#315. Hot mess - Lucy Vine


Nigdy nie zdecydowałam się na poznanie książkowych wersji Bridget Jones i Carrie Bradshaw, ale po książce Lucy Vine bardzo mam ochotę to nadrobić. Zawsze wydawało mi się, że historie o nieporadnych życiowo paniusiach lepiej wyglądają na ekranie, ale jak się okazuje można też o tym czytać, nawet jak po tego typu literaturę sięga się dość rzadko.


Spodziewałam się lekkiej trochę romantycznej, trochę śmiesznej powieści i właśnie to dostałam. Lucy Vine wykreowała swoją główną bohaterkę, Ellie Knight, na dość powtarzalnym schemacie życiowej nieszczęśniczki i ofiary losu, z której nabija się cała rodzina i dodatkowo wszyscy znajomi, ale dała jej też cechę, która zdecydowanie wyróżnia ją z tego tłumu. Można powiedzieć, że Ellie nie ma szczęścia w miłości i poza tym, że szybko rezygnuje z angażowania się w związki, to dodatkowo tłumaczy się tym, że nie może trafić na odpowiedniego partnera, w którym zakocha się na zabój już od pierwszego wejrzenia. W każdym razie nie poddaje się i podejmuje kolejne próby internetowych randek prawie w ciemno. Jej doświadczenie w randkowaniu jest ogromne, ale to wcale nie ułatwia sprawy, kiedy wokół pojawiają się sami dziwacy.

Ellie przechodzi przemianę na oczach czytelnika, gdzie z tej zdesperowanej, sfrustrowanej, umawiającej się na kolejne randki trzydziestolatki, staje się bardziej dojrzałą kobietą, która zdaje sobie sprawę z tego, że wcale nie potrzebuje partnera do pełni szczęścia. Gubi się w pogoni za sugestiami i oczekiwaniami innych, ale na szczęście w porę budzi się z tego otępienia i bierze się w garść zaczynając spełniać swoje marzenia. Okazuje się więc, że Hot mess poza funkcją typowo rozrywkową, może być  bodźcem do zmiany postrzegania życia, do częstszego podążania za własnymi pragnieniami a nie spełnianiem oczekiwań społeczeństwa. Wbrew pozorom wszystkie sytuacje z książki, mimo że przedstawione zostały w krzywym zwierciadle, są bardzo życiowe. Myślę, że nikomu nie przydarzyłoby się ich aż tyle co Ellie Knight, ale każdy z nas w mniejszym czy większym stopniu doświadczył chociaż jednej podobnej niezręcznej sytuacji co bohaterka.

Warto też wspomnieć, że miłosne problemy Ellie mimo że grają pierwsze skrzypce, nie są jedynymi przedstawionymi w powieści. Jednak wszystkie zostają rozwiązane w tym samym czasie co sprawia, że zakończenie staje się cukierkowe i totalnie przesłodzone.
Mam wrażenie, że za dużo zostało obiecane w opisie okładkowym, co nie do końca pokrywa się z rzeczywistą zawartością książki. Mimo wszystko myślę, że Hot mess jest idealną lekturą na męczące upalne dni, ale też na chwile życiowego zwątpienia – bo kto nie lubi pocieszyć się czasem cudzym nieszczęściem. Bohaterka książki ma bardzo pod górkę w życiu i jest najlepszym przykładem na to, że z każdego bagna można się samodzielnie wydostać. Lektura gwarantuje niejeden uśmiech, ale może też sprawić, że w oku zakręci się łza.


Tytuł: Hot mess
Tytuł oryginału: Hot mess
Autor: Lucy Vine
Wydawnictwo: Burda Książki
Liczba stron: 312
Data wydania: 9 maja 2018
Cena katalogowa: 39,90 zł
Moja ocena: 7/10



Komentarze

  1. Przyznam że kapkę mnie zaskoczyłaś tym gatunkiem literatury u siebie, nie żebym marudził albo twierdził że to złe ;) Jednak jakaś nutka romatyzmu tam twki wsród morderczych książek :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.