23 listopada

#507. Małe sekrety | Jennifer Hillier

Całkiem przyzwoite czytadło.


Małe sekrety to thriller, który dla mnie był tym spokojniejszym, szczególnie patrząc na poprzednie moje lektury, które były mocno brutalne i bardzo dynamiczne. Tutaj co prawda dynamizmu nie brakuje, chociaż powiedziałabym, że jest zdecydowanie bardziej stonowany i objawia się on w zupełnie innym stylu. Życie, relacje i przeżycia bohaterów grają tutaj pierwsze skrzypce, a co za tym idzie cała powieść jest mocno rozbudowana pod względem psychologicznym. Energiczność tej fabuły opiera się zatem głównie na emocjach i międzyludzkich problemach, które w międzyczasie zaczynają się pojawiać.

 

Czytając książkę Jennifer Hillier wracałam myślami do historii wykreowanych przez Rachel Abbott. To jedyna autorka, której powieści w stylu domestic tak chętnie pochłaniam. W zasadzie Abbott to jedyna autorka, której książki w tym stylu w ogóle w miarę regularnie czytam, stąd też pewnie lekko zaburzona percepcja i wyszukiwanie podobieństw tam, gdzie ich nie ma. Mimo wszystko czytając książkę Hillier bardzo intensywnie myślałam o tej drugiej autorce. Chociaż nadal więcej widzę różnic między ich powieściami, to wykorzystywanie dzieci do odgrywania głównych ról w wątkach kryminalnych akurat je łączy. Powiedziałabym też, że styl tłumaczenia jest podobny, dzięki czemu tak łatwo i chętnie wchodziłam w historie Abbott i teraz równie mocno zaangażowałam się w historię stworzoną przez Hillier. Czyta się to wyjątkowo płynnie, chociaż przez bardzo rozbudowane życie bohaterów czasami bywa też monotonnie, co momentami może powodować lekkie znużenie. Jeżeli chodzi o pomysł na fabułę, to owszem, był ciekawy. W międzyczasie pojawiło się też sporo wątków pobocznych, które sprawiały, że jednak coś się tam cały czas działo. Intryga była ciekawa, chociaż nie zawsze wszystko mi w niej grało, podobnie zresztą jak w zachowaniach bohaterów. Najbardziej niedopracowanym elementem tej układanki była pani detektyw – jej zachowanie i niektóre komentarze były co najmniej dziwne. Zakończenie może zaskakiwać, chociaż na mnie nie zrobiło spektakularnego wrażenia i części po prostu się domyśliłam.

 

Jeżeli lubicie thrillery, w których główną rolę odgrywa psychologia, gdzie dzieje się dużo, ale właśnie pod kątem emocji bohaterów i komplikacji w relacjach, to jestem pewna, że ta powieść przypadnie wam do gustu. Jeżeli szukacie akcji i dominującego wątku kryminalnego, to zdecydowanie nie ten adres. Dla mnie to była idealna przerwa między topornymi i brutalnymi thrillerami. Nie powiem, żeby mocno trzymała mnie w napięciu, ale była naprawdę przyzwoita. Najbardziej jednak doceniam w niej rzeczywistość uczuć i życiowego zagubienia Marin, jednej z głównych bohaterek, w której dramat łatwo było mi wejść. Mimo kilku wad myślę, że to książka, której można poświęcić chwilę, szczególnie w tym przedświątecznym czasie. Święty Mikołaj odgrywa tutaj mały epizod.





Tytuł oryginału: Little Secrets
Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 12 listopada 2020
Moja ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.