poniedziałek, 15 czerwca 2015

#27. I tak człowiek trafił na psa- Lorenz Konrad

Źródło okładki: lubimyczytac.pl (07.06.2015)
Tytuł: I tak człowiek trafił na psa
Autor: Lorenz Konrad
Tytuł oryginału: So kam der Mensch auf den Hund
Język oryginału: niemiecki
Kategoria: literatura popularnonaukowa
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 160
Data wydania: 20 listopada 2013
Cena detaliczna: 29,90 zł


Opis (empik.com):

Badacz i popularyzator wiedzy o zwierzętach, laureat Nagrody Nobla w 1973 r. Konrad Lorenz w swoich esejach opowiada przypuszczalną historię udomowienia psa, przedstawia jego fizjologię i psychikę, daje też mnóstwo wskazań natury praktycznej, jak postępować z tymi zwierzętami. Informacje te występują jakby na marginesie, treścią książki są bowiem przede wszystkim żywe, barwne, dowcipne, czasem wesołe, a czasem smutne historyjki o psach. 
Z książki bije miłość do zwierząt i ich rozumienie. Książka wartościowa,  należy jedynie wziąć poprawkę, że współczesne badania DNA skorygowały pogląd Lorenza, że pies pochodzi od szakala złocistego.
Klasyczna książka, którą każdy etolog i psi specjalista musi przeczytać - Konrad Lorenz jest ojcem współczesnej etologii. Dzięki formie lekkich esejów z przyjemnością przeczyta ją również każdy właściciel psa oraz starsze dzieci, które książka powinna nauczyć empatii do psów i innych zwierząt.


Moja ocena: 9/10

Kiedy byłam dzieciakiem, miałam około roku, moi rodzice zdecydowali się na adopcję psa. Adopcję dość specyficzną, bo przygarnęli psa z ulicy. Boksera.
Nikt go nie szukał, nikt się o niego nie upominał, więc został z nami. Początkowo (z relacji mojego taty) były z nim problemy, ciężko było mu się przyzwyczaić do nowego środowiska, pewnych zasad, których musiał się stosować, no i do dziecka. Podobno zdarzało się, że pokazywał zęby, ale ja pamiętam go z zupełnie innej strony. 


Był moim najlepszym przyjacielem. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, bawiliśmy się razem, spaliśmy razem, często wychodząc gdzieś zabierałam go ze sobą (oczywiście jak już byłam większa i miałam wystarczająco dużo siły żeby nad nim zapanować), zdarzało się, że przebierałam go i robiłam mu sesje, a on się z tego cieszył. Nigdy na mnie nie warknął, nigdy nie szczeknął. Znosił moje pomysły i nikomu się nie skarżył na to. Kiedy coś mi zagrażało, jakiś pies na mnie warczał, rzucał mi się na pomoc.
Umarł w samotności, przed naszym wyjściem jeszcze zdążył się z nami pożegnać. Chociaż żadne z nas nie podejrzewało, że to tego typu pożegnanie. Żył z nami około 12 lat.


"Związek z wiernym psem jest tak "wieczny", jak w ogóle mogą być trwałe związki istot żywych na tej ziemi".

Po trzech dniach mieliśmy już nowego domownika, tym razem sznaucera olbrzyma, z rodowodem. Mieliśmy z nim ogromne problemy, próbował ustawiać każdego z domowników pod sobą. Został wykastrowany. To w niewielkim stopniu pomogło. Dożył 10 lat przy nas. Został uśpiony, miał raka kości.

Teraz moi rodzice mają labradorkę, ze schroniska. Ja, jako że nie mieszkam z rodzicami już od 5 lat mam swojego psa. Obie są w podobnym wieku. Są cudowne, kochane, przytulaśne.

W książce Konrada Lorenza została pokazana cała (prawdopodobna) historia, jak przyjaźń między człowiekiem i psowatym wiązała się w epoce kamienia, i jak to wygląda teraz. 
Autor prezentuje liczne metody obchodzenia się z psem, potwierdzone na własnych przykładach. W cudowny sposób opisuje relację człowiek- pies, pies- inne gatunki, reakcje psów na określone bodźce, sytuacje, czy nawet słowa. Przywiązanie psa do człowieka jest czymś niesamowitym, każdy posiadacz psa z całą pewnością potwierdzi to.

"(...) obcowanie ze zwierzętami wymaga intymnego obycia z przyrodą."

Jest jedna rzecz, z którą do końca nie jestem w stanie się zgodzić. A mianowicie chodzi mi o fragment:


"Pierwsza reguła brzmi: należy kupić wyłącznie zdrowego fizycznie i umysłowo psa."

Oczywiście, sytuacja jest całkowicie banalna, jeżeli nasz pupil pochodzi z hodowli rodowodowej, mamy wybór, czy chcę tego malucha, czy może tamtego. Możemy poobserwować ich zachowanie w określonej sytuacji i wybrać tego, który najbardziej nam odpowiada. 
Sytuacja jest zupełnie inna z psami, które adoptujemy z przytułku, czy schroniska. Jak każdy wie, trafiają tam różne psy, większość często ma już jakieś urazy, obawy, są wystraszone i nieufne. Moja suka, którą adoptowałam z olsztyńskiego schroniska, strasznie boi się grzmotów, strzałów, krzyków, nie lubi być brana na ręce, panicznie boi się pozostawać sama w domu, boi się małych pomieszczeń, wody... Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Jej psychika jest nadszarpnięta, więc nie jest do końca zdrowym umysłowo psem. Czy to znaczy, że jest złym psem- nigdy w życiu! Czy żałuję, że ją adoptowałam- nie!
Czy to oznacza, że najlepiej jest sięgać po psy z hodowli? Nie wiem. Psy przygarnięte, adoptowane, sto razy bardziej odwzajemniają uczucia ich pana. A dodatkowo:


"(...) suka jest znacznie wierniejsza od psa, jej przeżycia duchowe znacznie bardziej skomplikowane, bogatsze i delikatniejsze (...)"
Ostatni rozdział rozłożył mnie na łopatki ("Wierność i zgon"). Nie byłam w stanie przestać płakać. Wróciły do mnie wszystkie wspomnienia i uczucia sprzed lat. Ta tęsknota i smutek po śmierci psa.
Pisanie tej recenzji też przyszło mi z wielkim trudem, stąd to opóźnienie. 

Autor przyznaje, że najgorszym momentem jest odejście psa. Po tylu latach od śmierci mojego pierwszego psa nadal za nim tęsknie i jestem świadoma tego, że to uczucie nigdy nie zniknie. Lorenz też wspomina, że po śmierci swojego psa nadal słyszał jego kroki. Ja czasami w środku nocy budzę się, bo czułam jakbym głaskała mojego boksera po głowie i dotykała jego wysuszonego nosa.

Zapłaciłam za tę książkę około 10 zł. Po jej przeczytaniu stwierdzam, że dałabym każde pieniądze, żeby ją u siebie mieć. MUST HAVE dla każdego miłośnika psa, zdecydowanie.

Sama forma książki ułatwia jej czytanie. Niewielki format, całkiem spore litery na stronach i bardzo krótkie rozdziały. Pisana łatwym i mało naukowym językiem. Z początku myślałam, że będzie to typowy poradnik, jednak tak nie jest.





Żródło: Instagram

18 komentarzy:

  1. Książka wydaje się być fajna :)

    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze - cudowna okładka.
    Po drugie - muszę przeczytać.
    Po trzecie - idę przytulić mojego psiaka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulaj bardzo mocno, nie oszczędzaj go ♥

      Usuń
  3. No niestety ja mam tylko złe wspomnienia z psami. Moją mamę jako kilkuletnią dziewczynkę pogryzł pies do nieprzytomności, rozszarpał jej nogę i skórę pod nosem a między wargą. Mama wylądowała w szpitalu, kobieta, która szła z psem bardzo mądrze bez smyczy uciekła.. Mama do tej pory ma blizny smutne pamiątki.. Mnie w 2 klasie podstawówki przewrócił zaufany pies przez co złamałam rękę, bo upadłam na beton. A było to dzień po komunii, mama musiała rozpruwać białą sukienkę, wszystkie dzieci oczywiście chamsko się ze mnie śmiały.. Będąc już w liceum szłam do przyjaciółki na urodziny, niestety ktoś zapomniał zamknąć jej jakże słodkiego malutkiego pieska, który taką siłą rzucił mnie o schody, że nie miałam siły krzyczeć pomocy ani się podnieść, na szczęście ugryzł mnie tylko w tyłek, ale mam straszne lęki. Psy to jednak zwierzęta, nigdy im nie zaufam, nie wiadomo co w nich drzemie, skoro potrafią zaczepić spokojnie idące dzieci..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre, że masz tak dużo tych negatywnych wspomnień. Smutne jest to co spotkało Twoją mamę. W żadnym wypadku nie będę tutaj usprawiedliwiać psów.
      Ja sama osobiście zostałam ugryziona tylko raz, w rękę przez jakiegoś kundla na ulicy, bo bardzo chciałam go pogłaskać. Ale to nie wpłynęło w żaden sposób na moje uczucia w stosunku do psów. Ja bez psiego przyjaciela nie potrafię żyć ;)

      Usuń
  4. Mam dwa psy i nie wyobrażam sobie bez nich życia. To musi być cudna książka, muszę ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudowna ! Aż dziwne, że wcześniej o niej nie słyszałam ;)

      Usuń
  5. Rude grozi, a ja nie śpię po nocach. :D

    Psy są cudowne. Choć zostałam kilka razy ugryziona, to nie zmieniło mojej miłości do nich. Sama mam ochotę przygarnąć bezdomniaka ze schroniska. Ale najpierw musiałabym przeczytać jakiś poradnik typu "Jak wmówić swojej drugiej połowie, że też chce psa". :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też był problem, mój facet chciał kota. Ale pojechaliśmy do schroniska, tam zrobiłam scenę, popłakałam i dostałam psa :D może i Ty tak spróbuj ! :D

      Usuń
  6. Bardzo rzadko sięgam po książki popularnonaukowe, więc raczej wątpię abym sięgnęła po ten tytuł. Nie mam psa, a poza tym jakoś mnie nie interesuje taka tematyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku faktycznie nie ma większego sensu sięganie po tę książkę ;)

      Usuń
  7. To książka dla mnie, kocham psy i odkąd pamiętam w moim domu był pies, oczywiście za sprawą moich wielkich próśb, teraz jestem dorosła, mam swoją rodzinę, a od początku mojej wspólnej drogi z moim mężem towarzyszy nam pies, ma już 12 lat i pewnie niedługo będziemy zmuszeni , aby się z nim pożegnać... ale z pewnością będzie kolejny, bo bez psa nasze życie byłoby nijakie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie wyobrażam życia bez psa !

      Usuń
  8. Odkąd pamiętam po moim podwórku chodziła suczka kundelek. Śliczna, czekoladowa i włochata. Najukochańsza. Mieliśmy ją 15 lat. W ostatnich latach sporo chorowała, miała kilka operacji... Pojechałam z rodzicami na jeden dzień do cioci, wróciliśmy wieczorem i już jej z nami nie było...
    Teraz też mam nową suczkę, wziętą właśnie ze schroniska. Ktoś ją porzucił, więc ciężko jej zaufać, boi się wszystkich (najwyraźniej była bita) i wystarczy ze ktoś kichnie to ucieka z podkulonym ogonem. Tak było rok temu. Teraz kichania sie nie boi, czasem da się pogłaskać, ale i tak jest bardzo nie ufna. Pomimo to nie wyobrażam sobie życia bez tego psiaka <3
    zyjemyslowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta książka przypadłaby Ci do gustu ;) Współczuję śmierci psiaka. A nowy psiak jeszcze zdąży się przyzwyczaić ;)

      Usuń

© Agata | WS.