#390. Welcome to Spicy Warsaw - Patrycja Strzałkowska



Mam w sobie coś z literackiego masochisty.


Książki osób znanych z tego, że są po prostu znane zazwyczaj omijam szerokim łukiem. Zawsze wydaje mi się, że są złe, że nie niosą za sobą żadnego przekazu i zwyczajnie szkoda mi czasu na książki o niczym, które nawet nie są ciekawe. Tym razem zdecydowałam się na przeczytanie książki Welcome to Spicy Warsaw Patrycji Strzałkowskiej. Przeczytałam ją całą i zdecydowałam się o niej napisać, żebyście wy nie musieli marnować swojego czasu na ten specyficzny twór lub jego kontynuacje, które piszą się już i wydają w ilościach hurtowych.
Pierwsze porównanie, które przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o tej książce Strzałkowskiej, to 50 twarzy Greya tylko w polskiej i bardzo nowobogackiej wersji. Zacznę od tego, że oczywiście każdy ma swój gust i może czytać, co mu się podoba, a moja opinia jest bardzo subiektywna. Dodam też, że czytałam pierwszą część Greya, dlatego nie mam żadnych oporów, aby porównać te dwie publikacje. I tak jak jeszcze kilka miesięcy temu nie trudno było trafić na jakieś szyderstwo odnośnie książek E L James, tak dzisiaj muszę przyznać, że ta amerykańska powieść w tym momencie wydaje mi się lepsza, bardziej rzeczywista i przystępna niż książka Strzałkowskiej. Żeby było całkowicie jasne – obie są pełne absurdów, jednak ta amerykańska wydaje się być bardziej znośna i, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, ciekawa.

Jak mniemam koncepcja Welcome to Spicy Warsaw była taka, że książka miała pokazać  czytelnikom jak wygląda świat nowobogackich pseudo celebrytów od środka. Autorka w bardzo kolokwialny i nieuporządkowany sposób opowiada o tym, na jakie widoki można natknąć się na imprezach organizowanych dla bardzo zamkniętego grona gości, gdzie Prosecco i szampan płyną strumieniami, a dodatkowe używki też nie są niczym obcym. Pokazuje, jak bogactwo wpływa na człowieka i do czego tacy ludzie są zdolni mając świadomość, że w tych czasach wszystko można kupić. Na początku książki znajdziemy adnotacje, że wszystkie opisywane osoby i wydarzenia nie mają związku z rzeczywistością, a jednak autorka chwali się książkami jako tymi, w których opisuje swoje życie. Łatwo też zauważyć zbieżności opisywanych w książce wydarzeń z tymi, które pojawiały się na portalach plotkarskich i o których wspomina sama autorka. Na początku oczywiście założyłam, że Strzałkowska faktycznie opisała w tej książce fragment swojego życia, ale na potrzeby wystawienia swojej opinii przyjęłam, że główna bohaterka jest postacią fikcyjną, wykreowaną na potrzeby tej historii.
W Warszawie musisz być idealną, piękną, zadbaną, bogatą, drogo ubraną, napompowaną kwasem i ostrzykniętą botoksem, laską. Musisz być jak kobieta z okładek albo po prostu być na tej okładce. Wtedy twoje życie stanie się idealne.

Wszyscy mają świadomość, że kanony piękna zmieniają się w zależności od czasów, a aktualnie panuje moda na szczupłe i wysportowane sylwetki. Do tego u kobiet coraz bardziej istotne staje się zacieranie objawów starzenia oraz poprawianie wszystkiego, co wydaje się nieidealne. Teraz doszliśmy do takiego momentu, gdzie dążenie do bycia ideałem jest nieco łatwiejsze za sprawą ciągłego rozwoju medycyny estetycznej. Na dobrą sprawę, aby poprawić swój wizerunek wystarczy jedynie odpowiednio duży zapas gotówki i chęci. Strzałkowska w swojej książce postawiła bardzo duży nacisk na wygląd, gdzie poza samą aparycją, liczą się również odpowiednie ubrania i dodatki. To właśnie dzięki nim następuje wstępna klasyfikacja człowieka i zaakceptowanie lub odrzucenie go z danej grupy. Okazuje się, że w Warszawie, w nowobogackim społeczeństwie, nie ma miejsca na osoby naturalne, które w żaden sposób nie poprawiają swojego wyglądu. Jeżeli go nie poprawiasz, to znaczy, że o siebie nie dbasz, a ewentualny brak finansów przeznaczonych na takie poprawki wyklucza cię z drużyny.
Za nami siedziała grupa nie tylko pijanych, ale też naćpanych osób, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Dziewczyny miały ściągnięte staniki, a faceci wysypywali biały proszek na nagie piersi, z których potem go wciągali.

(…) posadził ją sobie na kolanach, nabijając ją na penisa, i zaczął nią gwałtownie kołysać w górę i w dół. Drugi facet, który stał na zewnątrz jacuzzi, odwrócił twarz tej dziewczyny w swoim kierunku i wsadził jej do ust swojego członka. Wzięłam stojący obok mnie kieliszek i wypiłam jego zawartość.

W książkach tego typu niesamowicie bawi mnie wytykanie innych palcami i wybielanie swojej osoby. Mnóstwo tu fragmentów, w których główna bohaterka ocenia poszczególne postaci ze względu na ich zachowania czy wybory. Przytoczony wyżej fragment o orgii w jacuzzi nie byłby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że praktycznie wszyscy na wspomnianej imprezie byli roznegliżowani – poza bohaterką i jej przyjaciółką. A sama Patrycja sięga po kieliszek z szampanem i wypija go, nadal przyglądając się wszystkiemu, co dzieje się w jacuzzi. Bywa też tak, że mocno krytykując postawę innych jednak chętnie przyłącza się do działania, co moim zdaniem lekko zalatuje hipokryzją. Określone czyny same w sobie, według bohaterki, nie są godne pochwały, ale skoro można skorzystać z nich za darmo, to dlaczego nie. Momentami przecierałam oczy ze zdziwienia, jak skrajnie różne mam nastawienie do świata w porównaniu do bohaterki i jak różną mamy definicję niektórych pojęć. Dawno nie trafiłam na tak irytującą i próżną bohaterkę, którą po prostu miałam ochotę potrząsnąć, żeby się obudziła z tego bajkowego snu. Ale jak widać, ona sama nie ma o sobie zbyt wysokiego mniemania.

Próżność jest naszą wizytówką.
(…) w klubach miałam lepszą frekwencję niż kiedyś w szkole.

Czytając tę książkę odnosiłam wrażenie, że w tym świecie, o którym pisze Strzałkowska, nie ma już nic naturalnego. Nawet wszystkie uczucia zastąpione zostały wstępnymi materialnymi kalkulacjami. Nie ma miłości ani przyjaźni, a wszystko to, co wydaje się nią być, nadal jest rywalizacją – o lepszy wygląd, o bogatszego mężczyznę. Przyznam też, że po skończeniu tej książki nadal nie wiem, czy to była forma chwalenia się czy żalenia. Czy bohaterka narzeka na takie życie w Warszawie, czy jednak jej się to podoba, skoro się dopasowuje do kanonu i cały czas robi wszystko, żeby należeć do pseudo celebryckiego światka.

Następnego dnia wieczorem Pan A zmusił mnie do pójścia z gorączką na imprezę do hotelu obok.
Długo po nim płakałam, ale żyjąc w piekle, jakie mi zafundował, postanowiłam, że nadszedł czas porzucić wszelką nadzieję.
Moim zdaniem ta książka pokazuje ludzką próżność i zafascynowanie bogactwem. Jest dowodem na to, jak podli bywają ludzie, gdy chcą się wzbogacić oraz jak mogą być natarczywi myśląc, że dzięki pieniądzom można im wszystko. To też świetny obraz tego, jak w rzeczywistości kobiety próbują manipulować mężczyznami i zdobywają to, co tylko chcą dzięki swoim przerobionym kobiecym walorom. Późniejszy lament o przedmiotowe traktowanie też nie powinien już nikogo dziwić. Opisy tego idealnego życia, gdzie największym problemem staje się dobranie odpowiedniej torebki pod stylizację albo przymus wyjścia na imprezę z gorączką są po prostu żenujące. Podobnie zresztą jak relacje między bohaterami i ich rozmowy. Momentami brak mi słów i po prostu nie dowierzam, że takie osoby stają się dla niektórych ucieleśnieniem ideału.


Tytuł: Welcome to Spicy Warsaw
Autor: Patrycja Strzałkowska
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 256
Data wydania: 28 listopada 2018
Cena katalogowa: 34,90 zł
Moja ocena: 1/10





Komentarze

  1. Hmmm... Popraw mnie jeśli się mylę, ale z tego co kojarzę to autorka była swojego czasu (wcale nie tak dawno) gwiazdką jednego z programów na MTV (nie oszukujmy się-mało ambitnego) i raczej za wzór cnót tam nie uchodziła, więc ocena czyjegokolwiek zachowania czy moralności przez tę Panią jest dla mnie czymś absolutnie kosmicznym i komicznym jednocześnie. Cóż kolejny dowód na to że w dzisiejszych czasach książkę może sobie wydać każdy. Niestety...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zerknęłam na okładkę, przeczytałam tytuł, podniosłam jedną brew... A potem przeczytałam pierwsze zdanie. Cóż, chyba też jestem książkowym masochistą. Ta jedyneczka aż kusi, żeby przeczytać tę ksią... to coś :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zadziwia mnie coraz bardziej,że każdy pseudocelebryta może teraz wydać książkę.Czytałam tylko fragmenty tej (sama nie wiem jak nazwać) broszury i nie wierzyłam.Brak stylu,plytkość,nijakość,
    wulgarność.W mojej opinii niewiele ma to wspólnego z literaturą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.