niedziela, 10 lipca 2016

#144. Ugly love - Colleen Hoover




Tytuł: Ugly love
Tytuł oryginału: Ugly love
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 344
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Cena katalogowa: 36,90 zł


Dziś słów kilka o książce, która określana jest jako bardzo niszcząca emocjonalnie. To prawda, najpierw zniszczyła mnie zupełnym brakiem stylu, ładu i składu, a na końcu dowaliła jeszcze fabularną bombę, po której musiałam wycierać łezki z policzków. Takie połączenie przeważnie nie daje nic dobrego, ale tej książce jednak udało się wybronić.

Poznajemy Tate, która postanawia przeprowadzić się do swojego brata. Jej życie ulega całkowitej zmianie – poza tym, że staje się osobą bardziej odpowiedzialną, to na jej drogę los postanawia podrzucić mężczyznę, który zachwyca ją od pierwszego wejrzenia. Jednak jego chwiejna osobowość i autodestrukcyjne zachowanie nie pozwalają jej się do niego zbliżyć. Im coś jest bardziej niedostępne, tym bardziej się tego pragnie…

Do książkowych młodzieżówek mam dość sceptyczne podejście. Coraz częściej decyduje się na sięgnięcie po tego typu pozycje, ale to wcale nie oznacza, że moja obawa w stosunku do poszczególnych książek maleje – wręcz przeciwnie, stale rośnie. Tym razem zabrałam się za czytanie Ugly love, jako pierwszą z książek Colleene Hoover i od początku byłam przekonana, że to książka młodzieżowa. Młodzieży w fabule zabrakło, pojawiło się za to starsze towarzystwo (20+) i masa erotycznych scen. Znawczynią żadną nie jestem, więc nawet nie wiedziałam, że Ugly love należy do gatunku New Adult (jak widać całe życie się człowiek uczy), co jednak nie zmieniło mojej ostatecznej opinii odnośnie tego tytułu.
Nie wiem kto dał ciała – autorka czy tłumacz – ale ta książka to totalna katastrofa. Stylu nie ma żadnego – niektóre (większość) teksty bohaterów czy dialogi są zupełnie bezsensowne, prowadzone bez żadnego ładu i składu, nawet powiem brzydko – z dupy wzięte. Mimo że bohaterowie mają 20+ lat, odnosiłam wrażenie jakby mieli po 12 – ktoś dosłownie zrobił z nich intelektualnych imbecyli. Po dzieciakach w wieku 12 lat można się spodziewać głupawych tekstów zupełnie wyrwanych z kontekstu i zupełnie nie zrozumiałego zachowania, ale jednak od starszego bohatera oczekuje się czegoś więcej, a przynajmniej ja oczekiwałam. Dochodzenie w sprawie wyrządzonej krzywdy na bohaterach Ugly love rozpoczynam od sięgnięcia po polską wersję Maybe someday, a kolejne książki tej autorki będę nabywać w oryginalne – żeby przekonać się, czy tłumacz tutaj nie nawalił na całej linii. Ta książka pod względem stylu nadaje się jedynie do odcinków Złych książek, bo śmiało mogę porównać jej teksty do dziwnych wywodów bardzo sławnej polskiej autorki – Katarzyny Michalak.

Sama fabuła zapowiadała się bardzo fajnie, tak też było, chociaż pojawiło się pełno niedociągnięć. Przyznam, że końcówka zaskoczyła mnie i nawet wycisnęła ze mnie kilka łez, więc ostatecznie uznaję książkę za dobrą.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby bohaterowie nie byli tak wkurzający, infantylni i nie zachowywali się zupełnie irracjonalnie, czasem nawet jak życiowe niedorajdy. Ich dialogi na poziomie podstawówki, przemyślenia Tate, których wolałabym nigdy nie przeczytać, czy zachowania zupełnie nie zgrywające się z fabułą – to dopiero wierzchołek góry lodowej. Całe szczęście, że pojawiły się motywy erotyczne, bo w przeciwnym razie książka byłaby nudna jak flaki z olejem. 
Zupełnie nie rozumiem fenomenu tej książki – język autorki był zupełnie do dupy, fabuła momentami pełna błędów i nieścisłości, a z bohaterami było coś nie tak (chyba pod ich kopułami doszło do jakiegoś zwarcia) i byli mega wkurzający i infantylni. Gdyby nie to wyciskające łzy zakończenie i dodanie tej tragicznej nutki na samym końcu ta książka byłaby zupełnie do niczego, a tak jest średniakiem. Rozumiem, że niektórych urzekły wątki erotyczne, innym podobał się styl autorki, mnie praktycznie nic nie przekonuje do tej pozycji. I gdyby nie ta cudowna okładka pewnie już bym kombinowała jak pozbyć się jej z mojej półki. Jednak póki co zostaje, ale nie pokocham jej nigdy. 

11 komentarzy:

  1. Ja też nie rozumiem fenomenu tej książki. Zdecydowanie najgorsza książka Hoover. Maybe Someday uwielbiam jednak Ugly Love gdyby nie końcówka byłoby przeze mnie skreślone, a tak się jakoś wybroniło. Jestem ciekawa jej nowych książek, mam nadzieję, że nie będą podobne do "Ugly Love" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz czytam negatywną recenzję tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również pierwszy raz słyszę negatywną opinię tej książki. Chyba nie jest taka wspaniała... a zresztą, muszę sama się przekonać, chociaż raczej jej szybko nie przeczytam.

    Pozdrawiam!
    www.lekturia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem zszokowana tyloma negatywnymi słowami o Ugly Love, bo z reguły czytam o same ochy i achy na temat tej książki :D. Przestudziłaś trochę mój entuzjazm (dziękuję za to), jednak dalej ciekawi mnie to zakończenie, dlatego pewnie prędzej czy później się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. o książce tak dużo i głośno jest wszędzie... no proszę

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobała mi się, ale jakaś rewelacyjna to ona nie była ;/ i o co tyle szumu?
    Nie wiem od czego to już zależy. Lecz mam ochotę mimo wszystko na inne książki tej autorki. Może będzie okazja w niedalekiej przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam niedawno wątpliwą przyjemność czytać książkę Katarzyny Michalak. Jeśli ta książka jest pisana podobnie, to na pewno po nią nie siegne. Po co się niepotrzebnie denerwować?

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam twórczość Hoover, ale nie jest to dla mnie coś wyjątkowego. Nie rozumiem szału na powieści tej autorki, chociaż nie czyta się ich najgorzej.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że za wiele nie zagrało w tej powieści. Nie miałam styczności z twórczością Colleen Hoover, ale kiedyś z ciekawości przeczytam chociaż jedną książkę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mimo wszystko nadal zamierzam zapoznać się z twórczością autorki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem Ugly Love była przeciętną książką. Szybko sobie z nią poradziłam, ale fajerwerków ogromnych nie było. Pierwsza książka, którą czytałam jej autorstwa to "Confess", które o wiele bardziej przypadło mi do gustu. Może rzeczywiście w grę wchodzi tutaj kwestia tłumaczenia, bo "Confess" czytałam w oryginale. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.