poniedziałek, 8 maja 2017

#241. Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy - Joanna Fabicka





Tytuł: Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy
Autor: Joanna Fabicka
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352
Data wydania: 29 marca 2017
Cena katalogowa: 34,99 zł

Zawsze jak czytam, że ktoś uśmiał się przy jakiejś książce myślę sobie, że chyba ze mną jest coś nie tak, bo książek, które wywołały u mnie coś więcej niż zwykły uśmiech było tyle, że na palcach jednej ręki szybko bym je zliczyła. Nie jestem jakąś niesamowicie poważną osobą – żadna ze mnie sztywniara – ale książki mnie nie śmieszą, przeważnie. Przed zabraniem się za Rudolfa zdążyłam przeczytać jego opis i zrezygnować z recenzji tej książki, ale los chyba chciał, żeby jednak wpadła mi ona w ręce. Podchodziłam do niej jak pies do jeża, bo to bardziej brzmi jak młodzieżówka z opisu, a za takimi książkami nie przepadam, no ale… Rudolf bezapelacyjnie okazał się najśmieszniejszym książkowym bohaterem wszechczasów, a autorka – Joanna Fabicka – stworzyła małe satyryczne dzieło z życia tego niedojdy.


Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy to piąty tom serii z Rudolfem w roli głównej. Są to książki, w których autorka prezentuje życie tytułowego bohatera, w zestawieniu z innymi, równie specyficznymi, stworzonymi na rzecz książki postaciami. Poprzednich tomów nie czytałam – zabrałam się za cykl od piątej części– ale tak jak poprzednie cztery traktowały o młodzieńczym życiu Rudolfa, tak ta przedstawia jego dorosłe życie. Wszystkie tomy są ze sobą związane (zalecane jest czytanie według chronologii ich publikowania), ale zabranie się za serię od piątego tomu nie skutkuje zepsuciem sobie przygody z wcześniejszymi częściami, jeżeli ktoś zdecyduje się na cofnięcie w czasie – może pojawią się nieznaczne spoilery odnośnie życia głównego bohatera, ale nie będą one tak odczuwalne.
Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy to niesamowicie wyrazista i ironiczna książka, która bezpośrednio dotyka problemów politycznych, społecznych i religijnych Polaków. Poza tym, że autora bardzo dosadnie wytyka nasze narodowe potknięcia i niedociągnięcia, to jeszcze robi to w tak zabawny sposób, że nie ma możliwości na oderwanie się od tej książki z własnej woli. W piątym tomie zawarła kilka najbardziej aktualnych tematów, które do dnia dzisiejszego są na językach Polaków i nadal wywołują niemałe komplikacje w społeczeństwie. Poza tym, że kreuje z naszych prawdziwych problemów coś na kształt satyry, to dodatkowo w te wszystkie wydarzenia wplata tytułowego Rudolfa – największego życiowego nieudacznika – któremu nic nie wychodzi tak, jak sobie to zaplanuje, który zawsze musi stawiać czoło przeciwnościom losu, co jeszcze bardziej podbija charakter tej książki.
Rudolf jest bohaterem, którego zwizualizowanie sobie nie sprawiło mi najmniejszego problemu. Jest pierdołą, z której wszyscy – łącznie z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi – się naśmiewają przy każdej możliwej okazji. Jedyną postacią, która akceptuje go, mimo jego wszelkich wad, szanuje i czasami nawet podziwia, jest jego dziesięcioletnia córka. Rozdziały mają charakter reporterski i prezentowane są z dwóch punktów widzenia – ojca i córki – które umożliwiają czytelnikowi jeszcze lepsze zapoznanie się z bohaterami i chociaż na chwilę wskoczenie w ich buty. Fabickiej udało się stworzyć całą gamę bohaterów, których lubi się już od pierwszego spotkania i do których zaczyna się z czasem przyzwyczajać.
Świat Rudolfa jest zmyślony, ale przez to, że autorka bazuje na rzeczywistości, wykorzystując prawdziwe miejsca – poruszając się głównie w obrębie Warszawy – ma się wrażenie, że to jednak nie jest fikcja literacka, że Rudolf gdzieś sobie żyje na Powiślu i ma się całkiem nieźle.

Czytając książkę Joanny Fabickiej poniekąd czułam się jakbym oglądała bardzo dobry kabaret. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, a humor, cięty język i umiejętność obserwacji społeczeństwa autorki sprawiły, że nie mogłam się od Rudolfa oderwać! To książka, której nie mam zupełnie nic do zarzucenia – zakochałam się w niej po uszy!

 

1 komentarz:

  1. Już sama okładka przykuwa uwagę :)
    Pozycje, które wyśmiewają różne narodowe cechy pozwalają nabrać swego rodzaju dystansu do rzeczy, które normalnie przyprawiają o nerwicę. Książki tego typu też w przyjemny sposób rozładowują nerwy :) Lubię takie, chociaż przyznam, że nie wszystkie do mnie przemawiają, np. nie przepadam za style Ćwirleja.

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.