6 książkowych wyrzutów sumienia



Mam na swoich półkach trochę nieprzeczytanych książek, ostatnio doszłam do wniosku, że jest ich pewnie kilka setek, nie wliczając w ogóle tych elektronicznych, zalegających w pamięci na czytniku.

Niektóre czekają dłużej, inne są stosunkowo świeżymi nabytkami, które jednak od bardzo dawna chodziły mi po głowie. Przy wszelkich zakupach książkowych przeważnie decydowałam się na wrzucanie do koszyka nowości, które w ciągu ostatnich kilku miesięcy ukazały się na rynku, a nie pojawiły się jeszcze na moich półkach np. bezpośrednio od wydawców. Mniej więcej w połowie roku zmieniłam tok myślenia i trochę też dzięki współpracy z księgarnią Tania Książka, zaczęłam kupować książki wydane już jakiś czas temu. Tak na dobrą sprawę zaczęłam kompletować biblioteczkę swoich marzeń, chociaż żałuję, że w pakiecie do kupowanych lektur nie dodaje się jakiś super godzin, żeby życia mi starczyło na przeczytanie tego wszystkiego.

Jak możecie się domyślać moja biblioteczka w znacznej większości składa się z pozycji związanych z kryminalistyką – mam mnóstwo powieści kryminalnych, całkiem sporo reportaży o morderstwach, przestępstwach związanych z narkotykami i mafią, ale mam też kilka podręczników naukowych, na które też brakuje mi czasu. Nie ma na to żadnej rady, ale też nie próbuję się nikomu żalić.

W moim dzisiejszym zestawieniu pojawiają się trzy powieści, jedna powieść reportażowa i dwie książki o dziejach kryminalistyki. Dziwnym wydaje się, że książki, które tak bardzo mnie interesują, od tak dawna czekają na swoją kolej. Trochę niedocenione, trochę porzucone. Ale ambitnym planem na ten rok jest przeczytanie chociaż jednej z nich, może tej najgrubszej. Większość moich problemów z tymi książkami wynika właśnie z ich gabarytów – ciężko się to trzyma w rękach, nie wspomnę już o braku chęci na podróżowanie z takimi opasłymi egzemplarzami, a w ostatnim czasie sporo czasu spędzam w pociągach.


Pierwszą z książek jest To Kinga, którą – jak zapewne część z was wie – zaczęłam czytać jeszcze przed premierą filmu, ale ostatecznie skończyć mi się jej nie udało. To jest ten rodzaj książki, który poza samym fizycznym zmęczeniem rąk i kombinowaniem na milion sposobów, jakby to wygodnie czytać, sprawia też, że męczą mi się oczy. Koszmarnie mała czcionka, chociaż już większa niż w poprzednich wydaniach, sprawia, że nie ma dobrej pory na jej czytanie. Zastanawiam się nad podjęciem próby na książce w wersji elektronicznej, ale póki co z reguły łapię się za cieńsze książki.
Najbardziej przerażająca powieść Kinga.
Tytułowe To stanowi metaforę tkwiącego w ludziach zła.
Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej nieokreślone, przybiera najróżniejsze postacie – klauna, ogromnego ptaszyska, głosu w rurach. Poluje na dzieci. Tylko dzieci potrafią dostrzec To. I dlatego właśnie one stają do walki z potworem.



Drugą książką jest Pielgrzym Terry’ego Hayes’a, która w poprzednim roku była mi bardzo mocno polecana i którą ostatecznie zaczęłam, ale skończyło się podobnie jak w przypadku Kinga. Nie mówię, że nie było to interesujące, nie mogę też powiedzieć, że fabuła mnie nie wciągnęła, albo że bohater mnie mocno od siebie odrzucił, ale tak już czasami mam, że przez przypadek zapominam o książkach – a czytam ich po kilka na raz – i za szybko ich nie kończę.
Pielgrzym to kryptonim człowieka, który oficjalnie nie istnieje. Dawniej dowodził tajnym wydziałem wewnętrznym amerykańskiego wywiadu. Zanim wycofał się ze służby i zniknął, zawarł swe zawodowe doświadczenie w niezrównanej książce na temat technik śledczych. Nie przewidział jednak, że posłuży ona jako podręcznik mordercy...



Gillian Flynn zaciekawiła mnie Mrocznym zakątkiem, który już dość dawno temu miałam okazję przeczytać. Po tym ciekawym doświadczeniu kupiłam pakiet jej pozostałych książek i obejrzałam Zaginioną dziewczynę w wersji filmowej, chociaż przeważnie najpierw czytam, a później dopiero oglądam. O Zaginioną dziewczynę oczywiście chodzi i muszę przyznać, że po filmie, którego na dobrą sprawę już za dobrze nie pamiętam, ale który zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zabieram się za tę książkę. Tak się zabieram, że zabrać się nie mogę.
Jest upalny letni poranek, a Nick i Amy Dunne obchodzą właśnie piątą rocznicę ślubu. Jednak nim zdążą ją uczcić, mądra i piękna Amy znika z ich wielkiego domu nad rzeką Missisipi. Podejrzenia padają na męża. Nick coraz więcej kłamie i szokuje niewłaściwym zachowaniem. Najwyraźniej coś kręci i bez wątpienia ma w sobie wiele goryczy – ale czy rzeczywiście jest zabójcą? Z siostrą Margo u boku próbuje udowodnić swoją niewinność. Jednak jeśli Nick nie popełnił zbrodni, gdzie w takim razie podziewa się jego cudowna żona?



Kolejną książką jest wspomniana powieść reportażowa – Z zimną krwią Trumana Capote. Wszystkie książki Capote lekko uwierają mnie w sumienie, bo mam wrażenie, że jako fanka takiej kryminalistycznej tematyki powinnam je przeczytać. Bardziej dla swojego świętego spokoju niż dla kogoś, ale jak widać, wcale mnie to nie motywuje. Wspomnę też, że Z zimną krwią nazywana jest reportażową, bo opisuje pewną brutalną zbrodnię, ale po latach okazało się, że wersja Capote jednak nie jest chyba do końca zgodna z faktami.
"Z zimną krwią" to pionierska próba nowego pisarstwa, dokument zbrodni popełnionej przez dwóch recydywistów na czteroosobowej rodzinie farmera z Kansas. Wydarzenie to zostało szczegółowo opisane, podobnie jak śledztwo, pościg za mordercami, proces i zachowanie przestępców w sądzie i więzieniu aż po egzekucję. Capote po mistrzowsku przedstawia godny Ajschylosa motyw zbrodni i kary, zmuszając czytelnika do refleksji na temat źródeł zła.



Na koniec zostawiłam dwie książki Jürgena Thorwalda – Stulecie detektywów i Godzinę detektywów, które w zestawie są moim największym, najgrubszym i najcięższym wyrzutem sumienia. Porządnie uwierają sumienie, ale wyraźnymi grzbietami i sporymi gabarytami rzucają się też w oczy. Gdybym miała zacząć wyczytywanie tego sumiennego stosu, zaczęłabym właśnie od nich.
Stulecie detektywów przedstawia jedną z najbardziej fantastycznych, a zarazem prawdziwych historii, jakie zna świat – dzieje nowoczesnej kryminalistyki. Jej początki sięgają drugiej połowy ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy posłużono się odciskami palców w identyfikacji podejrzanych, zastosowano fotografię kryminalistyczną oraz zwrócono uwagę na ślady pozostawione na miejscu przestępstwa, wykorzystując je w skomplikowanym procesie wyświetlania zbrodni. Jest to również epoka, w której medycyna sądowa wydarła zmarłym ich tajemnice, toksykologia stała się skuteczną bronią przeciw truciznom i trucicielom, a balistyka osiągnęła pewność w identyfikowaniu broni palnej na podstawie wystrzelonych z niej pocisków.
Z Godziny detektywów dowiemy się z niej m.in., jak nauczono się odróżniać krew ludzką od zwierzęcej, w jakich okolicznościach odkryto grupy krwi, kiedy rozpoczęto identyfikację przestępców na podstawie analizy plam nasienia, śliny i potu oraz jaką rolę odegrały pewne owady w schwytaniu „piwnicznego mordercy” w przedwojennym Paryżu. A wszystkie te opowieści zilustrowane są autentycznym przypadkiem kryminalnym i historią śledztwa sprzed lat, dzięki czemu książkę Thorwalda czyta się jak powieść kryminalną, od której nie sposób się oderwać.



Jestem ogromnie ciekawa, czy wam też zdarza się odwlekać książki, które wydają się być mocno intrygujące, idealnie pasujące do waszego gustu książkowego i jeszcze polecane są przez zaufane wam osoby. Mi się niestety to zdarza i to za często, a sześć książek, które wam przedstawiłam, to dopiero wierzchołek góry lodowej.



Komentarze

  1. Zdarza się odwlekać. Jeśli idzie o "TO" to wymęczyłam je, ale tylko dlatego, że było z biblioteki 😂 tak pewnie by skończyło koło "Sklepiku z marzeniami", który nadal nie przeczytany 😢
    generalnie nie lubię nie kończyć książek i najczęściej zdarza mi się e-booki odkładać... Znaczy zwyczajnie zapominam o nich 😂😂 i biorę się za jakiś "papier" a zapasy spore 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ebookami mam podobnie, że niestety, ale zdarza mi się o nich zapominać. Jednak do To chcę wrócić, dam mu drugą szansę, bo jestem ciekawa tej historii :D

      Usuń
  2. Zdarza się. I tak kilka czeka na półce. Kod Himmlera, Przemysława Piotrowskiego aż się prosi żeby go przeczytać ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka brzmi bardzo niewinnie, nie wiem kogo chcesz oszukać :D

      Usuń
  3. Mam też kilka takich "grzeszków" na stosiku obok fotela, ale kiedyś je dokończę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A będziesz pamiętać pierwszą, przeczytaną część książki? Ja w takich przypadkach muszę zawsze zaczynać od początku...

      Usuń
  4. U mnie tak czeka "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja akurat mam na liście do kupienia i cały czas zastanawiam się czyt kupić...

      Usuń
  5. Chyba każdy książkoholik bywa tsundoku. :D Gromadzi wokół siebie książki, które z pewnością kiedyś (!) przeczyta. :) U mnie też kilka egzemplarzy zalega, ale może jesień i zima będą sprzyjać czytaniu. Tego Tobie i sobie życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tsundoku, to dokładnie o to chodzi :D Oby jesień rzeczywiście przyniosła wiele chwil na nadrabianie książkowych zaległości :)

      Usuń

Prześlij komentarz

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.