#361. Instagram. Projekt: Influencer - Adrianna Zielińska



Wpis o ebooku wypuszczonym przez Adriannę Zielińską @alabasterfox Instagram. Projekt: Influencer powstaje wyłącznie na waszą prośbę.

Dla mnie jest dość spontanicznym wpisem ze względu na to, że nie myślałam, że tak wielu z was zaciekawi sama książka, ale również moje zdanie. Przyznam, że sporym zaskoczeniem było dla mnie też wypuszczenie takiej książki przez Adę – nie śledzę jej relacji, a na bloga zaglądam tylko w poszukiwaniu czegoś konkretnego, i nie spodziewałam się w ogóle coś takiego ma się pojawić. Jednak ze względu na to, że regularnie podziwiam jej zdjęcia, szybko zdecydowałam się na samą książkę.

Instagram. Projekt: Influencer to książka, której temat jest dość jasny i która kierowana jest do konkretnej grupy odbiorców. Autorka w klarowny sposób przedstawia, czego można spodziewać się po książce, a dzięki udostępnionemu spisowi treści potencjalny czytelnik może zdecydować sam, czy są to kategorie, które go interesują, z których potrzebuje doszkolenia, czy wręcz przeciwnie. To, co mi się rzuciło w oczy w pierwszym momencie, to cena książki, która wydała mi się zdecydowanie za wysoka jak za elektroniczny egzemplarz, a później doczytałam, że książka składa się z 94 stron, które niestety nie są wypełnione informacjami po brzegi.
Wnętrze książki jest bardzo estetyczne, treści są przejrzyste, a rozdziały zostały spisane na zasadzie wynikania jednego z drugiego. Język autorki jest bardzo przyjemny, powiedziałabym typowo blogowy niż książkowy, bo często zdarzają się wtrącenia bezpośrednio do odbiorców. Specjalnie mi to nie przeszkadzało, ale na dłuższą metę mogłoby być męczące.

Nie mogę złego słowa powiedzieć o treści książki, bo oczywiście znajdują się w niej ważne informacje dotyczące Instagrama, które na pewno nie jednej osobie pomogą w budowaniu społeczności na Instagramie, ale też pomogą ułożyć posiadane informacje w odpowiedniej kombinacji, żeby wziąć się do roboty. Mam wrażenie, że jest tu wszystko, co powinno, ale jako starter do Instagrama – od podstawowych informacji o zakładaniu konta, przez publikowane treści i algorytm, aż po aplikacje, które mogą okazać się przydatne. Mój jedyny zarzut do tej książki to to, że znajdują się w niej podsumowane treści z tego, co bez większego problemu można znaleźć w Internecie lub wysłuchać przy okazji jakiś blogerskich spotkań. Będąc w poprzednim roku na SeeBloggers miałam okazję słuchać prelekcji Ady, na której w dużej mierze mówiła to samo, co znalazło się w książce, gdzie wtedy ode mnie nie wymagano żadnej zapłaty. Nie pojawiło się nic ponad to, o czym się już mówiło, a przez to mam wrażenie, że jest to mocno odgrzewany kotlet, który trochę się już przeterminował. Taką publikację chętnie przeczytałabym rok temu, kiedy algorytm był czymś nowym i nikt nie wiedział o co z nim chodzi i jak działać, żeby było dobrze i ewentualnie tylko lepiej. Dodatkowo mam wrażenie, że znaczna część informacji z książki, jest dostępna w formie postów na stronie autorki – z których zresztą sama korzystałam w poszukiwaniu informacji do uzupełnienia swojej wiedzy. Niestety książka nie zaskoczyła mnie niczym, chociaż dzięki niej wpadłam na pomysł usystematyzowania swojej pracy na Instagramie.

Mogę jeszcze tylko dodać, że podziwiam Adę za zdjęcia, które wykonuje. Ma wiedzę i umiejętności, których nikt jej nie odbierze. Tym razem przy okazji dzielenia się wiedzą ze swoimi obserwatorami znalazła opcję bardzo korzystną dla siebie, dzięki której w szybki i stosunkowo łatwy sposób może się wzbogacić. Ja do portfela nikomu zaglądać nie będę, ale już mam nauczkę, żeby nie rzucać się na Instagramowe nowości jak szczerbaty na suchary.

Mam też wrażenie, że powoli dążymy do tego momentu, gdzie spostrzeżenia czy wnioski tych doświadczonych influencerów będą dostępne jedynie po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Kiedyś podobne podstawowe wskazówki były dostępne w relacjach u Agi @babie_lato, gdzie w bardzo przystępny i ciekawy sposób mówiła o zaangażowaniu i zasięgach. Teraz widzę jedynie opcję płatnych kursów, z których na razie na pewno nie planuję skorzystać.
Ostatnią darmową deską ratunku wydaje się być póki co Ola @wild.rocks, która na bieżąco dokłada kolejne bezpłatne opcje dla swoich obserwatorów, chociaż wydaje mi się, że sama też zmierza w stronę płatnych kursów.

Wniosek dla siebie na przyszłość mam tylko jeden – żeby zamiast inwestować czas i pieniądze w książkową wersję poradnika, wybrać się na kurs do zaufanej osoby, która faktycznie będzie mogła powiedzieć mi coś nowego i z którą na spotkaniu dodatkowo będę mogła dyskutować i dopytywać o kwestie, które nie są dla mnie jasne, z którymi mam problem. Myślę, że rozmowa o problemach czy porównywanie doświadczeń jest kluczem do sukcesu takiej współpracy, a przy okazji może okazać się ważnym elementem dla rozwoju samego konta.

Moim zdaniem cena tego ebooka jest zdecydowanie za wysoka w stosunku do ilości informacji, które znajdują się w tym poradniku. Nie znalazłam zbyt wielu nowych informacji, nie zostało w nim napisane praktycznie nic, czego wcześniej ktoś gdzieś nie powiedział czy nie napisał. Dla mnie to pieniądze wyrzucone w błoto z tego względu, że podobne rezultaty uporządkowania myśli mogę uzyskać rozmawiając z innymi użytkownikami instagrama na podobnym lub wyższym poziomie ilości obserwacji co mój. Pamiętać jednak musicie, że ja w Instagrama bawię już ponad 3 lata i regularnie sama wyszukuję nowych informacji, próbuję eksperymentować i sprawdzać na własnej skórze, co moim obserwatorom pasuje najbardziej.

Poradnik polecam osobom początkującym i poszukującym opracowania, w którym wszystkie informacje znajdują się w jednym miejscu, które dodatkowo będą napisane bardzo zrozumiałym językiem. Myślę, że to może być też dobra książka dla tych, którzy nie mają czasu na śledzenie zmian na Instagramie, ani na zaglądanie do innych użytkowników, gdzie mogą pojawić się wartościowe wskazówki. Nie skreślam też tych, którzy są obeznani z Instagramem i potrzebują zewnętrznego kopniaka, żeby poukładać sobie w głowie wszystkie posiadane już informacje. Pamiętajcie, że odbiór zależy od was – od waszego podejścia i informacji, które macie już w głowie.




Komentarze

  1. Świetna recenzja 👌 Brawa za szczerość 💓

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię jak się mnie oszukuje, więc chciałabym, żeby inni też mieli świadomość, czego mogą się spodziewać. Chociaż dzisiaj, kilka dni po publikacji ebooka, autorka sama wrzuciła wpis na bloga, w którym napisała, że jednak jest dla osób o podstawowej wiedzy o instagramie ;)

      Usuń
  2. Dzięki za recenzje. Póki co oprócz Wild.rocks jest jeszcze jbanaszewska, choć ta druga ma również zamiar wydać płatny ebook. Czyżby jakas nowa moda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ebooka Banaszewskiej czekam, myślę, że może być bardziej wartościowy, chociaż i cena może być wyższa...

      Usuń
    2. Nie, nie kupiłam go wreszcie - jest zdecydowanie za drogi, a treścią różnic się niewiele ;)

      Usuń
    3. Dziękuję! Zauważyłam potem w późniejszych komentarzach. :)

      Usuń
  3. Szczerze powiem, że również uwielbiam profil Ady - od zawsze był dla mnie ogromną inspiracją, a niektóre z jej zdjęć nawet drukowałam i wywieszałam sobie swojego czasu na tablicy korkowej ;)

    Gdy usłyszałam o poradniku, też zapragnęłam kupić, ale trochę moje zapały ostudziła cena - 50 zł to dużo, a już szczególnie dla studenta :p Twoja relacja na stories też sprawiła, że trochę ochłonęłam i zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jest mi to potrzebne... Mój instagram nie jest wielkim kontem, ostatnio przeżywa kryzys razem z blogiem, spowodowany nie czym innym jak brakiem czasu i odrobiny chęci. Doszłam więc do wniosku, że na razie, póki nie mam wielkich marzeń o swojej 'instagramowej potędze', poczytam sobie może coś więcej o algorytmie w darmowych miejscach w sieci i na tym koniec.

    P.S. Przy okazji naprawdę cieszę się, że piszesz to, co myślisz - tyle osób wychwala ten poradnik wszem i wobec, że wcale niełatwo negatywnie oceniać, skoro twórca jest tak znany w sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszni mnie to zirytowało, bo przez te polecenia sama się ostatecznie na niego zdecydowałam. Najgorsze było to, że zachwalały go osoby, o znacznie większych profilach niż mój, co rozumiem przez porównywalną lub większą wiedzę od tej, którą ja posiadam. 50 zł to zdecydowanie za dużo, dlatego szybko dałam znać innym, żeby nie powielali mojego błędu...

      Usuń
  4. Bardzo Ci dziękuję za recenzję. Od jakiegoś czasu pracuję nad swoim instagramowym kontem i zaczęłam się poważnie zastanawiać nad zakupem tego e - booka. Przed zainwestowaniem 50 PLN (też uważam, że to dużo) powstrzymywała mnie obawa, że znajdę tam tylko informacje powszechnie dostępne w sieci (a przeczytałam chyba wszystko ;)). Tylko potwierdziłaś, że moje obawy były słuszne. Dzięki raz jeszcze a swoje 5 dych lokuję gdzie indziej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ulokujesz swoje pieniądze lepiej niż ja ;) swoją drogą planuję publikacje kilku postów w temacie Instagrama - uwaga! - zupełnie za darmo :D mam nadzieję, że przynajmniej moi odbiorcy z nich skorzystają i nie będą wyrzucać swoich pieniędzy w błoto...

      Usuń
  5. A co myślisz o ebooku J.Banaszewskiej? Nawet spisu treści nie ma,wiec nie wiem czy się decydować, a cena powala!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, nie kupiłam nawet, bo cena mnie odrzuciła. Za to znajoma kupiła i poza tym, że jest ładny i estetyczny, to nie ma w nim żadnych dodanych wartości w porównaniu do ebooka Ady. Jest tego więcej, bardziej rozpisane, ale ostatecznie wychodzi na to samo. U Banaszewskiej jest jeszcze ebook z grafikami, które podobno są żenadą za taką cenę. To mi wystarczyło, żeby nie wyrzucić kolejnych pieniędzy w błoto.

      Usuń
    2. Czytając jakieś urywki odniosłam to samo wrażenie. Jak dla mnie takie lanie wody... uff dobrze, że sobie rozjaśniłam sytuację, bo wydałabym poeniądze w błoto. Moda na ebooki ostatnio. Rozumiem jeśli idzie za tym konkret,
      wiedza, ale nie to co te Panie pokazały.

      Usuń
    3. Wiedza jakaś jest, ale wszystko zależy od naszej już posiadanej wiedzy ;)

      Usuń
  6. Przyznaję rację, trochę mnie poniosło w ostatnim zdaniu;) Ale nie lubię być oszukiwana, co w przypadku drugiego wymienionego ebooka niejako ma miejsce, bo nie ma nawet spisu treści...

    Co do tego, ze większość treści znajdziemy w internecie- niektórym po prostu nie chce się szukać i wolą kupić gotowy produkt. W tym tez pewnie tkwi źródło potencjalnych klientów. Wolna wola, dzięki Twojej recenzji mogę przeznaczyć swoje pieniądze na co innego a informacji poszukać sama.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

StatCounter

Copyright © rude recenzuje.