poniedziałek, 5 lutego 2018

#293. W domu - Harlan Coben



O mojej miłości do Cobena przypominać kolejny raz nie będę, wspomnę tylko, że to autor, który swoim Schronieniem przekonał mnie, że czytanie nie musi być karą. 


Uwielbiam jego książki, wciąż zaskakuje mnie zwrotami akcji, za każdym razem na nowo zakochuję się w jego bohaterach i uśmiecham przy tych wszystkich żartach i uszczypliwościach. Jego styl jest wyjątkowy, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, no i dla mnie on jest po prostu królem kryminału.
Nie mogę powiedzieć, że W domu mi się nie spodobało, ale po pięciu latach oczekiwałam czegoś lepszego, co dosłownie wyrwie mnie z butów. Styl Cobena nie uległ zmianie – nadal jest zabawnie, wciągająco, ale też pojawiają się momenty dające do myślenia, ale mam wrażenie, że zabrakło mu trochę pomysłu na wcielenie fabuły w życie, która – niestety – ostatecznie okazała się trochę banalna i przewidywalna. Nie zrozumcie mnie źle – sama koncepcja była ciekawa, ale zabrakło pomysłu na wykonanie. Myślę o samym rozwiązaniu zagadki kryminalnej, tego nieszczęsnego porwania młodych chłopców, która od początku mi porządnie śmierdziała –potrafiłam już po kilkunastu stronach rozwiązać zagadkę, ale bez wchodzenia w szczegóły. Wątki poboczne i te wszystkie meandry, przez które Coben przeprowadzał swoich bohaterów i przy okazji czytelników ostatecznie doprowadziły do oczekiwanego końca. Zaskoczeniem było przedstawienie niektórych wydarzeń z perspektywy Wina, co wydaje mi się, że w poprzednich tomach nie miało miejsca, a przynajmniej ja tego nie pamiętam. Win, jeżeli chodzi o charakter, jest zdecydowanie moim numerem jeden książkowych postaci, więc tym razem Coben totalnie kupił mnie tym zabiegiem.
Autor już niejednokrotnie udowadniał, że w swoich powieściach potrafi rozpętać niezłe piekło, także i tym razem nie miał litości dla swoich bohaterów. Już od pierwszych stron zaczął rozgrzebywać sprawę porwania sprzed 10 lat, w której poszukiwano dwóch chłopców z zamożnych rodzin. Standardowo wodził za nos i momentami łapałam się na analizowaniu, czy rzeczywiście moje podejrzenia są trafione, ale – co się później okazało – były. Mimo że ostatecznie jestem zadowolona z lektury, to jednak odczuwam drobny niedosyt, liczyłam na coś więcej, ale i tak będę czekać na pojawienie się kolejnych książek tego autora.

Tytuł: W domu
Tytuł oryginału: Home
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Data wydania: 17 stycznia 2018
Cena katalogowa: 34,90 zł
Moja ocena: 7/10



4 komentarze:

  1. Bardzo jestem ciekawa tej książki, w końcu przeczytam i sama wyrobie sobie swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "W domu" to była moja pierwsza część tej serii, więc totalnie zaczęłam od końca. Podobała mi się ta książka, choć nie wiem czemu nie mam parcia aby sięgnąć po kolejna aby nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierwszy rozdział musiałam czytać dwa razy, zanim zrozumiałam, że to perspektywa Wina. Coś mi nie pasowało, jakoś tak nie Myronowo było, aż w końcu zaczynając drugi rozdział skapnęłam się, że to relacjonował Win. ;)
    I tak, dobrze pamiętasz, takiego zabiegu wcześniej nie było. Dla mnie W domu to dobry powrót do serii. Może i zagadka oklepana (ale aktualnie ciężko już w kryminałach o powiew świeżości), ale za to powrót ulubionych bohaterów to jest coś. Ucieszyłam się bardzo z pojawienia się Terese, Wielkiej Cindy (i to w dodatku na ringu! o ja!), czy nawet Zorry, o którym totalnie zapamiętałam, że istniał. Pod tym względem, takim sentymentalnym, W domu jest strzałem w dziesiątkę, bo dla mnie powrót do świata Wina i Myrona był jak spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi po wielu latach. No, bo właściwie tak było. Więc nawet jeśli coś tam nie grało, albo było nie tak, to ja tego nie zauważyłam, zbyt zaabsorbowana tym, że jejka, znowu czytam o Winie i Myronie! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba sobie odpuszczę ten tytuł ale z chęcią sięgnę po którąś z wcześniejszych powieści Cobena

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.