poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Uzależniona od Instagrama?





Czasami moi rodzice albo znajomi śmieją się ze mnie, że jestem uzależniona od internetu, telefonu, komputera… Kiedyś jeszcze sama śmiałam się z tych tekstów i za każdym razem odpowiadałam coś w stylu „No co Wy mówicie?! Przecież wytrzymałabym żyjąc bez internetu!”, ale z czasem zaczęłam zdawać sobie sprawę, że chyba mają rację.
Szczególnie dociera to do mnie teraz, kiedy zajmuję się prowadzeniem bloga i odpowiadających mu profili na Instagramie i Facebooku, a dostęp do internetu jest w ogóle nie do porównania z tym sprzed np. 10 lat (nie pamiętam czy był już dostęp do internetu w telefonach, ale kiedy się pojawił połączenia były tak drogie, że nikt tego prawdopodobnie nie robił). Czasami po prostu nie widzę możliwości, żeby chociaż na chwilkę nie zajrzeć na któryś z profili, żeby prześledzić, co się zmieniło od ostatniego zaglądnięcia, żeby zerknąć do znajomych, żeby z kimś jeszcze pogadać, któregoś zaczepić.
No i już przecież nie będę wspominać o katastrofie, która mogłaby się stać, gdybym zapomniała o zabraniu telefonu do pracy – jakoś pewnie bym sobie poradziła, ale zły humor na cały dzień byłby gwarantowany!

Największą frajdę, i jednocześnie największe uzależnienie, stanowi Instagram, bo poza tym, że mogę wejść w dyskusję z najróżniejszymi osobami (zaczynając od tych, które prowadzą podobne tematycznie profile, kończąc na tych, które zajmują się czymś zupełnie innym, albo występują na Instagramie jako osoby prywatne), z którymi w prawdziwym życiu prawdopodobnie nawet bym nie miała kontaktu, to jeszcze jest źródłem inspiracji i to właśnie dzięki niemu podszkoliłam swoje umiejętności fotograficzne. Od zawsze miałam ciągoty do poznawania ludzi przez internet, ale Instagram sprawił, że teraz chętniej zaglądam do moich cyber-znajomych, niż żyję rzeczywistością. Pewnie byłoby inaczej, gdyby w większości przypadków nie dzieliła nas koszmarnie wielka odległość i moglibyśmy pozwolić sobie na regularne wypady do najbliższej kawiarni.

Nie jestem żadnym psychologiem, więc nie bardzo potrafię wytłumaczyć taki nawyk zerkania w telefon.  Tak jak przy znajomych jestem jeszcze w stanie się opanować, bo jednak podstawy kultury nie są mi obce, tak w domowym zaciszu już raczej nie mam żadnych barier. Każdą chwilę nudy rekompensuję sobie czytaniem i zostawianiem komentarzy oraz klikaniem lajków, więc chyba jednak wychodzi na to, że jestem uzależniona. Zdecydowanie za często łapię się na tym, że rozpraszam się zerkaniem na instagram, więc próbując temu przeciwdziałać okazuje się, że muszę zostawiać telefon poza zasięgiem rąk – najlepiej żeby wyciszony leżał poza zasięgiem wzroku (czasami umieszczam go w jakimś kartoniku, czasami w szufladzie albo zwyczajnie pod książką), ale daleko ode mnie, żeby nie chciało mi się po niego wstawać.

Dlaczego zdecydowałam się o tym napisać? W sumie chyba dlatego, że poza tym, że Instagram jest dla mnie źródłem inspiracji, jest też moim największym życiowym demotywatorem. Każdą wolną chwilę, którą mogłabym spędzić na czymś bardziej pożytecznym, marnuję na Instagramie. Staram się walczyć sama ze sobą, ale nie zawsze mi wychodzi. A najbardziej jestem ciekawa, czy Wy też macie takie problemy i jak sobie z nimi radzicie.

Także liczę na Wasze komentarze! Dajcie znać jak u Was jest z pokusami – czy walczycie z jakimiś i jak sobie z nimi radzicie.


11 komentarzy:

  1. Ja dzielnie trwam w postanowieniu, żeby nie zakładać konta na Instagramie...
    Trzymam się, ale nie wiem jak długo :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Instagram to zło. Podpisuje się od niemal wszystkim co tu napisałaś. Mój A. już nie raz wkurzał się na to jak często zerkam na telefon żeby sprawdzić instagram. :D To takie uzależniające. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy kto żył przed erą internetu to dostrzega co się dzieje. Dla obecnego młodego pokolenia to już normalka. Nie powinienem się za bardzo wypowiadać bo sam kilka razy ładuję telefon. Na szczęście trzeba mieć i inne uzależnienia to wtedy można je sobie odpowiednio dawkować, a najlepiej to wyjechać na chwilę gdzieś dlatego gdzie nie ma zasięgu (Bieszczady) to po paru dniach okazuje się że można żyć bez neta.. a nawet jest lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mąż mówi, że jestem uzależniona. Ciąglez nosem w telefonie lub laptopie.. no cóż ma racje 😂😂 zapomina jeszcze o książkach 😂

    OdpowiedzUsuń
  5. Wychowałam się w czasach bez Internetu, komórki dopiero w szkole średniej, a teraz otaczam się tym wszystkim cały czas. Instagrama nie posiadam (choć rozważam założenie), natomiast odwyk od komórki? Haha, dwa tygodnie temu mój smartfon wypiął na mnie swoje wejście do ładowarki i jak się wyłączył, tak był koniec. Do dziś telefon w naprawie, przeciągają strasznie termin, bo niby czekają na części, a ja bez telefonu. I żyję :D Na razie łapię kontakt ze światem mailami. I... żyję :D A jak śmiesznie, gdy dziś wzięłam lubego telefon i to był pierwszy dłuższy kontakt z dotykowym ekranem :D Śmieszne uczucie, a jak łatwo się odzwyczaić ;) Poza tym od komputera, telefonu i Internetu odpoczywam, gdy jestem u mamy. Pięć dni bez nowości technologicznych i to jest piękne wtedy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam jak na starym telefonie, niby już dotykowym ale jednak wciąż łączenie się z internetem było "dziwne" zainstalowałam Instagrama ale zupełnie nie wiedziałam o co w nim chodzi. Profil założyłam, zdjęcia dodawałam, później jak już udało mi się na coś lepszego aparat wymienić, zobaczyłam hjakiej beznadziejnej jakości były :D Facebooka bym się mogła pozbyć z telefonu (ale uczelniane sprawy - lepiej być na bieżąco), snapchata pewnie też :D Ale instagram, jeju tak w to wsiąkłam, że oglądam relacje, zdjęcia, z kimś tam zamienię słowo.... Też w sumie dzięki temu zaczęłam bardziej przykładać się do robienia zdjęć, żeby jednak ktoś zawiesił na tym oko :D

    Ze mnie w domu też się śmiali, że przyczepiona do telefonu, ale odkąd i rodzice mają urządzenia mobilne, cóż... nie są lepsi, więc nikt nikomu nie dogaduje :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj jest w tym mnóstwo prawdy! Miałam taką samą sytuację jak Ty, kiedy przyjeżdżałam do domu (studiuję i pracuję w mieście oddalonym o 100 km od swojego rodzinnego) mama zawsze mówiła, że wiecznie siedzę w telefonie i że na bank się uzależniłam. Na początku się z nią nie zgadzałam, ale od jakiegoś dłuższego czasu widzę, że miała rację. W telefonie spędzałam za dużo czasu scrolując Instagrama i szukając inspiracji na nowe zdjęcia czy przeczytanie nowych książek. Teraz ograniczam to jak tylko mogę, chociaż nowoczesne technologie wcale nie są w tym pomocne, bo teraz są nieskończone pakiety Internetu i można z niego korzystać nawet na wsi gdzie ciężko o zasięg! Zaczęłam się też zastanawiać, czy prowadzenie Instagrama nie ogranicza mi i innym osobom czytania książek. Bo teraz zamiast czytać i recenzować czyli robić to co kochałam i podejrzewam, że wszyscy prowadzący bookstagrama tak właśnie zaczynali, sprawdzam co nowego na moim koncie, co u znajomych, co na ulubionych kontach, jakie zdjęcia mam w proponowanych itd. co często odrywa mnie od czytania, a przecież nie o to w tym chodzi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też czasami czuję się uzależniony od IG i na szczęście tylko od IG, bo FB, ani bloga nie posiadam. Jestem więc w lepszej sytuacji. Nie mniej często łapie się na zerkaniu na IG. W pracy staram się tego nie robić, nie lajkuje i nie komentuje, co nie znaczy, że w wolnych chwilach nie zerkam. To jest główny zarzut wobec siebie. Z tym lajkowaniem to już się wyleczyłem nieco dzięki samemu IG, który nakłada ograniczenie w liczbie wciskanych serduszek na godzinę. Ograniczenie wynosi ponoć 60 lajków na 1h potem ich już nie uwzględnia mimo, że się zapalają. To dobrze działa, bo wiesz że wtedy to zmarnowanych czas jak wciskasz serca, a one znikają. Zauważyłem, że niektóre zdjęcia lubiłem a tu klops i nie ma tam serduszka ;). Moje córki dość często mi mówią: Tata a Ty znowu w Instagram się patrzysz :). Są też dobre strony jak poznawanie ludzi i rozmowy. Fakt, nie jest to na żywo ale czasami te znajomości mogą przejść na etap realny. Ważne aby mieć umiar we wszystkim i ja swoim dzieciom ograniczam siedzenie z telefonami. W moich zdjęciach akurat sporo czasu jeszcze poświęcam na ich czasami realizację. Ale traktuje to akurat jako zaletę, a nie stratę czasu. W końcu trzeba robić to co się lubi. :) Pozdrawiam w4osobie

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli chodzi o Instagram, mam to samo i to od niedawna, więc jest chyba jeszcze gorzej niż u Ciebie:) Na fejsa natomiast wchodzę coraz rzadziej, bo wolę Ig właśnie. Konto mam już długo, z początku tylko prywatne i sporadyczne. Dopiero wciągam się w fotografię i bookstagram, ale już przepadłam dla świata nie raz i nie dwa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety ja również ostatnio uświadomiłam sobie, że za dużo czasu spędzam na Instagramie (całe szczęście od innych aplikacji, czy ogólnie internetu nie jestem w takim stopniu uzależniona). Postanowiłam jakoś to zwalczyć i pracuję nad tym, żeby w ciągu dnia zaglądać na niego tylko po to by wrzucić zdjęcie, albo odpisać na wiadomość od kogoś – swoją drogą, tak jak napisałaś, chyba ten element poznawania innych ludzi, zawierania znajomości oraz prowadzenia rozmów jest najwspanialszą częścią. Ograniczam ten czas do minimum. Za to wieczorami, albo w nocy poświęcam sobie z 30 min, żeby przejrzeć zdjęcia innych osób i wrzucić komentarze. Myślę, że to dobry krok i idzie mi w tym dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o Instagram to ja mam wręcz odwrotny problem - nie mam na niego czasu! Zwykle przeglądaniem Waszych zdjęć i relacji zajmuję się późno w nocy, kiedy mogę chwilę odetchnąć, ale często jest tak, że nie zdążę zobaczyć wszystkiego. Ale zgadzam się, jest to kopalnia inspiracji i jestem pozytywnie zaskoczona jak łatwo jest nawiązać kontakt, także na pewno nie byłabym w stanie całkowicie odciąć się od tej strony.

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.