05 lutego

#456. Cisza białego miasta | Eva García Sáenz de Urturi



Pierwsze spotkanie z hiszpańską powieścią kryminalną.


Mimo że polskie okładki dwóch książek z serii stworzonej przez Eva García Sáenz de Urturi całkiem dobrze kojarzyłam, to jednak omijałam je trochę nieświadomie, a trochę jednak świadomie szerokim łukiem. Te wszystkie uniki wynikały przede wszystkim z objętości, bo zazwyczaj męczą mnie takie opasłe tomy, poza tym zadziałał też fakt, że to seria, więc wypadałoby nie kończyć tylko na teym pierwszym tomie. Mniej zniechęcające, ale jednak nadal, było to, że nigdy nie czytałam kryminału hiszpańskiego autora, a co nieznane i niepewne, jakoś mnie specjalnie nie ciągnie. 

Ostatnio zdecydowanie większą frajdę sprawia mi zagłębianie się w historie, które łączą kryminał z wątkami społecznymi. Wszystko co prawda musi być poprowadzone z umiarem, gdzie zbrodnia nadal odgrywać będzie pierwsze skrzypce, a życie i relacje bohaterów będą uzupełnieniem tej opowieści. Przyznaję bez bicia, że Sáenz de Urturi w Ciszy białego miasta doskonale poradziła sobie z tym balansem, a wszystkie elementy tej powieści idealnie ze sobą współgrają - zaczynając od fabuły i zbrodni, kończąc na postaciach, do których łatwo się przyzwyczaić. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek trafiła mi się seria, którą pochłonęłabym w tak krótkim czasie - w ciągu miesiąca przeczytałam wszystkie trzy tomy. Mogłabym mówić o niej wiele dobrego, ale ciężko o konkrety, żeby nie popsuć zabawy tym, którzy jeszcze nie czytali Ciszy białego miasta.

Mamy tutaj naprawdę ciekawego seryjnego mordercę, którego modus operandi przypomina sposób, w jaki dokonywano seryjnych zbrodni dwadzieścia lat wcześniej. Wtedy skazano Tasio Ortiz de Zárate, a po osadzeniu w więzieniu morderstwa ustały. Teraz, kiedy Tasio wyszedł na przepustkę, hiszpańskim miastem znów wstrząsa wiadomość o morderstwie. Pierwsze podejrzenia spadają na skazanego, chociaż w tej układance pojawia się wiele luk, nieścisłości i niewiadomych, które śledczy Unai López de Ayala musi jakoś uzupełnić. Z rozdziału na rozdział akcja nabiera tempa, a pod koniec nie można się już oderwać od tej książki.

Nie była to powieść bez wad, a tutaj mogłabym chociażby wymienić mozolnie rozkręcającą się opowieść i potraktowane trochę po macoszemu profilowanie kryminalne, w którym Kraken miał być specjalistą. Zabrakło mi mocniejszej analizy podejrzanych i sprawców, takiego rozkładania na czynniki pierwsze zachowań i poszczególnych działań, bardziej wyraźnego przedstawiania osobowości i motywów. Patrząc z takiej bardziej życiowej perspektywy Kraken działał trochę na łapu capu i sam próbował nad wszystkim zapanować. Na szczęście nie zawsze wychodziło to po jego myśli, nie wszystko się udawało za pierwszym razem i przy pierwszym podejściu, za co akurat duży plus. Mimo tego, że nieomylność detektywów mocno kłuje w oczy, to autorzy jednak często pozostają przy tym schemacie. Dlatego tym bardziej należy pochwalić Sáenz de Urturi za stworzenie odpowiedniego tła kryminalnego pod małe wpadki głównego śledczego. W ogóle autorka stworzyła dość barwne tło i ukazała różnorodne smaczki charakterystyczne dla hiszpańskich miasteczek, co w tym przypadku dodawało jeszcze większej wyrazistości i specyficznego klimatu.

Według mnie to znakomity kryminał, któremu warto dać szansę. Mamy tutaj ciekawe zbrodnie, które do końca pozostają zagadką, ale także osobliwych bohaterów, którzy tworzą zgrany i sprawnie działający zespół. Ich relacje i skomplikowane sytuacje rodzinne nadają tej powieści charakteru, ale stanowią jedynie pewnego rodzaju dodatek, a nie są tłem dla wydarzeń kryminalnych.





Tytuł oryginału: El silencio de la ciudad blanca
Tłumaczenie: Joanna Ostrowska
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 27 lutego 2019
Moja ocena: 8/10




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.