17 kwietnia

#521. Martwy ptak | Maciej Kaźmierczak

 

Ciarki obrzydzenia gwarantowane!

A to dopiero zdziwienie, że Kaźmierczak – autor Martwego ptaka – napisał już pięć książek, a ja dopiero teraz usłyszałam o jego istnieniu. Sprawdzałam, bo jego najnowsza powieść była znakomita, od pierwszych stron mnie totalnie zaintrygowała i byłam ciekawa co to za człowiek. Nadal jest dla mnie trochę zagadką, bo skąd w głowie urodziła mu się wizja tak popapranych zbrodni?

 

Łódź kojarzy mi się ze sztuką, z biedą i z industrializmem. Nie znam dobrze tego miasta, ale miałam okazję być tam kilka razy. Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tych wszystkich skrajnościach Łodzi, ale też w tej surowości architektonicznej, która na pewno nadaje jej wyrazistego klimatu. Fabuła stworzona przez Kaźmierczaka bardzo komponowała mi się z moją wizją tego miasta, bo to właśnie tam dochodzi do serii zabójstw. Ktoś zabija i obcina swoim ofiarom palce, a w usta – pośmiertnie – wkłada martwe ptaki. W sprawę wplątana zostaje Laura Wójcik, która od samego początku budzi ciekawości czytelnika. Dziewczyna jest rysowniczką, a motywem jej prac jest często samotna śmierć ptaków. Musi mieć jakiś związek ze sprawą, więc wszystko zaczyna się kręcić wokół niej.

 

Autor stworzył brutalny kryminał, który ma kilka cech charakterystycznych, które na długo nie pozwolą o sobie zapomnieć. Przede wszystkim mamy symbolikę ptaka – ale właściwie po co i dlaczego morderca w taki sposób oznacza swoje ofiary? Tych jest kilka, ale w jaki sposób zostały przez niego wybrane, dlaczego akurat ci ludzie stracili życie? Druga sprawa, to bardzo rzeczywiste i dokładne opisy miejsc zbrodni. Ta obrazowość może niektórych, szczególnie tych mniej odpornych czytelników, przyprawić o mdłości i zawroty głowy, ale dla mnie mogło ich być nawet więcej. Widać, że Kaźmierczak się w tym dobrze odnajdował, pozwoliłabym mu na więcej popapranych wizji. Trzecia sprawa, to ta dziewczyna, która nagle staje się głównym elementem całej układanki. Jej twórczość zostaje bezpośrednio powiązana ze zbrodniami, a całą sprawą zaczynają się mocno interesować media. Chociaż Laura wiele zyskała na tej chwilowej popularności, to jednak okazuje się, że sporo może też stracić. Jeżeli chodzi o rozwiązanie zagadki kryminalnej – ja jej nie rozwiązałam, poszłam zupełnie innym tropem, który autor specjalnie rzucił mi pod sam nos. Zakończenie jest wyjątkowe, bardzo teatralne i moim zdaniem było idealnym podsumowaniem dla całej tej historii.

 

Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to do kilku mocno przegadanych momentów, które niby wnosiły coś do całej historii, ale można było je skrócić, żeby popracować też trochę nad dynamiką rozdziałów. Ale przede wszystkim para śledczych – komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc – zasługują na dopracowanie. Wypadałoby nieco zwiększyć ich zaangażowanie w śledztwie i popracować trochę nad ich inteligencją i osobowością. Krycza to tu prawie w ogóle nie ma, a Szolc sama najchętniej wygumkowałabym z tej książki, bo już dawno nikt mnie tak nie irytował jak ona. Ale na szczęście pozostałe elementy fabuły mocno nadrabiają.

 

To bardzo dobry polski kryminał, na który na pewno warto zwrócić uwagę, jeżeli lubicie wyraziste i jednocześnie dość mroczne i brutalne historie. Mimo że ma kilka przegadanych i monotonnych momentów, ale też śledczych, którym nie chce się pracować nad sprawą, to całość czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem. Motyw przewodni i symbolika ptaków jest z pewnością elementem charakterystycznym tej książki, który też dodaje jej takiego artyzmu w całej tej brutalności. No a wszystko dzieje się w Łodzi, która sama w sobie jest magicznym miastem.  






Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 14 kwietnia 2021
Moja ocena: 7,5/10
Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Wydawnictwu Muza


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.