środa, 10 maja 2017

[premiera] #242. Confess - Colleen Hoover



Tytuł: Confess
Tytuł oryginału: Confess
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352
Data wydania: 10 maja 2017
Cena katalogowa: 39,90 zł

Hoover jest jedyną autorką książek z pogranicza młodzieżówek i romansów, której twórczość mogę czytać bez wyrywania włosów z głowy ze złości. Kolejny raz stworzyła historię opartą na dramatycznych wydarzeniach z życia swoich bohaterów, ale mam wrażenie, że tym razem poszła o krok dalej w budowaniu relacji miłosnych.
Auburn jest dziewczyną, która mimo młodego wieku, wiele już zdążyła stracić. Życie na każdym kroku okrutnie ją doświadcza. Zdana na samą siebie nie jest w stanie ze wszystkim sobie poradzić, a natłok obowiązków i problemów przytłacza ją do tego stopnia, że ta coraz bardziej traci pewność siebie. Owen jest artystą, który przede wszystkim stawia na indywidualność. Jego sztuka jest wyrazista, podobnie jak jego charakter, a jednocześnie zawiera w sobie to, co najbardziej ludzkie i właśnie to sprawia, że jego dzieła cieszą się sporą popularnością. Drogi dwójki bohaterów krzyżują się w najmniej oczekiwanym momencie. Z pozoru niewinna znajomość przeradza się w coś więcej.
Niestety romanse w moim przypadku są historiami, do których mam niesamowitego nosa i już praktycznie od pierwszej chwili z książką potrafię naszkicować w wyobraźni rozwój i finał wydarzeń. O ile przeważnie jest to denerwujące, w tym przypadku nie przeszkadzało aż tak bardzo. Autorka do swojego pozornie banalnego zarysu fabuły dodała kilka smaczków, kilka zwrotów akcji, których nie byłam w stanie przewidzieć, które podtrzymywały napięcie i pobudzały do jeszcze szybszego zagłębiana się w lekturze. Dzięki temu książka w odbiorze wypadła nieco lepiej, bo poza tym, że oderwałam się chociaż na chwilę od kryminałów, to jeszcze w między czasie miałam okazję się wykazać na zupełnie innym polu – wysilić swoje szare komórki i zaangażować się w życie i miłostki postaci na tyle, aby razem z nimi przeżywać kolejne wzloty i upadki.
Zestawienie zupełnie przeciwstawnych osobowości bohaterów – Auburn i Owena – stało się czymś, co wyróżniało tę książkę na tle pozostałych napisanych przez Hoover. Niby mam wrażenie, że autorka zawsze tworzy coś w podobnym stylu – wykorzystuje ten sam schemat i  fabuły, i samych bohaterów w mniejszym lub większym stopniu pokrzywdzonych przez los – ale za każdym razem odbiera się to zupełnie inaczej. No i właśnie tym razem ta historia i postaci zadziałały na mnie bardzo zachęcająco. Świeżo po przeczytaniu książki stwierdziłam, że w sumie nie była ona niczym nadzwyczajnym, ale teraz myślę, że jednak to najlepsza książka Hoover, którą do tej  pory czytałam - wydawała się najbardziej rzeczywista i najłatwiej było mi się w nią wczuć. Była najbardziej rzeczywista w swojej nierzeczywistości, bo jednak Hoover ma w nawyku tworzenie swoich postaci w taki sposób, aby jak najbardziej byli pokrzywdzeni przez los, aby ich przeszłość była usiana ciągłymi problemami, które okazują się nagle znikać, kiedy książkowa para się spotyka. Takie to trochę oklepane, trochę banalne i nierealne, bo zła passa nie może trwać aż tak długo, ale jednak można się z tym jakoś utożsamić.
Książki Hoover nie robią na mnie piorunującego wrażenia, nie zakochuję się w nich, często giną gdzieś w odmętach mojej pamięci, ale Confess miała w sobie tak dużo smutku, że wyróżniła się na tle pozostałych tytułów tej autorki. Trzeba przyznać, że Hoover potrafi grać na uczuciach swoich bohaterów i samych czytelników. Jak dla mnie nie jest to must read, ale fani autorki i gatunku z całą pewnością będą usatysfakcjonowani rozwojem wydarzeń i samym ich finałem.

 

3 komentarze:

  1. Czekam, czekam strasznie na tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale z tą autorką zdecydowanie jest mi nie po drodze. Po przeczytaniu Twojej recenzji stwierdzam, że za wiele nie stracę nie zapoznając się z tym tytułem.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłoby to być interesujące doświadczenie - przeczytać taki romans młodzieżowy. Szczególnie, że jest przesiąknięty smutkiem, a życie niestety często takie jest.

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.