#393. Na polanie wisielców - Robert Dugoni



Tracy Crosswhite znowu w akcji!

Tym razem detektyw Crosswhite skupia się na sprawie, która pozostała nierozwiązana przez wiele lat. Ojciec jej koleżanki przed laty zajmował się tą sprawą, a jej akta odnalezione zostały po jego śmierci w jego dokumentach. Córka zmarłego sądzi, że jej ojciec, mimo upływu lat, próbował rozwiązać sprawę, ale nie zdążył. Crosswhite na prośbę koleżanki podejmuje próbę, a dzięki rozwojowi metod kryminalistycznych ma nadzieję, że istnieje niewielka szansa na odkrycie, kto stał za morderstwem młodej dziewczyny.
Robert Dugoni należy do moich zagranicznych kryminalnych faworytów, a jego książki zawsze wciągają mnie już od samego początku. Tym razem nie było inaczej, chociaż przez długą przerwę po przeczytaniu poprzedniej powieści czułam wewnętrzną radość i pewnego rodzaju satysfakcję. Takie uczucie występuje u mnie tylko wtedy, kiedy podchodzę do książki autora, którego dobrze znam i mam pewność, że mnie nie zawiedzie.

Stylu Dugoniego nie da się porównać do żadnego innego bardziej znanego autora, ale jego fabuła zawsze ma w sobie taką tajemniczość, z którą często spotykam się w książkach Cobena. Najbardziej urzekło mnie w serii z Tracy Crosswhite to, że autor jest bardzo wierny wydarzeniom i przeżyciom bohaterów z poprzednich tomów. Na dobrą sprawę dla czytelnika zauważalne staje się to już przy drugim tomie, ale trzeci też mocno nawiązuje do Grobu mojej siostry. Główna bohaterka jest dość specyficzna – bywa raptowna i nie zawsze przemyśli sprawę, zanim zdecyduje się wykonać ruch, ale motywy jej działania znajdują odzwierciedlenie w jej przeżyciach. Mimo jej drobnych przywar, jest postacią pozytywną, do której łatwo się przywiązać i której kibicuje się już od samego początku. W kolejnych tomach zauważalny jest też rozwój jej postaci, a to sprawia, że cała seria nabiera kształtu i staje się jeszcze bardziej ciekawa.

Na pierwszy rzut oka fabuła powieści Dugoniego nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednak przy bliższym spotkaniu wiele zyskuje. Mimo że jej konstrukcja jest prosta, a nagłych i dramatycznych zwrotów akcji jest stosunkowo niewiele, to jednak chętnie wchodzi się w tę historię i płynie z kolejnymi wydarzeniami podrzucanymi przez autora. Wydawać się może, że rozwiązanie zagadki kryminalnej jest banalnie proste, ale to tylko pozory. Dugoni lubi zwodzić, chociaż robi to na tyle delikatnie, że czytelnik nawet nie jest w stanie się zorientować, że dał się wmanewrować w pułapkę. Warto też wspomnieć, że kryminały z tej serii są bardzo dopracowane zarówno pod względem fabuły, jak i samych bohaterów. Nie ma w nich momentów oderwanych od rzeczywistości, a mam wrażenie, że to też wpływa na zaangażowanie w zgłębianie się w tę historię.
Serię z Tracy Crosswhite trzeba zacząć od pierwszego tomu. Mimo że sprawy z kolejnych książek nie łączą się ze sobą, to bardzo istotne przeżycia głównej bohaterki ciągną się za nią przez całą serię i robią klimat tym powieściom. Styl Dugoniego osobiście bardzo lubię, a szczególnie to jego kreowanie prostej a zarazem skomplikowanej fabuły, w której czytelnik się trochę gubi i w którą się mocno wciąga. Lubię też bohaterów, którzy mają sporo ludzkich, wiarygodnych cech, a ich życie nie jest usłane różami i nie wszystko zawsze im wychodzi. Dugoni wydaje się trochę niedoceniony na polskim rynku, a szkoda, bo jego kryminały są na wysokim poziomie.


Tytuł: Na polanie wisielców
Tytuł oryginału: In the Clearing
Autor: Robert Dugoni
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Data wydania: 20 czerwca 2018
Cena katalogowa: 35,00 zł
Moja ocena: 8/10


Komentarze

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.