04 listopada

#503. Szóste dziecko | J. D. Barker



To jest seria, którą musicie przeczytać.

J.D.Barker zachwycił mnie kiedyś Czwartą małpą. Później przyszedł czas na Piątą ofiarę, która mam wrażenie, że była jeszcze lepsza od poprzedniczki. Kiedy nadeszła chwila na Szóste dziecko i zakończenie tej trylogii niby byłam strasznie podniecona tą premierą, ale ostatecznie jakoś nie spieszyło mi się do przeczytania ostatniego tomu... Trochę jakbym zapomniała, że ta seria jest TAK GENIALNA. A jak już zebrałam się w sobie i zaczęłam czytać, to skończyłam praktycznie przy jednym dłuższym posiedzeniu. To było fenomenalne czytelnicze doznanie. I już teraz was informuję, że to będą kolejne – zaraz po Nocnym filmie – książki, które będę wpychać wam do gardeł przy każdej nadarzającej się okazji.

 

Jestem totalnie rozbita emocjonalnie po przeczytaniu tego zakończenia. Można się było domyślić, że Barker nie będzie się pieścił w tańcu i porządnym impetem zakończy swoją serię. To było dokładnie to, czego potrzebowałam i przy okazji też oczekiwałam. W kwestii brutalności i pomysłów na pokręcone i lekko odrażające elementy autor nadal trzyma swój poziom. Zaskakuje pomysłami, ale przedstawienie i ujawnienie kolejnych fragmentów układanki utrzymuje cały czas na bardzo wysokim poziomie. Mamy kilka linii czasowych, w tym jedną w formie pamiętnika, i przedstawienie wydarzeń z perspektywy różnych bohaterów. I chociaż nie ma tu rozbudowanej warstwy obyczajowej, to każda z postaci stworzona została tak, żeby chociaż trochę się z nią zżyć. Mamy też dwa trochę umowne obozy – tych dobrych i tych złych. Umowne, bo w powieściach Barkera nic nie jest czarne albo białe, a mnóstwo tam różnych odcieni szarości. Osobiście też nie trafiłam na żadną postać, która wydałaby mi się nijaka – jako czytelnik mocno zaangażowany w śledztwo i rozwiązanie sprawy, albo darzyłam sympatią poszczególnych bohaterów, albo zupełnie nie przypadli mi do gustu.

 

Barker to wszystko sobie dobrze zaplanował. Rozdziały pisane z różnych perspektyw przeważnie zakończone cliff hangerami sprawiają, że zaczęcie kolejnego rozdziału po prostu kusi. Kiedy wchodzi się w fabułę i wydarzenia konkretnego fragmentu mówi się „jeszcze jedna strona” i doczytuje ostatecznie rozdział do końca. Później znowu urwanie tematu w najlepszym momencie i zaczynamy kolejny rozdział. To po prostu tak działa do momentu, aż skończysz książkę, więc żeby nie było zaskoczeń, że nie uprzedzałam. Przy okazji już dawno nie czytałam tak dynamicznej książki, w której praktycznie cały czas coś konkretnego by się działo. Biorąc pod uwagę, że warstwa obyczajowa nie jest rozbudowana, a książka ma ponad 500 stron, to wyobraźcie sobie, jak inteligentnym i zaradnym autorem jest Barker.

 

Po prostu przeczytajcie tę serię, a później możecie mi podziękować, że was namówiłam! A ja teraz będę czekać na kolejne książki Barkera – trochę ze smutkiem, trochę z ekscytacją i ciekawością, co jego kolejne powieści przyniosą.

 

 


 

Tytuł oryginału: The Sixth Wicked Child
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 28 października 2020
Moja ocena: 10/10


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.