#294. Wyspa - Sigríður Hagalín Björnsdóttir


Od dawna niesamowicie intrygowały mnie kraje nordyckie.

Po zeszłorocznej krótkiej wyprawie do Norwegii totalnie zakochałam się w tym kraju – w krajobrazach, ludziach i norweskiej mentalności, a przez to pozostała część Skandynawii (wliczając w to już Finlandię i Islandię) stała się moim jeszcze większym marzeniem, które póki co będzie musiało poczekać. Jestem na takim etapie miłości, że mam ochotę czytać wszystkie skandynawskie książki, wszystkie reportaże dotyczące tych krajów, ale także po kolei poznawać tych bardziej znanych na arenie międzynarodowej autorów. Do tego, że przeszła mi przez myśl nauka norweskiego nie będę się przyznawać.
Sigríður Hagalín Björnsdóttir, islandzka dziennikarka, zdecydowała się na napisanie książki dystopijnej bezpośrednio uderzającej w jej rodzinny kraj – Islandię. Z początku jest całkiem przyjemnie, może nie radośnie, ale zdecydowanie nic nie zapowiada czającej się za rogiem katastrofy. Czytelnik zostaje wprowadzony w świat wykreowanych bohaterów – pojawiają się w pewnej kolejności i sami o sobie opowiadają. Przedstawiona zostaje ich sytuacja zawodowa, ukazane są relacje nawiązane między nimi, a bezpośrednio przez ich zachowania poznajemy też ich charaktery. Jednak z sielskiego klimatu szybko zostajemy przerzuceni do tragedii, która początkowo jest wielką niewiadomą, na którą nie ma ratunku. Islandia zostaje całkowicie odcięta od reszty świata, a w ciągu roku jej sytuacja diametralnie się zmienia, czego jesteśmy naocznymi świadkami. Z kraju kojarzącego się ze spokojem i ogólną uprzejmością wkraczamy w piekło, gdzie każdy może liczyć jedynie na siebie. Kompletnie zmienia się sytuacja obywateli, pojawiają się momenty zakrawające o absurd, mamy do czynienia z propagandą głoszoną przez sfrustrowaną opozycję i nieodpowiedzialne media i co najważniejsze – kończy się bezpieczeństwo żywieniowe i samowystarczalność.

Autorka bezpośrednio uderzyła w strefę polityki i ukazała jak ogromny wpływ na społeczeństwo ma umiejętne zarządzanie państwem. W bardzo prosty sposób pozbyła się ważniejszych osobistości z politycznego światka, co w społeczeństwie zamieszkującym wyspę, turystach, ale również u czytelników już wywołuje lekki niepokój. Początkowo buduje klimat melancholii przez pozostawianie tajemnic i niedopowiedzeń, ale z upływem czasu i przyzwyczajeniem obywateli do obecnej sytuacji rodzi się brutalność, a ludzie niemal zamieniają się w zwierzęta.
Autorka stworzyła islandzkie, odseparowane od reszty świata, piekło. Magia tej powieści z całą pewnością tkwi w jej rzeczywistości, a to głównie za sprawą odpowiedniego i umiarkowanego dozowania negatywnych efektów. Mimo wszystko najgorsza jest uniwersalność Wyspy, bo to ona wywiera największy wpływ na podświadomość czytelnika i rodzi niepokój.


Tytuł: Wyspa
Tytuł oryginału: Eyland
Autor: Sigríður Hagalín Björnsdóttir
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 288
Data wydania: 14 lutego 2018
Cena katalogowa: 34,90 zł
Moja ocena: 7/10






Komentarze

  1. Od kiedy odpalanie Twojego bloga przy porannej herbatce w pracy stało się moim małym rytuałem, moja lista "książek do przeczytania" jest najdłuższa na świecie, a ja stoję przed coraz większymi dylematami co przeczytać ;o I oczywiście dzięki Twojej opinii ta też ląduje na liście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Potrzebuję więcej: czasu, pieniędzy, światła i zdrowia! Na wczoraj ;)
    Świetna recenzja, i kolejna książka wędruje na listę do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie nie przepadam za literaturą skandynawską, ale to pewnie dlatego, że ich kryminały to obyczajówki z elementem kryminalnym, co mnie niesamowicie wkurza.
    Jednak Islandia... I to w wydaniu nie-kryminalnym... Jestem autentycznie zaciekawiona. A liczba stron wręcz dodatkowo mnie zachęca. Chyba się skuszę, to może być bardzo dobre pozycja. :D

    Pozdrawiam,
    Recenzje Koneko

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się nie tylko sam styl skandynawski, ale i ich literatura już po prostu przejadła. Ale jedno muszę przyznać - zdjęcia są naprawdę przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapiszę sobie tytuł, może kiedyś wpadnie mi w ręce

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.