11 czerwca

#412. Dostatecznie blisko - Colleen Oakley



Krótka historia o tym, co podoba mi się w niektórych powieściach obyczajowych.

Ciągnę dzisiaj temat, który nie tak dawno temu zaczęłam – a dokładniej przy recenzji, w której pisałam o książce Więcej niż pocałunek i narzekałam na małe kłamstewka wydawcy. W dużej mierze chodzi po prostu o przedstawienie motywu choroby w fabule książki.  Raz, że okładkowe obietnice nijak pokrywają się z rzeczywistością, a dwa, Helen Hoang – mimo personalnych doświadczeń z opisywaną chorobą – porzuciła ten motyw bez podjęcia żadnej próby. Po tej średniej lekturze przyszła mi z pomocą Colleen Oakley, która przy książce Dostatecznie blisko wystarczająco się postarała, żeby stworzyć historię do zapamiętania.

Jubilee Jenkins cierpi na niezwykle rzadką alergię - ma uczulenie na dotyk, więc każdy kontakt ze skórą drugiej osoby może ją zabić. Mieszkając z matką jakoś sobie radziła, później było tylko gorzej, a po śmierci matki została zupełnie sama i przyszło jej wreszcie opuścić swoją strefę komfortu.

Najrozsądniejsze wydaje mi się zaczęcie od ostrzeżenia, że to kolejna powieść, której zakończenie można przewidzieć już na samym początku. Oczywiście mogłabym się tego uczepić i stwierdzić, że przez to nie miałam żadnej frajdy z czytania tej książki, ale prawda jest nieco inna.

Zapewne wiecie już, że czytam takie książki jedynie w ramach przerywnika od standardowych lektur. Na dobrą sprawę oczekuję od nich po prostu tego, że przyniosą mi chociaż odrobinę frajdy, a treść pokryje się z opisem książki. Poza tym, że Dostatecznie blisko to powieść, która dała mi to, czego od niej oczekiwałam, to jeszcze wyciągnęła mnie z dołka czytelniczego po zawodzie z jej poprzedniczką – Więcej niż pocałunek. Nie potrafię chyba do końca ubrać w słowa swojej relacji z tą historią, ale wydawała mi się ona dość niewinna i po prostu taka urocza. Autorka wykazała się ogromną konsekwencją, bo stworzyła chorobę, której w rzeczywistości nie ma, a przynajmniej jeszcze nie została określona jako alergia na ludzi, i wykreowała wokół niej dość wiarygodną opowieść. Zarówno postawa bohaterki, jak i jej przygody z chorobą, pozwoliły mi początkowo myśleć, że to jednak prawda, że faktycznie można być uczulonym na ludzi. Chwilę musiałam się zastanowić i poukładać sobie te wiadomości w głowie, żeby dalej nie dać się autorce tak łatwo manipulować.

W książce Oakley szukałam od samego początku motywu choroby. Kiedy zorientowałam się, że autorka sprostała moim wymaganiom zaczęłam czerpać z tej powieści znacznie więcej i dostrzegać w niej inne, równie ciekawe elementy. Mimo że poniekąd były one konsekwencją choroby głównej bohaterki, to jednak w ostatecznym rozrachunku wpłynęły pozytywnie na mój odbiór tej historii i sprawiły, że jeszcze bardziej zapadła mi w pamięć. A chodzi mi po prostu o to, jaki nacisk autorka postawiła na przekazanie czytelnikowi uczuć kobiety, która nie może nikogo dotknąć, nie może poczuć bliskości, bo to mogłoby ostatecznie pozbawić ją życia. Z jednej strony z wielką łatwością potrafiłam sobie wyobrazić taką sytuację, ale z drugiej miałam świadomość jak dramatycznie trudne i frustrujące byłoby życie z taką chorobą.

Historia prowadzona jest z perspektywy dwóch bohaterów – Jubilee oraz Eryka, który zupełnie przypadkiem pojawia się w jej życiu. Jak to zwykle z takimi historiami bywa, daje to czytelnikowi możliwość lepszego przyjrzenia się życiu bohaterów i głębszego wejścia w ich uczucia. Poza tym, że poznajemy perspektywę osoby chorej na rzadko spotykaną chorobę, to jesteśmy też naocznymi świadkami, jak ze świadomością takiej dolegliwości radzi sobie osoba, która pierwszy raz o niej słyszy.

To ciekawa historia, którą warto poznać chociażby dlatego, że autorka bardzo kreatywnie podeszła do tematu i stworzyła na potrzeby książki chorobę. Mam wrażenie, że poza samą funkcją rozrywkową, ta książka może też stać się pewnego rodzaju drogowskazem, jeżeli chodzi o zachowanie względem osób z różnymi przypadłościami. Chociaż historia jest przewidywalna, to naprawdę dobrze wspominam czas spędzony nad tą powieścią.



Tytuł: Dostatecznie blisko
Tytuł oryginału: Close Enough to Touch
Autor: Colleen Oakley
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Data wydania: 16 maja 2019
Cena katalogowa: 39,99 zł
Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.