18 czerwca

#415. Policjanci. Bez munduru - Katarzyna Puzyńska



Okazuje się, że niektórzy zamiast narzekać potrafią wziąć się po prostu do roboty.

Mimo że z kryminałami Puzyńskiej zupełnie się nie lubię, to nigdy nie skreśliłam jej jako autorki. Po przeczytaniu Policjanci. Ulica, o których pisałam tutaj, i Opowiem ci o zbrodni (tutaj) stwierdziłam, że całkiem nieźle sprawdza się w opisywaniu w fabularny sposób rzeczywistych zbrodni z przeszłości, ale też nieźle jej idzie w bardziej reporterskich książkach. Tak jak przy pierwszym tomie Policjantów miałam do zarzucenia kilka słabych punktów książki, tak tym razem mam wrażenie, że te uwagi – które ostatecznie zostały też potwierdzone przez innych czytelników – zostały przepracowane. Mam wrażenie, że Puzyńska zamiast biadolić nad wszystkimi niepochlebnymi słowami, wzięła się mocno do roboty!

To jest książka, na którą warto zwrócić uwagę. Jej poziom jest zdecydowanie wyższy od tego, jaki prezentowała sobą pierwsza część rozmów z funkcjonariuszami. Zasadniczą zaletą tej książki jest różnorodność przepytywanych przez autorkę osób i dopasowane pytań do ich opowieści i codziennych zajęć na służbie. Czyta się to z dużą łatwością i ciekawością, szczególnie jeżeli ktoś z natury ciekawy jest, jak praca policjantów na różnych szczeblach i w różnych wydziałach wygląda. Warto wspomnieć, że rozmówcy budzą sympatię swoimi wypowiedziami i nie sprawiają wrażenia jakby byli osobami z łapanki. Poza tym, że opowiadają o swojej pracy w sposób, który pozwala sądzić, że mimo tego, że wymaga od nich wiele poświęceń, to jednak przynosi im satysfakcję. Mimo problemów, chociażby ze zbyt niskimi pensjami, nadal poświęcają służbie swoje życie osobiste i dają od siebie totalne sto procent. Myślę, że warto też wspomnieć, że większość z wypytywanych osób wspominała też o współzależnościach z funkcjonariuszami w innych wydziałach i na innych stanowiskach, że do pełnego sukcesu konieczna jest praca zespołowa. To bardzo eleganckie zachowanie, a w oczach taka postawa na pewno będzie odebrana na plus.

Poza rozmowami o różnicach między pracą a służbą, krótką charakterystyką i doświadczeniami na danych stanowiskach, pojawiają się też rozmowy o życiu, wolnym czasie i rodzinach. Ciekawe są też pytania o problemy ukazujące się w konsekwencji nieregularnej pracy, więc na dobrą sprawę to bardzo słodko gorzka opowieść o życiu, wyborach i obowiązkach funkcjonariuszy. Trochę smutna, trochę wesoła, ale pełna pasji.

Tym razem mam tylko jedną uwagę i to do gości Puzyńskiej, którzy wspominali o negatywnym nastawieniu ludzi do policjantów, dziwiąc się jednocześnie z czego ono wynika. Zdaję sobie sprawę, że generalizowanie jest niekorzystnym zabiegiem, tak samo jak wrzucenie wszystkich policjantów do jednego przysłowiowego wora, jednak w życiu czasami inaczej się nie da. Osobiście spotkałam na swojej drodze policjantów, którzy wykonywali określone działania ewidentnie traktując je jako swoją pracę, ale miałam też epizody z funkcjonariuszami podchodzącymi do wydarzeń z zaangażowaniem i pasją. Tych drugich mogę zliczyć na palcach jednej ręki. Mimo wszystko kiedy coś się dzieje, gdzie w zasadzie powinna ingerować policja, nie zwracam się do nich po pomoc, a staram się załatwiać sprawy po swojemu, często też narażając siebie na potencjalnie niebezpieczne sytuacje. Męczy mnie rozmawianie z patrolami prewencji, których miny wyrażają zdziwienie, zmieszanie, a często też po prostu nudę. Często też ich wizyty nie kończą się niczym konkretnym, poza spisaniem raportu i rzucaniem dziwnych, oceniających spojrzeń w moją stronę – zupełnie jakbym wzywała ich z nudy. Nie wspomnę już o tym, jak długo trzeba czekać na rozwiązanie spraw związanych z oszustwami finansowymi, bo po prostu zdążyło mi się już odechcieć o tym mówić, myśleć i mieć nadzieję na rozwiązanie. Osobiście zupełnie nie dziwię się, że społeczeństwo omija policjantów i nie ma do nich zaufania, skoro niestety w większości przypadków nie potrafią oni w żaden sposób pomóc, a przynajmniej jeżeli chodzi o te bardzo przyziemne sprawy. To trochę temat rzeka, ale dodam jeszcze – żeby nie było, że mam do kogokolwiek pretensję – że nie zawsze te porażki wynikają z winy funkcjonariuszy, a bardziej samego systemu. Ale za to ostatecznie też po nosie dostają ci, którzy mają bezpośredni kontakt ze społeczeństwem. Na koniec dodam tylko, że to nie jest zarzut do żadnego z funkcjonariuszy, który pojawił się w książce Puzyńskiej, a jedynie moje gorzkie żale.

Rzadko zdarza mi się mówić takie rzeczy, a jeszcze rzadziej pisać, ale muszę przyznać, że szczerze podziwiam Puzyńską – jej działania i zaangażowanie w te policyjne sprawy. Raz, że z takiej policyjnej współpracy powstają fajne książki, z których zwykły człowiek może dowiedzieć się nieco więcej o pracy i życiu policjanta, to dwa, że Puzyńska potrafi dzielić się swoimi korzyściami z ludźmi, którzy faktycznie potrzebują pomocy. Myślę, że tym bardziej warto kupić tę książkę, a najlepiej od razu w pakiecie z poprzednią Policjanci. Ulica, mimo kilku jej niedociągnięć.

Kupując tę książkę, wspierasz rodziny funkcjonariuszy, którzy słowa roty ślubowania wypełnili do końca. Autorka połowę swojego honorarium przekazuje na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

Tytuł: Policjanci. Bez munduru
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 2 kwietnia 2019
Cena katalogowa: 39,90 zł
Moja ocena: 8/10






2 komentarze:

  1. kasia.kordeczka19 czerwca 2019 13:10

    Mam zbliżone do Twoich odczucia po tej lekturze. Bohaterowie lepiej dobrani, zróżnicowani, posiadający różne poglądy. Mam nadzieję, że przygoda Puzyńskiej z policją nie skończy się na tych 2 tomach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i ja się do niej przekonam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © rude recenzuje.