środa, 31 sierpnia 2016

#162. [PRZEDPREMIEROWO] Dziewczyny - Emma Cline




Tytuł: Dziewczyny
Tytuł oryginału: The Girls
Autor: Emma Cline
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 360
Data wydania: 28 września 2016
Cena katalogowa: 39,00 zł


Lata 60. XX wieku są dla mnie wielką zagadką, zawsze zastanawiałam się jakby to było, gdybym mogła wybrać życie w epoce dzieci kwiatów, kiedy to wszyscy buntowali się przeciwko wszystkiemu – a w szczególności młodzi przeciwko dorosłym – kiedy panowała ogólna beztroska i mało kto przejmował się czymkolwiek. Jeżeli chodzi o powieści, których fabuła osadzona zostaje w tym okresie, niespecjalnie do mnie trafiają, a oczekuję od nich jedynie odpowiedniego klimatu. Moje oczekiwania w przypadku Dziewczyn Emmy Claine były bardzo duże, i chociaż samych wątków typowo hippisowskich pojawia się niewiele, autorka całkowicie zawróciła mi w głowie.
Dziewczyny to debiut Emmy Cline. Mimo że autorka zastrzega, że dzieło jest całkowicie fikcyjne i wszelkie podobieństwa do historii prawdziwych nie były zamierzone – ku mojej uciesze – bardzo wyczuwalne są odniesienia do życia Charlesa Mansona i do rzeczywistych wydarzeń i sytuacji społecznych, które miały miejsce w latach 60. XX wieku.

Niedoceniana przez rodziców i samotna Evie Boyd kilkukrotnie wpada na tajemniczo wyglądającą grupę młodych dziewczyn. Z czasem, wyczuwając ich mistyczną aurę, nie może oprzeć się pokusie zbliżenia się do nich, poznania ich i zapoznania z beztroskim sposobem na życie. Od momentu, w którym Evie poznaje Suzanne jej życie zmienia się całkowicie. Hipnotyzująca osobowość Suzanne sprawia, że Evie ma ogromne problemy z uwolnieniem się z jej wpływów i przyłącza się do sekty, której liderem jest Russell. Jest gotowa zrobić dla nich wszystko. Sekta zamieszkuje ukryte wśród wzgórz zrujnowane ranczo, ale nikomu nie wydaje się to przeszkadzać, a Evie uznaje to za egzotyczne i nie ma zamiaru się tym martwić.

Moje oczekiwania do Dziewczyn były ogromne, zresztą podobnie jak obawy – nie chciałabym po raz kolejny zawieść się na tak świetnie promowanej książce (tak jak to było chociażby przy Dziewczynie z pociągu), która zapowiadana jest jako najbardziej oczekiwana książka tego roku.
Długo zbierałam się za napisanie tej recenzji i przez cały czas oczekiwania skrzętnie zbierałam słowa klucze, które chciałabym w niej użyć, żeby w odpowiedni sposób wykreować w Waszych umysłach aurę, którą odnajdziecie w tej powieści. Efekt końcowy i tak pewnie będzie daleki od oczekiwanego, ale musicie wiedzieć, że starałam się jak mogłam, chciałam, i nadal chcę, nakłonić Was do przeczytania tej książki.

Styl, który zaprezentowała w tej książce Cline jest niesamowicie przemyślany – każde słowo, każde zdanie, każdy rozdział – wszystkie elementy układanki znalazły się w odpowiednim miejscu, by budować u czytelnika aurę mistycyzmu. Fabuła książki toczy się powolnie, mozolnie, jakby na narkotycznym zejściu, któremu towarzyszy ogrom nowych ekscytujących doznań zapachowych, wizualnych i akustycznych. Mruczące powietrze, aura elektryczności i intymność nie pozwolą ani na moment oderwać Ci się od książki. Nie będziesz czuł żadnego skrępowania przyglądając się z boku wydarzeniom, które są codziennością na zrujnowanym ranczu, będziesz świadkiem dojrzewania kobiet u boku Russella i ich rosnących pragnień.

O bohaterach dużo nie powiem, bo do dnia dzisiejszego są oni dla mnie zagadką – ich motywy, przemyślenia i ideologie stanowią nieodłączną część tej książki, dzięki której autorka kontroluje wyobrażenia czytelnika w jeszcze większym stopniu, zostały zbudowane na podstawie prawdziwych sytuacji społecznych w latach 60. XX wieku. Członkowie opisywanej sekty wyznają bezstresowy sposób życia, który doprowadzi ich do prawdy, są grupą wyzwolonych, emanujących seksualną aurą, młodych ludzi, którzy uciekli od swoich rodzin i codzienności, decydując się na zamieszkanie w egzotycznym i magicznym miejscu, wśród osób o podobnych przeżyciach i problemach.

Evie – główna bohaterka – znalazła się w sekcie Russella w zasadzie przez przypadek. Najpierw odtrącili ją rodzice, którzy niemal zupełnie nią nie interesowali, jedynie ją krytykowali za przeciętniactwo, wspominając o tym, jakim okazała się rozczarowaniem przez to, że brakowało jej urody i nie była dość mądra. Następnie straciła kontakt z jedyną przyjaciółką, stając się totalnym wyrzutkiem społecznym. Rządna pomocy, wsparcia i współczucia poznała Suzanne, a potem było już znacznie łatwiej…
Sądzę, że Dziewczyny nie zachwycą osób, które od książek oczekują jedynie nagłych zwrotów akcji i ciągłego snucia intryg, chyba, że rzeczywiście się nastawią na coś innego, zdecydowanie niepowtarzalnego, ale powolnego i niezwykle magicznego. Ja całkowicie straciłam głowę w czasie czytania tej książki – zostałam zaczarowana aurą emanującą z każdej jej strony, tajemniczością każdego z występujących w niej bohaterów, destrukcją czającą się w zakamarkach zrujnowanego rancza i osobowości postaci. Minął już jakiś czas od momentu jak skończyłam swoją przygodę z Dziewczynami, a nadal czuję się jakbym była w jej trakcie, nie mogę pozbyć się jej z mojej głowy, jakbym sama przez przypadek trafiła do tej mistycznej sekty.

3 komentarze:

  1. Hm, tylko czym ona jest? To obyczajówka, thriller... ? Nie za bardzo wiem z której strony do niej podejść, ale brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni to obyczajówka, ni thriller, Wydawca określił to jako proza ;)

      Usuń
  2. Rzadko sięgam po powieści, w których akcja toczy się w "starych czasach", ale jak już sięgam to zazwyczaj urzekają mnie i porywają. Ciekawe czy w tym przypadku też tak będzie, zobaczymy, :)

    P.S. Czadowe spodnie. :)

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.