wtorek, 16 sierpnia 2016

#155. Never never - Hoover x Fisher


Tytuł: Never never
Tytuł oryginału: Never never
Autor: Colleen Hoover i Tarryn Fisher
Wydawnictwo: Moondrive / Otwarte
Liczba stron: 383
Data wydania: 3 sierpnia 2016
Cena katalogowa: 39,90 zł


Never never to książka, do której podchodziłam z ogromną niepewnością, ale i z wielkim zaciekawieniem. Jedna z książek Hoover – pierwsza i póki co ostatnia, którą przeczytałam – Ugly love (recenzja) nie zachęciła mnie do dalszej eksploracji powieści tej autorki, ale zdecydowanie zatraciłam się w książce Fisher – Mimo moich win (recenzja). Postawiłam wszystko na jedną kartę i sięgnęłam po Never never. Teraz przyznaję, że nie żałuję, a Hoover w nagrodzę dostanie kolejną szansę.

Wyobraźcie sobie sytuację, że budzicie się z zamysłu i macie kompletnie czysty umysł – nie pamiętacie kim jesteście, co robicie i gdzie jesteście. Instynkt każe Wam uciekać w bezpieczne miejsce, ale gdzie ono właściwie jest? Nie pamiętacie ludzi, którzy znajdują się wokół Was, nie macie żadnych wspomnień, ani tym bardziej marzeń. Jesteście zdani tylko na siebie, czy Wam się to podoba czy nie. Jesteście przestraszeni, nie wiecie co robić, więc dopasowujecie się do otoczenia, z nadzieją, że zaraz wszystko się wyjaśni, a Wasza pamięć wróci.
Charlie i Silas znaleźli się w takiej sytuacji. Ich pamięć została niemal całkowicie wyczyszczona, pamiętają jedynie mało istotne elementy swojego życia, nie będące zbyt pomocne w ich sytuacji, i pewne wyuczone zdolności – prowadzenie samochodu, robienie zdjęć. Los spycha ich na wspólny tor i razem starają się sobie pomóc, przynajmniej do czasu, gdy okazuje się, że mają za sobą dość burzliwą przeszłość.

Obawiałam się, nawet bardzo się obawiałam, że ta książka okaże się kolejną młodzieżówką, która nie podoła, żeby mnie – babkę, która już dawno nastoletnie lata ma za sobą – przekonać do tej historii. Szczerze powiem, że nie mam pojęcia ile w tej powieści jest pomysłu Fisher, a jak wielką inicjatywą wykazała się Hoover, ale to było coś, co wciągnęło mnie od samego początku prawie do samego końca. Z tego duetu wyszło coś niesamowicie intrygującego i zdecydowanie specyficznego, o czym czytelnikowi nie uda się prędko zapomnieć. Autorki wykreowały swój realistyczno-fantastyczny świat i na tyle odpowiednio wybalansowały proporcje między realizmem i fantazją, że jestem niemal pewna, że młodsi czytelnicy mogliby uwierzyć w prawdziwość tej historii. Starszym – tak jak było ze mną – analiza sytuacji i prawdopodobieństwa ich zajścia pochłonęła trochę więcej czasu, utwierdzając mnie ostatecznie w przekonaniu, że w zasadzie nic nie miałoby prawa się zdarzyć w rzeczywistym świecie, ale to wcale nie odebrało magii tej powieści. Hoover i Fisher zaczarowały mnie swoją kreatywnością i niepowtarzalnym (przynajmniej do tej pory) schematem fabuły, wprowadzeniem mnóstwa niewiadomych, makabrycznych zwrotów akcji i okraszeniem tego całego bałaganu miłością. Banalne zakończenie książki odrobinę wybiło mnie z tropu, ale po dłuższym przemyśleniu sprawy, doszłam do wniosku, że właśnie o to chodziło, właśnie taki był ich zamysł. Nie ważne jak skomplikowane byłoby nasze życie, wszystko zawsze sprowadza się do najłatwiejszego wyjścia, które jednak czasem nie wydaje się tak banalne. 

Początkowo miałam wrażenie, że w tej powieści nie ma bohaterów. Charlie i Silas byli, ale tak jakby ich nie było, bo nie wiadomo kim są, co robią, jaka jest ich przeszłość, nie wspominając o dalszych planach. Byli postaciami zaniepokojonymi, zdenerwowanymi i nieufnymi w związku z zaistniałą bardzo dziwną sytuacją i ich kompletną demencją. Czytelnik nie został wrzucony tu na głęboką wodę, nie został postawiony przed faktem dokonanym – jak to przeważnie bywa – gdzie już od pierwszych stron powieści zapoznaje się z charakterem i osobowością bohatera. Tu, w miarę rozwoju sytuacji i rozwiązywania kolejnych elementów układanki, powoli dowiadujemy się kim oni tak właściwie są i co ich łączy. Mimo że mój udział w wyborze osobowości bohatera był zupełnie zerowy, to tajemnica i nutka niepewności od samego początku sprawiła, że bardziej przywiązałam się do tych postaci, że im współczułam i szybciej chciałam rozwikłać ich zagadkę, żeby wreszcie dowiedzieć się o co tak właściwie chodzi. 
W życiu nie pomyślałabym, że w książce skierowanej dla nastolatków odnajdę tak głęboki przekaz (chociaż na dobrą sprawę może po prostu chciałam go tam znaleźć). Mimo wszystko, jeżeli miałabym polecić ją moim przyszłym dzieciom – zdecydowanie bym to zrobiła. W powieści nie pojawiają się żadne wulgarne, brutalne czy zbyt erotyczne treści, słownictwo jest na odpowiednim poziomie, a przekaz – jak już wcześniej wspomniałam – zachwycający, mimo że wiele w nim nierzeczywistych elementów wszystko da się poskładać do kupy i utworzyć rzeczywisty obraz.






5 komentarzy:

  1. Właśnie jestem w trakcie czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam twórczość Colleen Hoover, jestem ciekawa tej drugiej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam, że będzie lepsza. Wszyscy tak się nią zachwycają, to przeczytałam w weekend i trochę się rozczarowałam, chyba najbardziej zakończeniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kocham Colleen Hoover, ale Ugly Love nie było moją ulubioną jej książką. Daj szansę "Maybe Someday" - naprawdę warto!
    A co do Never Never to bardzo, bardzo chcę przeczytać! Muszę ją w końcu dorwać w swoje ręce.
    Pozdrawiam :)

    RosePerdu Books

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobała mi się, chociaż muszę przyznać, że trochę rozczarowało mnie zakończenie. Wymyślałam jakieś niestworzone teorie odnośnie tej całej amnezji... a to co dostałam na koniec zdecydowanie nie spełniło moich oczekiwań :/
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.