03 grudnia

#509. Asystentka | S.K. Tremayne



Lubię książki, które potrafią mnie zaskoczyć.


Nie znam poprzednich książek S.K. Tremayne, więc do końca nie wiedziałam czego spodziewać się po tym thrillerze. Jednak Asystentka od początku wydawała mi się bardzo przewidywalna – miałam wrażenie, że już po kilku pierwszych stronach rozpracowałam wszystko i resztę powieści przelecę znacznie szybciej, skoro już wiem co będzie dalej. I owszem, poszło mi bardzo szybko, ale to za sprawą samego autora i jego fabuły, która totalnie namieszała mi w głowie.

 

Asystentka jest thrillerem, który może porządnie zdezorientować. Jedna sprawa to to, że autor poprowadził fabułę tak, że urojenia bohaterki udzielają się czytelnikowi. Przysięgam, od tych wszystkich wydarzeń może się zakręcić w głowie. Kołtun totalny, ale żeby nie było – to akurat zaleta! Druga sprawa, to mocne dotknięcie tematu sztucznej inteligencji, która coraz mocniej wkracza w nasze życia. Nie jest to wątek, z którym często się spotykam w kryminałach i thrillerach, dlatego też za każdym razem robi na mnie duże wrażenie. Tremayne na początku przedstawia tytułową asystentkę w samych superlatywach – jako urządzenie, które bardzo może ułatwiać życie, które zawsze i wszędzie pomaga, przy minimalnym nakładzie zaangażowania człowieka. Później zaczynają się schody i wszystkie te jej dobre strony zaczynają gdzieś zanikać. Zawsze – przy tego typu powieściach – mocno się zastanawiam ile w tych wydarzeniach jest prawdy i czy to wszystko jest możliwe. Później tłumaczę sobie, że przecież to tylko fikcja literacka, że pewnie nie ma to dużego związku z rzeczywistością. Ale na końcu zawsze zostaje ta niepewność, że może jednak warto uważać.

 

Autor zgrabnie połączył wątki sztucznej inteligencji z wątkiem psychologicznym, który mam wrażenie, że przez całą powieść ewoluuje. Ta psychologia ładnie i bardzo wiarygodnie rozwija się od osobistych doświadczeń związanych z nową sytuacją życiową, przez różnego rodzaju urojenia, dziwne myśli i podejrzenia, kończąc na osobistych doświadczeniach – znowu, ale bez powtarzania tego samego. Ciężko mówić o niej więcej i dokładniej, żeby jednak nie popsuć nikomu czytelniczej uczty. Mimo wszystko Jo jest jedną z bardziej poturbowanych bohaterek, z jakimi w ostatnim czasie miałam do czynienia i warto przeczytać tę książkę, żeby nauczyć się czegoś na jej przeżyciach!

 

Jeżeli miałabym być całkowicie szczera, to pod względem fabuły – patrząc na samo rozpoczęcie i zakończenie – powiedziałabym, że to książka bardzo przyzwoita, ale ze schematycznymi pomysłami, którą momentami wydaje się, że można łatwo rozgryźć. Kluczowe jest w niej właśnie to, że dużo się wydaje, a mało dochodzi do realizacji. Tremayne namieszał w Asystentce porządnie i to zdecydowanie ogromna zaleta tego thrillera, bo potrafi nieźle zaskoczyć. Lubię książki, które prowadzone są gdzieś na granicy rzeczywistości i urojeń, a to jest właśnie ten styl. Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym wszelkie schematy coraz bardziej się zacierają. Nie spodziewałabym się po niej niczego wybitnego, ale czyta się ją z dużym zaangażowaniem i zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po poprzednie powieści tego autora. Zapisuję – do nadrobienia!




Tytuł oryginału: The Assistant
Tłumaczenie: Bartłomiej Nawrocki
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 25 listopada 2020
Moja ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.