czytelnik mógł już być prawie pewny, kto za nim stoi. Mimo tej wiedzy lawirowanie między kolejnymi problemami, które los rzucał pod nogi Agaty Stec, oczekiwaniem aż ona – jako komisarz policji – dojdzie do odpowiednich wniosków, no i oczywiście samym zakończeniem sprawy, było ogromną przyjemnością. Aż chce się powiedzieć, że mimo że to nie jest wyjątkowo spektakularna powieść, bo nie ma w niej sensacyjnych zwrotów akcji, strzelanin ani policyjnych pościgów za mordercami, to nadal jest dynamiczna.

Głównym elementem tej kryminalnej układanki jest morderstwo i specyficzne wyeksponowanie ciała. Z jednej strony przerażające, ale z drugiej eleganckie i ekscytujące. Zdumiewająco dobrze i płynnie poprowadzone są wątki, których uniwersalność w tej historii sprawia, że pasują do kilku różnych elementów, a źle połączone przez podświadomość czytelnika ostatecznie wprowadzają go błąd. Początkowo ciężko w jakikolwiek logiczny sposób wyjaśnić niektóre kwestie, jak chociażby samo działanie zabójcy, ale ostateczne rozwiązanie sprawy jest bardziej niż zadowalające. Ta powieść ma w sobie dużo wspomnianej wcześniej elegancji, chociaż nie brakuje jej też impulsywności i ordynarności. Wszystko za sprawą dwójki skrajnie różnych bohaterów – Agaty Stec i Artura Kamińskiego. Agata jest tą bardziej energiczną postacią, która nie do końca panuje nad sobą, a Artur jest uosobieniem spokoju i to właśnie on jest tym, który moim zdaniem sprawił, że ta powieść jest jeszcze bardziej wyjątkowa. Przede wszystkim jest w centrum uwagi i wydaje się być kluczem do rozwiązania tej historii, a jego opanowanie i ta bezczelna pewność siebie bywają bardzo mylące dla czytelnika.

Zaletą tej powieści jest przedstawienie wydarzeń z polskiego podwórka, z uwzględnieniem miejsc znanych i często odwiedzanych, co jeszcze mocniej ugruntowuje czytelnika w tej historii. Postaci z krwi i kości oraz ich prawdziwe problemy sprawiają, że aż chce się chociaż przez chwilę wejść w ich życie, zweryfikować motywy działania i sprawdzić dokąd życiowe ścieżki ich zaprowadzą. Mimo ogólnych bardzo dobrych wrażeń wyłapałam kilka monotonnych i przydługich momentów, które jednak nie wpłynęły na moje zaangażowanie w historię i nie ostudziły mojego zapału. Generalnie nie mam żadnych większych do bohaterów i samej fabuły, a jedynie drobny zarzut do pracy policji, gdzie zdecydowanie przesadzona została ta frywolność i łatwość łączenia faktów, co ostatecznie oczywiście podkręcało fabułę powieści.
Borlik stworzył powieść niepowtarzalną, z jaką do tej pory nie spotkałam się na polskim rynku wydawniczym. Przypominała mi połączenie filmu Kod da Vinci i serialu Hannibal – zarówno ze względu na bohaterów, jak również przez wydarzenia, jej klimat i jakby rytualne eksponowanie ciała zamordowanych. To znakomity początek trylogii, której zakończenia już nie mogę się doczekać. Zdecydowanie żałuję, że nie znalazłam w niej więcej mroku i złudzeń, tak charakterystycznych dla mojego ulubionego klimatu noir.



Tytuł: Boska proporcja
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 424
Data wydania: 12 marca 2019
Cena katalogowa: 39,99 zł
Moja ocena: 8/10



http://borlik.pl/

Komentarze

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.