niedziela, 10 stycznia 2016

#81. Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat - Steven Johnson



Opis:

Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!?
Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian.

Czy wiecie, że:
› Wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
› Dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
› Osiągnięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
› Potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
› Odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
› Wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?

Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.



Moja opinia o książce:


Po książki z kategorii popularnonaukowych sięgam bardzo rzadko, głównie z tego względu, że ich treści najzwyczajniej w świecie zanudzają mnie na śmierć. Mimo że zazwyczaj nie wykorzystywane są w nich żadne specjalistyczne zwroty, to jednak ich powaga i specyficzny, naukowy charakter działają na mnie wyjątkowo nasennie. Książki Wydawnictwa Sine Qua Non niejednokrotnie mnie zaskakiwały – pozytywnie – więc i tym razem zdecydowałam się dać szansę pozycji, po którą z własnej woli nie sięgnęłabym. A to byłoby prawdopodobnie największym błędem tego roku.

Książka podzielona została na sześć rozdziałów (szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło), poruszających tematy zupełnie ze sobą nie związane i przedstawiajcie narodziny poszczególnych elementów w wykorzystywaniu ich w nauce. Poza wstępną koncepcją, dowiadujemy się  w jaki sposób poszczególne nurty w nauce ewoluowały na przełomie lat, jak prymitywne, głupie i pozornie błahe pomysły wykorzystywane są w różny sposób do dnia dzisiejszego – zwiększając komfort bytowy ludzi i niejednokrotnie przyczyniając się do bezpośredniego ratowania ich życia.  Poznajemy bardziej rozbudowane – lub zupełnie zmienione – wersje wydarzeń, o których uczono nas w szkołach, okraszone mnóstwem ciekawostek, o których prawdopodobnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli.

W książce Johnsona pojawiła się jedna (dość rozbudowana) informacja, która całkowicie mnie zaskoczyła – a dokładniej chodzi mi o fakt wynalezienia przez Edisona żarówki. Wszelkie dotychczasowe źródła – podręczniki szkolne – informowały, że to właśnie dzięki koncepcji Edisona do dnia dzisiejszego w naszych domach wykorzystywane są żarówki. Jak się okazuje cała masa mężczyzn z całego świata eksperymentowała nad wynalezieniem żarówki, pierwsze zanotowane doświadczenia sięgają na ponad czterdzieści lat przed próbami Edisona, on natomiast zebrał cały splendor, również za wcześniejsze próby niebędące jego wykonaniem. Jakież to wygodne.

Wydanie książki zwraca uwagę swoją dbałością i starannością – zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Poza merytorycznym nafaszerowaniem książki, bardzo licznie występują też zdjęcia i ilustracje dodające pozycji szczególnego uroku i przyczyniające się do znacznego ułatwienia i uprzyjemnienia odbioru pozornie ciężkich informacji. Warto dodać, że pozycja napisana jest w dość prosty sposób, łatwy w odbiorze – nie znajdziecie tutaj ani grama naukowego bełkotu, który zanudzi Was na śmierć.

Autor podsumował w swojej książce bardzo krótki okres, biorąc pod uwagę następowanie ciągłego rozwoju cywilizacyjnego od tysięcy lat. Jednak mimo ograniczoności czasowej, udało mu się wydobyć tyle nieznanych naukowych smaczków, które zdecydowanie wpływają na specyficzność i większe zainteresowanie tą lekturą. Opowiadając o ludzkich możliwościach, o sposobach na kontrolowanie naturalnych procesów fizycznych, o historii pojawiania się poszczególnych elementów wykorzystywanych jako te „naturalne” w życiu doczesnym, uświadamia czytelnikowi wyjątkowość każdej poszczególnej rzeczy – lodówki, klimatyzacji czy nawet żarówki.

Małe wielkie odkrycia to książka, która jeszcze zaskoczy niejedną osobę, i którą z całą pewnością polecam wszystkim lubiącym poszerzać granice swojej wiedzy wyłącznie dla własnej satysfakcji. To jedna z tych pozycji, która świetnie sprawdzi się w roli prezentu i którą warto posiadać na swojej półce.




3 komentarze:

  1. Również rzadko sięgam po takie pozycje, ale dla tej chętnie zrobię wyjątek. Jestem ciekawa jak pozornie mało ważne obserwacje przyczyniły się do powstania wielkich wynalazków i odkryć. A co do Edisona to podobno w świecie nauki to całkiem często spotykana rzecz, że kto inny wymyśla, a kto inny spija śmietankę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z każdym Twoim słowem, takie pozycje potrafią zaskoczyć i okazuje się, że nauka wcale nie musi być przedstawiona w nudny i skomplikowany sposób. Podobnie przyjemnie czyta się What if?, choć tam mamy do czynienia raczej z wiedzą... bezużyteczną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei uwielbiam popularnonaukowe książki! :) Treść w nich czasami jest o wiele bardziej zaskakująca niż w najlepszych powieściach :D

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.