czwartek, 29 czerwca 2017

#259. Przebiegła i ruda - John D. MacDonald



Tytuł: Przebiegła i ruda
Tytuł oryginałuThe Quick Red Fox
Autor: John D. MacDonald
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 286
Data wydania: 24 maja 2017
Cena katalogowa: 32,90 zł

Przeważnie czytam kryminalne wydawnicze świeżynki, czyli te kryminały, które zostały wydane stosunkowo niedawno. Rzadziej zapuszczam się w książki wydane przed kilkoma laty, a już prawie nigdy nie sięgam po te, wydane kilkadziesiąt lat wcześniej. Z ciekawostek mogę Wam powiedzieć, że pierwsze wydanie The Quick Red Fox (tytuł polski – Przebiegła i ruda) na rynku pojawiło się w 1964 roku. Przyznaję się przed Wami, że ta książka totalnie mnie zauroczyła swoim klimatem, a autor dodatkowo stylem, których próżno szukać w tych aktualnie wydawanych kryminałach.
Gwiazda amerykańskiego kina, Lysa Dean, do tej pory wyjątkowo dbająca o swój wizerunek w mediach popełnia drobny błąd, który może kosztować ją całą jej karierę, na co oczywiście pozwolić sobie nie może. Wzięcie udziału w orgiastycznej imprezie nie zapowiadało się niczym złym, ale jednak Lysa została ukradkiem sfotografowana nago, a fotograf wykorzystuje te zdjęcia by ją szantażować. Poza samą karierą, zagrożony jest też jej ślub z narzeczonym milionerem. Sprawę przejmuje Travis McGee.
Od początku czułam, że między mną a tą książką nawiązała się jakaś dziwna relacja, co – jak się później okazało – było po prostu miłością. W dobie kryminałów, w których przeważają brutalne morderstwa, morze krwi i setki trupów, i w których nie brakuje wątków typowo sensacyjnych, kryminał Johna D. MacDonalda jest zatrzymaniem się w rzeczywistości. Autor sprawia, że czytelnik ma możliwość wejścia w świat klasycznego kryminału, że może oderwać się od tego aktualnie modnego okrucieństwa i zająć się sprawą tak błahą, że aż niesamowitą, intrygującą i angażującą. Wszystko wydaje się być proste i banalne, ale jednak, jak się okazuje, autor nie ma większych problemów z sugestywnym kierowaniem uwagi czytelnika na konkretne postaci czy wydarzenia, że jednak nie do końca wszystko dzieje się po naszej myśli.
Tłem do detektywistycznego dochodzenia staje się Ameryka lat 60-tych, powolnie wykwitająca rewolucja seksualna i pojawiający się naturyzm. Bohaterowie jawią się czytelnikowi jako lekko ospali, nie do końca zaangażowani w rzeczywistość i nie zdający sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Travis McGee, jako detektyw i główny bohater, nie wykorzystuje do rozwiązania zagadki skomplikowanych technik, a raczej ufa swojej intuicji. Jest postacią charakterystyczną – jest zdecydowany, a jego silny charakter przejawia się w jego zachowaniu. Mimo typowo męskiej postawy, angażuje się w nieprzewidziany wcześniej romans, co wprowadza w fabułę jeszcze więcej wiarygodności i realizmu.
To jeden z tych kryminałów, którego akcja nie pędzi na złamanie karku, ale mimo wszystko jest na tyle interesująca, że czytelnik zatraca się w niej z wielką przyjemnością.
Nie jest to kryminał wybitnie zaskakujący, ale jego styl i luźny, amerykański klimat w zestawieniu z mylącym detektywistycznym śledztwem nadają tej książce wyrazu. Dodatkowo sprawiają, że czyta się ją jednym tchem i aż ma się ochotę pozostać w tym świecie MacDonalda.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i pierwsze od bardzo dawna zetknięcie z książką wydaną ponad 50 lat temu. Wrócę do niego i będę wracać do tej czystej kryminalnej klasyki.


1 komentarz:

  1. Nigdy jeszcze nie słyszałam o tej książce ani o tym autorze. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać bo wydaje się bardzo ciekawa.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D
    https://gosiaandbook.blogspot.com/2017/06/mio-byo-cie-poznac-gabe-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.