sobota, 16 września 2017

#274. Na gigancie - Peter May



May jest jednym z tych autorów, który w swoich czytelnikach budzi skrajne emocje - albo się go kocha, albo nienawidzi. Mnie on urzeka swoją niebanalnością, przez co chętnie wracam do jego książek. May sprawia, że to czego nie lubię w książkach, w jego wykonaniu najbardziej mnie przekonuje i przyciąga.



Na gigancie to historia pięciu nastolatków, którzy postanawiają wspólnie przeżyć przygodę życia i chociaż raz sprzeciwić się całemu światu, stawiając na swoim. Pozornie zabawny wybryk przynosi skutki, o których żadnemu z nich się nie śniło. Chłopaki na własnej skórze przekonują się o nieprzewidywalności losu i o tym, jak zgubne mogą być marzenia.

W książce Maya nie mają czego szukać osoby, które poszukują rasowego kryminału z krwi i kości - takiego z mnóstwem trupów i krwią tryskającą z każdego pojawiającego się bohatera. Na gigancie to zgrabne połączenie thrillera z wątkiem kryminalnym, w oczywistej przewadze tego pierwszego, który z jednej strony budził we mnie wrażenie nieśpiesznego i bardzo przemyślanego, a z drugiej i tak intrygował jak mało która książka. Największą zaletą stylu Maya wydaje się być umiejętność wykreowana banalnie prostych historii, których obrót spraw będzie zarazem rzeczywisty i nieprzewidywalny. Wisienką na tym thrillerowo-kryminalnym torcie stają się niesamowicie wiarygodne postaci.
Autor przeprowadza czytelnika przez fabułę z dwóch perspektyw czasowych - teraźniejszości i przeszłości. Zaczynając książkę od relacji z wydarzeń aktualnych i nawiązując do przeżyć z młodości May wprowadza w czytelniku ciekawość już od pierwszych stron. Jednak nie pozwalając na zbyt szybkie rozwiązanie zagadki i połączenie historii w całość, błyskawicznie przeskakuje pięćdziesiąt lat wstecz i zaczyna długą relację z życia i podróży w stronę marzeń pięciu nastolatków. Chociaż z początku przejście tej historii z bohaterami książki wydaje się być pomysłem nietrafionym i nieco monotonnym, autor nie każe długo czekać czytelnikowi, aby sprawy nabrały rozpędu. Rozwiązanie kilku zagadek i rozwianie wszelkich wątpliwości następuje dopiero na ostatnich stronach książki, więc z góry uprzedzam, że ten autor lubi sprawdzić cierpliwość i czujność czytelnika.

May przedstawił, na przykładzie pięciu wykreowanych przez siebie bohaterów, jak bolesne może być starcie z rzeczywistością, ukazując jednocześnie, że wszystko jest nieco bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, i uzmysławiając, że każdy jest panem swojego losu i sam odpowiada za swoją przyszłość.
Przy tej książce całkowicie odpuściłam sobie zmaganie z kreatywnością autora, w celu rozwikłania kryminalnej zagadki i po prostu dałam się ponieść jego twórczości. Zamiast skupiać się na wymyślaniu kolejnych rozwiązań postanowiłam przeżyć tę historię razem z bohaterami wykreowanymi przez Maya.

Bardzo lubię książki tego autora i jeszcze niejednokrotnie będę do nich wracać. Jego styl trafia do mnie jak mało który, a rzeczywistość fabuły i pomysłowość w jej kreowaniu bardzo mnie urzekają. To jedna z tych nieoczywistych książek, o której długo będę pamiętać.


Tytuł: Na gigancie
Tytuł oryginału: Runaway
Autor: Peter May
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Data wydania: 30 sierpnia 2017
Cena katalogowa: 34,90 zł





2 komentarze:

  1. O nie sądziłam, że ten autor ma jeszcze inne książki.
    No nie, czemu to zawsze musi być 5 osób!? Taka ilość bohaterów jest najczęstsza w horrorach, thrillerach itp. Cóż za powtarzalne schematy.
    Oczywiście piątka bohaterów jest najlepsza, bo jak ktoś ginie, to jeszcze kilka zostaje. :D Lol.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie nie znam tego autora... A widzę, że warto przyjrzeć się bliżej jego twórczości. Nie jestem pewna, czy przypadnie mi do gustu (może brak mocniejszych wrażeń i opisów brutalnych przestępstw będzie tym, co mnie od lektury odstraszy) ale z pewnością warto spróbować.
    Swoją drogą, "Na gigancie" wygląda mi na lekturę odpowiednią na długie, jesienne wieczory;)

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.