czwartek, 15 grudnia 2016

Autorzy na widelcu - #3. Adrian Bednarek


METRYCZKA


Imię: Adrian
Nazwisko: Bednarek
Znak zodiaku: Bliźniak
Wzrost: 171 cm
Dorobek literacki:  Pamiętnik Diabła, Proces Diabła (recenzja dopoczytania >tutaj<), Spowiedź Diabła (premiera luty/marzec 2017)
Ulubiona książka: Nie mam jednej. Mój TOP 3 to: Ojciec Chrzestny- Mario Puzo, American Psycho- Bret Easton Ellis, Szybki Cash- Jens Lapidus.





RR: Zacznijmy od początku - skąd wzięło się zamiłowanie do tematyki kryminalnej?

AB: Tematyka kryminalna towarzyszyła mi praktycznie od małego, czyli odkąd nauczyłem się czytać. Na początku uwielbiałem czytać komiksy. Głównie Batmana i wszystko co wychodziło z DC. Wydaje mi się, że właśnie zbrodnie w mieście Gotham, wyjątkowe i niepowtarzalne czarne charaktery sprawiły, że tak bardzo lubię kryminały i thrillery. Z resztą czytanie książek też zacząłem od kryminałów. Najpierw był Puzo, potem Coben, Patterson i tak to się toczyło.


RR: Czyli czytasz dużo kryminałów. A nie obawiasz się, że łatwo mógłbyś się zainspirować fabułą innej, napisanej przez kogoś innego powieści? 
AB: Swego czasu czytałem dużo kryminałów. Pochłaniałem hurtowe ilości tego gatunku. W pewnym momencie trochę mi się znudziły. Wiesz, ten specyficzny klimat: detektyw, który zawsze na koniec musi rozwiązać zagadkę i ten biedny przestępca co zawsze musi popełnić jakiś (często idiotyczny ) błąd żeby koniecznie dać się złapać. Zaczęło mnie to nudzić, dlatego coraz częściej sięgam po thrillery. Właściwie teraz na tapecie mam głównie thrillery psychologiczne. Nie mam problemów ze zbytnim inspirowaniem się. Przeciwnie, jak coś czytam to od razu sobie myślę trzymaj się jak najdalej od tych motywów w swoich książkach. Książki, które czytam są raczej straszakiem i materiałem do nauki stylu a nie inspiratorem. 


RR: A filmy i seriale jakie preferujesz? Coś w podobnych klimatach?

AB: Moje ulubione seriale czyli Rodzina Soprano, Dexter, Gotowe na wszystko i Pitbull dość dawno się skończyły. Obecnie regularnie oglądam tylko Bates Motel, Gotham i Blacklist. Ostatnio wciągnął mnie Belfer. Nigdy nie gardziłem też dobrymi komediami. To samo dotyczy filmów. Tu kryminał, thriller czy akcja dominują, choć nie tylko. Bardzo lubię filmy o nazistach, zwłaszcza dokumentalne i co oczywiste biorąc pod uwagę tematykę moich książek o seryjnych mordercach.


RR: O, Belfra też ostatnio zaczęłam oglądać i muszę przyznać, że mnie wciągnął! No ale  właśnie - interesujesz się też postaciami seryjnych morderców. Który wzbudził Twoje największe zainteresowanie?

AB: Zdecydowanie Dennis Rader BTK. Facet był w stanie sterroryzować 300 tysięczne miasto w Stanach, sprawić, że ludzie bali się wychodzić z domu. Wysyłał listy do policji i prasy a także do… niedoszłych ofiar. Działał w iście hollywoodzkim stylu. Już jego pierwsze morderstwo sprawia, że przechodzą ciarki. Sam, w biały dzień, konkretnie o poranku zamordował czteroosobową rodzinę Otero. Ale nie to jest w nim najciekawsze tylko fakt, że pierwszej zbrodni dokonał w 1974 roku a został złapany w 2005 roku i wpadł tylko przez własne ego oraz pychę. Biorąc pod uwagę to, że ten przewodniczący rady parafialnej przez 30 lat swojej zbrodniczej działalności był bezkarny a poszedł siedzieć w wieku 60 lat a w międzyczasie zdążył założyć rodzinę i nacieszyć się życiem w pewnym sensie można powiedzieć, że to on wygrał pojedynek z policją.

 RR: Jesteś osobą agresywną?

AB: Myślę, że nie. Nerwowy jestem na pewno :) Natomiast chyba nie ma we mnie wielkiej agresji, a jeśli jest to zwykle udaje mi się wyładowywać negatywną energię na siłowni. Choć o to najlepiej zapytać kogoś, kto mnie zna i potrafi obiektywnie ocenić. 


RR: Pytam akurat o to, bo w swoich książkach sam wcielasz się w role morderców. Nie masz problemów z rozgraniczeniem świata fikcyjnego od tego rzeczywistego? Nie masz czasem myśli, że najchętniej zabiłbyś kogoś, kto zrobił coś nie po Twojej myśli?

AB: Nieee. Pomijając wszelkiej maści zawalidrogi wobec których dość regularnie miewam delikatnie mówiąc mordercze zamiary, to nie ma takich problemów :) Umiem rozdzielić świat fikcyjny od rzeczywistego, przynajmniej jego mroczną stronę. Natomiast zawsze kiedy uśmiercę jakiegoś głównego bohatera przez kilka dni mam doła jakbym stracił kogoś na kim mi zależy. Tak było choćby z Adą Remiszewską w Procesie Diabła. Przywiązanie do postaci to mój największy twórczy problem.


RR: Od seryjnych morderców niedaleko do mafii. Czemu nie zdecydowałeś się na wplecenie w fabułę wątków mafijnych, które nadal są bardzo na topie?

AB: Z prostego powodu. Nie pasowała do danych historii. Nie mógłbym od tak sobie wpleść mafii w historię np. o seryjnym mordercy tylko dlatego, że jest na topie :) Ale przyznam, że mam jedną ukończoną historię, w której mafia odgrywa kluczową rolę. Właściwie to taka mieszanka wybuchowa: mafia, tajni agenci, pseudokibice itp. Tyle, że to jest rasowa opowieść o mafii, bez wciskania na siłę mafijnych wątków.  


RR: Co powiesz o okładkach swoich powieści? Podobają Ci się? Jeżeli mam być szczera - okładka Pamiętnika diabła wygląda strasznie, Proces wygląda o niebo lepiej!

AB: To już zależy od indywidualnej oceny każdego odbiorcy. Fakt, większości czytelników nie podobała się okładka Pamiętnika Diabła, ale zdziwisz się bo byli tacy, którym strasznie przypadła do gustu. Pamiętam, że nawet ktoś zgłosił ją na Lubimyczytać do najpiękniejszych książkowych okładek. Ja osobiście miałem zupełnie odmienną wizję okładki Pamiętnika, na początku trochę mnie drażniła, ale z czasem ją polubiłem bo jest taka… inna podobnie jak sama książka. Też miała być inna niż wszystkie. Natomiast okładka Procesu jest wg. mnie świetna.

 RR: Słyszałam, że Novae Res nie daje możliwości ingerowania autorom w projekt okładki. To prawda?

AB: Przy pierwszej książce rzeczywiście nie miałem możliwości ingerowania w projekt okładki. Ale to był mój debiut, więc tak naprawdę dopiero uczyłem się poruszania po wydawniczym świecie. W Zysku też nie miałem możliwości ingerowania w projekt okładki. Natomiast teraz mam na to duży wpływ, mało tego dostaję kilka projektów do wyboru. Już nawet jeden mamy prawie dograny. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale mogę powiedzieć, że jeśli wszystko pójdzie tak jak planujemy okładka Spowiedzi Diabła będzie prawdopodobnie najładniejszą z dotychczasowych okładek moich książek.


RR: A skoro już o Novae Res mowa, ostatnio podpisałeś z nimi umowę (gratuluję!) i zapowiedziałeś, że w ciągu najbliższych pięciu lat pojawi się dziesięć Twoich nowych książek. To całkiem sporo! Kontynuacja cyklu, nowy cykl, czy tomy niezależne?

AB: Dziękuję. Tak, całkiem sporo, choć poza dwiema opublikowanymi mam już przygotowane 8 kolejnych książek, więc myślę, że bez problemu podołam :) Spowiedź Diabła jest oczywiście kontynuacją cyklu, poza tym są to niezależne historie, być może dwie z nich staną się początkami nowego cyklu, ale to dopiero czas pokaże.


RR: Mówisz, że masz już przygotowane książki “w zapasie”, dlaczego więc dopiero teraz decydujesz się na ich publikację?

AB: Nie traktowałem tych książek jako przygotowanych „w zapasie”,  pisałem na bieżąco bez względu na to czy akurat była w planach jakaś publikacja czy nie. Uznałem, że regularne pisanie to jedyna metoda, żeby móc zostać prawdziwym pisarzem. Ciągle się jej trzymam.  Nie wysyłałem też każdej zaraz ukończonej historii do wydawnictw z zapytaniem o możliwość publikacji. Większość leżała sobie spokojnie na twardym dysku i czekała. Tak naprawdę tylko dwóch wydawców, mój obecny i poprzedni, wie ile i jakich mam ukończonych historii. Czego ostatecznym efektem będą kolejne publikacje w niedalekiej przyszłości :)  


RR: Masz już na nie jakieś pomysły na te jeszcze nie powstałe książki? Jaki planujesz nadać im klimat?

AB: Pomysłów mam dużo, czasami wydaje mi się, że nawet za dużo w stosunku do czasu jaki mogę przeznaczyć na pisanie :)W większości pewnie będzie panował mroczny klimat. Obecnie piszę nowy thriller pt.”Pasażer na gapę”, nie jest związany z żadną serią ani poprzednimi historiami. Całkowicie osobna historia. Na pewno pojawiają się wątki romantyczne, tajemnica, szantaż, zbrodnia, codzienne problemy społeczne. Tym razem zmieniam nieco styl, krótsze rozdziały, mniej opisów i wątków psychologicznych, bardziej stawiam na czystą akcję. Sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. Jeszcze nie wiem, co będę pisał w następnej kolejności. Zwykle pojawia się jakiś impuls, który przekonuje mnie do napisania danej historii. Ale o tym pomyślę jak skończę dopiero co zaczętą książkę :) Obecnie koncentruję się na niej i na pracach redakcyjnych przy Spowiedzi Diabła.


RR: Pamiętnik diabła wydałeś w Novae Res, Proces diabła w Zysk i S-ka, a teraz wracasz do korzeni. Czytałam gdzieś, że obie Twoje powieści dzieli przepaść (sama nie mogę ocenić, bo Pamiętnika nie czytałam) i że zmiana wydawcy jednak na dobre Ci wyszła, a to drugie sam nawet potwierdziłeś.

AB: Hmm, osobiście nie zgodziłbym się, że te dwie książki dzieli przepaść. Przynajmniej jeśli chodzi o samą wartość literacką. Pisałem je w odstępie niecałego roku, przy obu bawiłem się równie dobrze, obie utrzymywałem w podobnym klimacie. Może Proces był nieco dojrzalszy, ale również przez to, że… główny bohater też był dojrzalszy. W Pamiętniku Kuba Sobański jest młodym studentem w Procesie dorosłym panem prawnikiem, więc siłą rzeczy też się zmienia. Choć najlepiej jakbyś sięgnęła po Pamiętnik i potem sama to oceniła :) Kluczową sprawę przy zmianie wydawcy odgrywała sama redakcja, w Zysku była na zupełnie innym poziomie niż ta przy moim debiucie. Dlatego przed powrotem do korzeni poprosiłem o równie ostrą redakcję i muszę przyznać, że na razie moja nowa redaktorka jak najbardziej wywiązuje się z tego zadania. Z resztą jeśli przeczytasz Spowiedź to będziesz miała okazję się przekonać.


RR: Zdradzisz mi skąd kolejne zmiany i powroty? 
AB: Pewnie, że zdradzę, to żadna tajemnica. Novae Res złożyło mi najbardziej profesjonalną pisarską ofertę jaką dotychczas otrzymałem. Właściwie to od początku mojej przygody z pisaniem marzyłem o takiej ofercie. Zapewnia mi ciągłość w pracy nad książkami. Pisząc nie muszę wciąż myśleć o tym czy znajdę wydawcę zainteresowanego moimi historiami ( a uwierz mi to męczące, lepiej piszę się z czystą głową) mogę skupić się tylko na pisaniu. Poza tym to naprawdę znakomita umowa, bez żadnego współfinansowania, co warto podkreślić bo wielokrotnie czytałem opinie, że Novae Res wydaje książki tylko ze współfinansowaniem a jak widać nie jest to prawdą. Mówiąc w skrócie, znalazłem wydawcę, który docenił moje umiejętności na tyle, że chce zainwestować w długofalową współpracę przy moich książkach a nie tylko w jedną publikację. Zrobię wszystko, żeby za pięć lat tego nie żałował.  




RR: Twoje książki zbierają całkiem niezłe opinie, biorąc pod uwagę też to, że w zasadzie jesteś świeżym pisarzem. Spodziewałeś się, że czytelnicy tak dobrze Cię przyjmą?

AB: Chyba każdy pisarz ma taką nadzieje i oczekiwania po publikacji. Przecież nie pisałem swoich książek z myślą oby tylko czytelnicy nie uznali ich za najgorsze co w życiu czytali :) Na pewno liczyłem, że znajdzie się spora grupa odbiorców, którzy poczują klimat moich historii tak mocno jak ja go czułem podczas pisania. Z resztą gdybym nie liczył na pozytywny odbiór i na to, że zdobędę serca czytelników po co miałbym w ogóle zaczynać pisać?


RR: Nadzieja nadzieją, ale Tobie się to udało! Nabrałeś dzięki temu większej pewności siebie?

AB: Pewności siebie akurat nigdy mi nie brakowało. Natomiast im więcej zadowolonych czytelników tym paradoksalnie tworzy mi się w głowie większa presja związana z pisaniem. Często zastanawiam się czym teraz zaskoczyć, czy na pewno nie powtarzam jakiegoś motywu, co może się spodobać a co nie. Na początku te myśli były mi obce bo… jeszcze nie miałem czytelników ;) Ale ja lubię tą presję nakręca do ciężkiej pracy. Pewność siebie najbardziej idzie w górę zaraz po premierach książek. Dlatego tym bardziej nie mogę się już doczekać kolejnej.


RR: A jak radzisz sobie z krytyką, szczególnie z tą niekonstruktywną?

AB: Teraz dobrze. Na początku bardziej brałem sobie taką niekonstruktywną krytykę do serca, szczególnie po debiucie jak wyszły te słynne niedociągnięcia redakcyjne. Przeczytałem masę negatywnych opinii i komentarzy nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Trochę to było głupie z mojej strony, ale wiadomo debiut, duże oczekiwania a tu taka granda. Na szczęście to była świetna lekcja, nauczyłem się dystansu a teraz wspominam tamten okres z uśmiechem i sentymentem. Niekonstruktywna krytyka spotka mnie jeszcze nie raz, na szczęście obecnie traktuję ją trochę jak parodię przy której można się dobrze bawić a nie z wielką powagą i smutkiem. Natomiast konstruktywną staram się przemyśleć i wyciągnąć ewentualne wnioski, choć też nie zawsze. Czasami po prostu o tym nie myślę i robię dalej swoje.


RR: Kontaktujesz się z recenzentami, którzy wystawili negatywne opinie?

AB: Nie, nigdy tego nie robiłem. Każdy ma prawo do swojej opinii. Jestem pisarzem i muszę brać krytykę na klatę.


RR: A starasz się wytłumaczyć sytuację albo dowiedzieć się dokładniej co poszło nie tak w książce?

AB: Zdarzało mi się, że przeczytałem dziwne rzeczy w recenzji swojej książki, które dość łatwo można było podważyć. Ale na wyjaśnianie czy prostowanie szkoda mi życia. Lepiej poświęcić ten czas rodzinie albo pisaniu. Tym bardziej nigdy nie chciałem na siłę dowiadywać się co poszło nie tak. Jeśli ktoś ma ochotę zwrócić mi na coś uwagę, wie jak się ze mną skontaktować. Nie jestem anonimowy. Inna sprawa, że moje książki są całkowitą fikcją, wytworem mojej wyobraźni, więc mimo wszystko ciężko mówić, że coś poszło nie tak w… fikcji ;)


RR: A tak w ogóle jak wyglądają Twoje sesje twórcze?

AB: Bardzo różnie. Zdarza się pisać kilka godzin a słowa same przychodzą do głowy i zamieniają się w zdania. Z tym, że takie rzeczy tylko w dni, kiedy nie muszę zajmować się swoją codzienną pracą czyli rzadko. Najczęściej sesje twórcze trwają około 2 godzin dziennie. Czasami piszę tylko pół godziny, innym razem nic nie piszę ale robię to co najtrudniejsze czyli… wymyślam fabułę. Właściwie to takie dni są kluczowe, kiedy po kilku godzinach przemyśleń ( taka odmiana ciężkiej pracy, leżenie i myślenie ) często wywnętrzaniu swoich pomysłów przed żoną, co swoja drogą znosi bardzo dzielnie, nagle wiem co dalej pisać. Wtedy zyskuję wewnętrzny spokój, bo wiem, że prędzej czy później to napiszę. Najgorsze kiedy nie wiem co mam pisać. Nienawidzę tego uczucia.


RR: Masz swoje ulubione miejsce do pisania?

AB: Ulubionym miejscem jest mój gabinet w domowym zaciszu. Oprócz pisania, często w nim też pracuję. W zeszłym roku przeszedł gruntowny remont. Żona zadbała o zapewnienie mi niepowtarzalnego klimatu do tworzenia. Czasami piszę też w sypialni w łóżku. Głównie w nocy, gdy nie chce mi się zostawiać śpiącej rodziny samej.  


RR: Zdradziłeś już, że masz zapas napisanych książek, a nad kolejnymi nieustannie pracujesz. Nie można zarzucić Ci nicnierobienia, chociaż po premierze Procesie diabła na bardzo długo (już ponad rok!) Cię wcięło. Zdradzisz czytelnikom jaki masz sposób na tworzenie poszczególnych fabuł, tym bardziej, że nie wszystkie są w tym samym klimacie? 
AB: Nigdzie mnie nie wcięło, po prostu od premiery Procesu przez pewien czas nie było żadnych planów związanych z publikacjami. Od kilku lat mam wypracowaną pewną automatykę. Kończę historię, odpoczywam po niej, wymyślam nową i piszę. I to jest już stały nawyk. Mniej więcej po 6-8 miesiącach cofam się do poprzedniej, żeby ją poprawić. Zauważyłem, że najlepiej wraca się do napisanych historii po czasie, wtedy mają zupełnie inny odbiór. No i chęć przeżycia jej na nowo jest większa, bo znika efekt znużenia. Do tej pory pisałem kolejne książki bez żadnej gwarancji publikacji, teraz ją mam co jeszcze bardziej powinno motywować. A akurat przez ostatni rok, od premiery Procesu dokończyłem dwie zaczęte jakiś czas temu historie i napisałem od zera jeszcze jedną ( skończyłem ją jakieś 3 tygodnie temu) a w zeszłym tygodniu zacząłem pracę nad kolejną. Oczywiście z przerwami na redakcję Spowiedzi Diabła.


RR: Gdyby miały się pojawić ekranizacje Twoich książek kogo widziałbyś w rolach swoich bohaterów (zakładamy polską obsadę)?

AB: Wiele razy wyobrażałem sobie ekranizację Pamiętnika Diabła i Procesu Diabła. Ale nigdy nie myślałem o konkretnych, znanych już aktorach. Zawsze widziałem ten film jako historię z nieznanymi szerzej aktorami, historię, która mogłaby otworzyć drogę do wielkich aktorskich karier albo… ewentualnie zaszufladkować. Także ciężko wymienić mi konkretne nazwiska. Za to gdybym mógł wybierać hollywoodzkich aktorów jestem przekonany, że przy odpowiedniej charakteryzacji Emma Watson pasowałaby wręcz idealnie do roli Klary :)


RR: A na koniec rada od autora - jak pracować nad swoją wyobraźnią i kreatywnością?

AB: Ze swoich doświadczeń mogę poradzić przede wszystkim regularną pracę twórczą. To najważniejsze żeby zachować ciągłość. Nie przestawać na jednej, dwóch książkach tylko cały czas pisać. Po kilku książkach robi się to w brew pozorom coraz trudniejsze, ale nic tak nie rozwija wyobraźni jak ciągłe zmuszanie jej do pracy. Dobrze jest też uwierzyć, że postacie, o których się pisze istnieją naprawdę. Wiem, to brzmi trochę śmiesznie, ale gwarantuję, że wtedy dużo łatwiej jest się wczuć w daną postać zarówno twórcy jak i później czytelnikowi.


RR: Chciałbyś dodać coś na zakończenie?

AB: Korzystając z okazji chciałbym gorąco pozdrowić wszystkich czytelników, podziękować za czas spędzony przy tym wywiadzie i oczywiście zaprosić na mroczną przygodę z moją najnowszą książką. Spowiedź Diabła pojawi się luty/marzec 2017 i gwarantuję, że rozgrzeje Was w te zimowe miesiące!

RR: Wyczerpałam już cały zestaw pytań. Dziękuję za rozmowę!

2 komentarze:

  1. Jaki profesjonalny wywiad. Wierzę w to, że o Adrianie będzie jeszcze głośno w naszym literackim świecie. I nie mogę się doczekać trzeciego tomu o Kubie Sobańskim :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wywiad! Super! Dużo się dowiedziałam :) Dziękuję i czekam na książki.

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.