15 kwietnia

#468. Na progu zła | Louise Candlish



Mam ostatnio zdecydowanie gorszy czytelniczo czas – po prostu nie mam ochoty na książki, a rzeczywistość mocno mnie przytłacza.



Sami zresztą wiecie jak jest. Czasami jednak zdecyduję się na sięgnięcie po jakąś lekturę, zdarza się, że z polecenia samego wydawnictwa, jak też było w tym przypadku. Tym razem zdecydowałam się na przeczytanie Na progu zła jeszcze przed oficjalną premierą w Polsce i przyznam, że już dawno nie musiałam kisić w sobie tylu emocji związanych z książką w oczekiwaniu na jej premierę. Po prostu żeby wreszcie powiedzieć wszystkim jakie to jest dobre i jak warto to przeczytać! Oczywiście mam świadomość tego, że nie wszystkich czytelników zachwyci tak, jak mnie, ale o gustach się nie dyskutuje, a ja przychodzę po to, żeby nakierować was na to, co znajdziecie w tej powieści, czego możecie się po niej spodziewać, a także kto będzie jej najlepszym odbiorcą.

Już na wstępie Candlish mocno mnie zaskoczyła. Tak jak po kryminałach często spodziewam się trupa w szafie już w pierwszym rozdziale, tak thrillery to spora zagadka. Zazwyczaj trzeba czasu, żeby akcja się rozkręciła, żeby było wiadomo o co tak dokładnie chodzi. W Na progu zła autorka zrzuca bomby już od samego początku, które sprawiają, że obok tej historii nie da się przejść obojętnie, nie da się jej zacząć i odłożyć. Już dawno nie czytałam książki, która tak bardzo intrygowałaby mnie od pierwszych rozdziałów. A z czasem robi się oczywiście coraz lepiej, chociaż też zaczynamy wkraczać na grunt psychologiczny i poznajemy relacje partnerskie, co z pewnością nie każdemu się spodoba.

Podeszłam do tej książki bez żadnych najmniejszych oczekiwań, a też może dzięki temu ostatecznie dostałam sporą pozytywną niespodziankę. Na kartach tego thrillera przede wszystkim trafiłam na  ciekawą historię, która mrozi krew w żyłach swoją rzeczywistością. Dostałam wyrazistych bohaterów, do których już od samego początku coś czułam. Co prawda patrząc na główne postaci, to były to skrajnie przeciwstawne uczucia, co też z całą pewnością było zaplanowane wcześniej przez autorkę - ta relacja miała robić wrażenie, miała wkurzać i miała zostać zapamiętana przez czytelnika na długo. W moim przypadku totalnie się to udało. Było w niej mnóstwo emocji i to z dwóch stron barykady, co sprawiało, że robiło się jeszcze ciekawiej. A rozpatrując ją jeszcze pod względem tej psychologii, to myślę, że to nie była łatwa książka - łatwa do stworzenia z zachowaniem odpowiedniego realizmu, ale też do końca nie była łatwa w odbiorze przez te międzyludzkie potyczki z osobą, którą darzyło się tak ogromnym zaufaniem.

Jeżeli chodzi o to, komu poleciłabym ten thriller, to najpierw osobom z otwartą głową, które nie boją się czytelniczych wyzwań i psychologicznych aspektów w tego typu powieściach. Ta psychologia może wydawać się przegadana i niepotrzebna, ale moim zdaniem nadaje charakteru całej tej historii i sprawia, że ta opowieść jest bardzo osobista, że jako obce osoby i tak znajdujemy się w samym centrum tego domowego huraganu. Na progu zła to typowy domestic, a więc też sceneria jest dość ograniczona i wszystko skupia się na tym nieszczęsnym mieszkaniu.



Tytuł oryginału: Our House
Tłumaczenie: Radosław Madejski
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.