Zostawiam już to wszystko za sobą



Nie rozpamiętuję przeszłości, bo na nią wpływu już nie mam. Gdybym miała podsumować rok 2017, powiedziałabym, że był rokiem załamania i totalnej utraty wiary w siebie.

Poprzedni już rok była dla mnie wyjątkowy, zresztą mam wrażenie, że jak każdy poprzedni. Kiedy teraz mam już go z głowy i zastanawiam się nad nim na spokojnie, stwierdzam, że był rokiem przełomowym, w czasie którego gdzieś się pogubiłam, bo po drodze skręciłam nie tu gdzie planowałam, ale wreszcie udało mi się odnaleźć siebie. Ostatecznie więc dzięki  to rok, dzięki któremu stanęłam na nogi i zrozumiałam kwestie, które ciążyły mi na barkach od długiego czasu. Jeżeli ktoś zapytałby mnie „Jak życie?”, bez wahania odpowiedziałabym, że „Po staremu…”, ale to tylko dlatego, że prywatę mam w zwyczaju zatrzymywać tylko i wyłącznie dla siebie. Największą satysfakcją życiową cieszę się sama ze sobą. No i może czasami z rodzicami. Ale jedynacy, indywidualiści już chyba tak mają. W każdym razie cieszę się ze wszystkich życiowych decyzji, które podjęłam w ciągu ostatnich 12 miesięcy, z każdej chwili załamania, smutku czy szaleńczej radości, bo – suma summarum – każda z nich czegoś mnie nauczyła i nakierowała na drogę do miejsca, z którego rozpoczynam Nowy Rok.



Styczeń był miesiącem marudzenia, słomianego zapału i nauki.
Luty mianuję miesiącem kreatywności.
Marzec był miesiącem tęsknoty i wspomnień, jak co roku.
Kwiecień to nauka, ale ta na własnych błędach.
Maj wspominam jako miesiąc cudownych spotkań i pysznych lodów.
Czerwiec miesiącem skrajnych nastrojów.
Lipiec podsumowuje jako miesiąc obżarstwa i nowych znajomości.
Sierpień był najbardziej sentymentalny, smutny i samotny.
Wrzesień był miesiącem zaufania i spontaniczności.
Październik minął jako miesiąc rozterek.
Listopad był miesiącem otrzeźwienia i dorosłości.
A grudzień był okresem, który wymagał ode mnie najwięcej odwagi i egoizmu.



Najdziwniejsze co mnie spotkało w tym roku to propozycja współpracy z pewną firmą produkującą masażery erotyczne. Firmie zależało, abym pokazywała te piękne, fikuśne i kolorowe urządzenia na zdjęciach, w zestawieniu z książkami. Mimo że uważam się za kreatywną osobę, tego wyzwania nie byłam w stanie podjąć – po prostu nie mogłam sobie zwizualizować tej kompozycji. Chociaż teraz jak się nad tym zatrzymałam, zaczęłam się zastanawiać jaka byłaby Wasza reakcja…
Z innych dziwności – dostawałam też prośby o oddanie swoich książek konkretnym osobom. Nie na zasadzie rozdania, wcale też nie na zasadzie sprzedaży tych książek lub dobrowolnego ich oddania. Coś w stylu: chciałabym, a pani ma dużo, to proszę to i to przesłać na poniższy adres. Dzielę się z Wami wszystkim czym mogę, organizuję konkursy, robię prezenty, więc wybaczcie, ale takie wiadomości wywołują we mnie po prostu furię i wściekłość.
Na początku roku walczyłam też z listonoszem. Pozbawiłam go wielkanocnej premii, na jakiś czas załatwiłam mu przeniesienie na inny rejon. Tak bardzo drażnią mnie ludzie i ich lenistwo, a już nie wspomnę o wykonywaniu (albo w tym przypadku niewykonywaniu) pieprzonych obowiązków w związku z wyborem kariery zawodowej. Poczta Polska nie ma ze mną łatwego życia, bo jestem upierdliwa i nieuprzejma, szczególnie jak coś mi się należy.
Poproszono mnie również o napisanie książki za kogoś. Odmówiłam. Pojawił się też pomysł założenia wydawnictwa i księgarni specjalizujących się w konkretnym gatunku. Odmówiłam.


W 2017 roku wzięłam udział w ciekawych warsztatach literackich z pisania kryminałów prowadzonych przez Kasię Puzyńską (klik), pojechałam do Iławy, żeby spędzić kilka godzin z Alkiem Rogozińskim (relacja ze spotkania), spacerowałam trochę po Pruszkowie i Komorowie z Bartkiem Szczygielskim śladami jego bohaterów przedstawionymi w Aorcie (recenzja Aorty) i miałam okazję przytulić się do Nicolasa Sparksa, mimo że żadnej jego książki jeszcze nie czytałam. Przy okazji targów i tych w Warszawie, i tych w Krakowie poznałam też osobiście kilku innych autorów i pracowników wydawnictw, z którymi często koresponduję. Poleciałam też na fantastyczny, chociaż trochę za krótki, weekend do Norwegii dzięki firmie KAYAK. Ten wypad sprawił, że na amen zakochałam się w Oslo i cały czas chodzi mi po głowie ponowna ucieczka, ale już na nieco dłużej (fotorelacja z wyjazdu). W między czasie pojechałam do Gdynii na SeeBloggers, gdzie poznałam trzy najwspanialsze dziewczyny pod słońcem, z którymi czasem coś wspólnie wykombinujemy (klik). Wzięłam też udział w Literackiej Stolicy, gdzie razem z Dianą z Bardziej lubię książki niż ludzi zaliczyłyśmy prowadzenie swojego pierwszego panelu o Instagramie.











 
 


 



 

Na swoim koncie mam kilka nowych współprac z wydawnictwami, z czego najbardziej cieszy mnie ta podjęta z Wydawnictwem Albatros. Z kilkoma też przestałam współpracować, ale to historie na osobny wpis. W połowie roku przeszłam na tryb czytania tylko i wyłącznie tych książek, na które mam ochotę, co było świetnym zagraniem i ostatecznie dało mi znacznie więcej satysfakcji czytelniczej.


Kiedy już przeszłam przez wspomnienia z całego roku, to stwierdzam, że 2017 był rokiem wyzwań, które podejmowałam i którym za każdym razem udało mi się podołać. Skończyłam i zamknęłam rok z podniesioną głową. Nie będę płakać, tęsknić ani rozpamiętywać.
Życzę sobie, żeby kolejny rok przyniósł mi jeszcze więcej wrażeń, spotkań i pozytywnych wspomnień. Mam nadzieję, że nawiązane w tym roku przyjaźnie przetrwają długie lata, a moim wyzwaniem na kolejny rok jest zadbanie o to, aby nie umarły one przez niepielęgnowanie.
Na 2018 stawiam sobie jedno poważne postanowienie życiowe, aby częściej odczuwać przyjemność i jedno książkowe - żeby przeczytać co najmniej 12 książek po angielsku.



Czekam na Wasze komentarze z planami na rok 2018. Liczę na to, że chętnie będziecie się ze mną dzielić swoimi postanowieniami i najlepszymi wspomnieniami z 2017. A tymczasem wszystkiego najlepszego w nowym roku!


Komentarze

  1. Napisałaś na fb albo na insta, że tyle napisałaś i nie wiesz czy ktoś przeczyta do końca. Ja przeczytałam, i bardzo szybko i dobrze mi się czytało.
    Co do wysyłki tych książek, podać Ci mój adres? Haha, ludzie są niemozliwi i ostatnio odnoszę wrażenie, że przestali używać mózgów...
    Ty się zakochałaś w Oslo a ja w Trondheim, uwielbiam Norwegię <3
    Postanowień czytelniczych na 2018 rok nie posiadam, jedynie zapisałam się do Waszego wyzwania czyteliczniczego stworzonego z Dianą, nigdy nie czytałam w języku angielskim. Może dzięki Wam uda mi się to zmienić.
    Pozdrawiam i zaczytanego 2018 życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało Ci się przeczytać, jednak z doświadczenia wiem, że dużo dużo literek odstrasza większość :D
      Jak nie masz książek po angielsku, to koniecznie bierz udział w wyzwaniu fotograficznym, bo fajne książki będą do wygrania i może akurat się uda :)

      Usuń
  2. Z Twojego posta bije taka szczerość, której w tych czasach brakuje... Pewnie już to ktoś Ci pisał lub mówił osobiście. Jesteś niesamowita, zdolna i Cię podziwiam. Tyle już osiagnełaś za co wielkie gratulacje. Ja dopiero niedawno zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem. Jesteś dla mnie wzorem. To co już osiągnelas u mnie narazie zostaje w strefie marzeń. Jednak wierzę, że ciężką pracą uda mi się coś osiągnąć. To moje postanowienie, jedyne ale bardzo ważne. Ciężką pracą chce spełnić swoje marzenie... Życzę Ci wspaniałego roku 2018. Dużo radości i weny twórczej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz i niesamowicie cieszą mnie sytuacje, kiedy ktoś mówić, że jestem jego wzorem ♥ to taki niesamowity kop motywacyjny! Systematyczność jest najważniejsza, a jak widać do wszystkiego można dojść, bo ja nigdy nawet nie myślałam, że będę tu gdzie jestem i że rozbuduję tak książkową społeczność wokół siebie :)
      Mocno trzymam za Ciebie kciuki!

      Usuń
  3. E, a ja uważam że to był Twój wielki błąd, zrezygnowałaś z tych masażerów erotycznych!Czegoś takiego blogosfera książkowa jeszcze na oczy nie widziała! Byłabyś pionierką! 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy czy te gadżety były tylko dla kobiet czy dla facetów też by się coś znalazło :) Teraz to już pewnie musztarda po obiedzie. :)

      Usuń
    2. Z tego co wiem, one były z przeznaczeniem dla kobiet, ale można pewnie było coś pokombinować :D Paweł, jesteś zainteresowany w razie czego? Wiesz, jakby następnym razem się odezwali :D

      Usuń
    3. Ludzie Cię prosili o książki, to ja o te masażery :) Adres Ci potem wyślę :D

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis, lubię kiedy ludzie potrafią się szczerze rozliczyć ze swoją przeszłością. :) Bardzo jestem ciekawa tych zdjęć z gadżetami! Czytasz sobie krwawy horror a obok fikuśny masażer coby ci umilił chwile grozy? Gratuluję współpracy z Albatrosem, nie za często sięgałam po ich książki, ale większość jest na moim TBR. :)) Pozdrawiam i buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Albatrosem miałam podobną relację, ale teraz śmiało mogę - a nawet powinnam - czytać ich książki :) I dziękuję za miłe słowa ♥

      Usuń
  5. Oj tam pewnie wymyśliłabyś coś z tymi masażerami, mogło być ciekawie. Taka strata dla czytelników. ;)
    Co do ludzi mnie również ponad miarę wkurza "naciskanie" i Ty masz to daj. Szczególnie jak robili to moi znajomi (już przestaliśmy utrzymywać kontakt). Potrafili oni w bezczelny sposób coś pożyczyć i nie oddać (nie koniecznie książkę) i słyszałam, że przecież lepiej zarabiam od nich, to mogę sobie odkupić. Myślę, że mówienie o furii w tym przypadku to mało powiedziane.
    Takie "akcje" od osób obcych (na razie dwie) nie wywołują u mnie tak silnych emocji.

    Pozdrawiam i życzę nie tylko zaczytanego 2018! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi znajomi chyba zdawali sobie sprawę z tego, że za takie akcje mogę porządnie pogryźć, więc nic takiego mi się nie zdarzyło (uff). Ale dzięki temu sama też chętniej dzielę się z nimi książkami, jeżeli to nie moje klimaty, a wiem że komuś innemu bardzo zależy na konkretnym tytule.

      Zaczytanego i jeszcze lepszego niż poprzedni!

      Usuń
  6. Paula, po pierwsze życzę Ci żebyś pielęgnowała nowe przyjaźnie :D
    Poza tym, cóż, chyba za wieloma z nas ciężki rok. Ale jak widać dajesz sobie pięknie radę z wyzwaniami i idziesz do przodu. Piękne zdjęcia, ale to jak zawsze.

    PS ja bym BARDZO chętnie oglądała na Twoim IG zdjęcia z gadżetami do masażu erotycznego. W końcu byłyby jakieś kontrowersje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba rzeczywiście był mega błąd, że ich nie wzięłam :D te nowe przyjaźnie są fajne, bo same chcą się pielęgnować!

      Usuń
  7. Paula, Twój wpis jakoś mnie wzruszył. Zrobiło mi się smutno, gdy przeczytałam o załamaniu, a z drugiej strony pomyślałam, że to właśnie chyba te momenty dają nam największą siłę. Najważniejsze, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama - nawet jak dzieli nas te 215 km ;)

    PS Uwielbiam Twoje zdjęcia!

    Mam nadzieję, że 2018 rok przyniesie jeszcze więcej pięknych niespodzianek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Załamanie załamaniem, najważniejsze, że nie mam szklanego tyłka i jakoś specjalnie na tym nie ucierpiałam. No ale przecież każdy ma gorsze chwile, tylko o tym się nie mówi publicznie ;) Dziękuję Ewela ♥

      Usuń
  8. dla mnie 2017 był bardzo trudnym okresem, chociaż z tego co widzę, to każdemu dał po tyłku. nastąpiło małe załamanie, nie tylko tego czytelniczego życia, ale cieszę się, że już to wszystko za mną.
    za to widzę, że u Ciebie, mimo wszystko, było niekiedy ekscytująco :)
    na 2018 zaplanowałam więcej pisania i oddania się swoim pasjom jak tylko będę mogła, przed nami jeszcze dwanaście miesięcy, więc trzymajmy kciuki, żeby były jeszcze lepsze niż poprzednie.

    www.wachajac-ksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawe propozycje, przyznaję. :D Jestem akurat w trakcie przestawiania się na myślenie o czytaniu tylko tego, na co mam ochotę, mam nadzieję, że jak Ty za pół roku będę z tego zadowolona. ;) Życzę Ci w 2018 równie ciekawych przygód co w 2017, choć może bez tak dziwnych propozycji współpracy... ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.