#337. Krystyno, nie denerwuj matki - Michalina Grzesiak


Nieustannie trwa moda na pisanie książek przez blogerów i innych influencerów. Doczekaliśmy tych czasów, kiedy każdy może napisać i wydać książkę. Nie musi być ona o niczym konkretnym. Właściwie nie musi być o niczym. To nic też się dobrze sprzeda, o ile będzie miało ładną okładkę albo charakterystyczny tytuł.

Zanim dowiedziałam się o istnieniu książki Krystyno, nie denerwuj matki oglądałam i przyklaskiwałam Michalinie Grzesiak na Instagramie. Często zdarzało się, że rżałam jak głupia oglądając jej insta relacje, dlatego też ostatecznie zdecydowałam się sięgnąć po książkę. Niczego od niej nie oczekiwałam, nie sprawdzałam nawet o czym jest – po prostu poszłam na żywioł.
Krystyno, nie denerwuj matki to książka o życiu, a dokładniej mówiąc o życiu Michaliny Grzesiak. Trochę o życiu singla, relacjach damsko-męskich przed i po ślubie, o rodzeniu dzieci, matczynej miłości, wewnętrznym rozwoju i o życiowych paradoksach.

- Kochanie, pomasujesz mi stopy? – zapytałam.
- Zaraz po tym, jak zrobisz mi loda – odpowiedział z pewnością w głosie, odwrócony do mnie plecami.
Zaczynając tę książkę byłam w niebo wzięta, bo zapowiadała się niesamowicie zabawnie. Miałam trochę wrażenie, że z buciorami wtryniam się w czyjeś życie, ale skoro mi to umożliwiono, to dlaczego miałabym z tego ostatecznie nie skorzystać, tym bardziej latem, kiedy skwar leje się z nieba i nie mam siły na żadną poważniejszą lekturę. Początkowo byłam zaskoczona, że autorka zdecydowała się napisać książkę o swoim życiu, o swoich uczuciach, jedynie podkręcając humor i sprawiając, że cała jej opowieść wydaje się być seansem kabaretowym. Michalina ma dar do ubierania prostych uczuć i wydarzeń w słowa, które za każdym razem sprawiają, że czytelnikowi cieszy się gęba, o ile nie trafi na osobę, którą takie lekko prostackie teksty będą jakoś szczególnie ruszać. Mnie osobiście taki humor odpowiada, jej żarty i teksty śmieszą, ale do czasu, bo ostatecznie miałam już jej trochę dość. Z jednej strony książka mi się podobała, czytałam ją z łatwością i przyjemnością, ale pod koniec zaczęła męczyć.

Podobno mężczyźni chrapią śpiąc na plecach, ponieważ jądra im opadają i zasłaniają dupę, co powoduje zamknięcie obwodu cyrkulacji powietrza.

Na dobrą sprawę ta ogromna radocha zaczęła mi uciekać gdzieś w okolicach drugiej ciąży autorki, kiedy sytuacja z pierwszej połowy książki zaczęła się powtarzać. Niby śmiesznie, niby zabawnie, ale pozostał mi jakiś taki niesmak.
Michalinie Grzesiak przyznać trzeba, że ma ogromny dystans do siebie. Gratulacje należą się również jej mężowi, który dzielnie znosił wszystkie gorsze chwile i pozwolił na opisanie siebie z dodatkiem życiowych i bardzo prywatnych smaczków. Nie żałuję czasu, który poświęciłam na przeczytanie tej książki, ale jestem lekko zawiedziona tym, co w niej znalazłam. Ze względu na język, którym posługuje się autorka, powiedziałabym, że to książka 18+ i rozrywkę znajdą w niej osoby, które same mają do siebie ogromny dystans, a przy okazji po książce za wiele nie oczekują.

Jak przystało na zatroskanego losem opiekuna, a przede wszystkim samca niemającego pojęcia o różnicy między zatwardzeniem a skurczem macicy, wypowiedział pełne empatii i zrozumienia słowa: „jak boli, to zrób kupę”.


Tytuł: Krystyno, nie denerwuj matki
Autor: Michalina Grzesiak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 334
Data wydania: 11 października 2017
Cena katalogowa: 36,90 zł
Moja ocena: 6/10




Komentarze

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.