25 czerwca

Tomasz Duszyński. Rozmowa



O szczerości wobec odbiorcy, doświadczeniach literackich, rozstrzale gatunkowym i przeczesywaniu zasobów archiwalnych.


Tomasz Duszyński - dziennikarz (pracował w RMF FM i Radiu Aplauz), pisarz, scenarzysta gier komputerowych. Debiutował zbiorem opowiadań „produkt uboczny” w Wydawnictwie Fabryka Słów. Od tamtej pory opublikował kilka powieści i kilkanaście opowiadań z gatunku fantastyki. Jest także autorem książek dla dzieci i młodzieży oraz legend związanych z regionem, w którym mieszka. W ostatnim czasie nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się jego powieść z gatunku urban fantasy, „Droga do Nawi”, nakładem Wydawnictwa SQN „Impuls”. W listopadzie 2018 roku ukazał się jego serial audio „Fenomen z Warszawy”, napisany dla Storytel polska. Na początku 2019 roku, Wydawnictwo SQN wydało kryminał retro „Glatz”. Pod koniec 2019 kryminał „Toksyczni”. W czerwcu 2020 „Glatz. Kraj pana boga”.




Na początek prosiłabym o skrótowe przedstawienie fabuły Glatz. Kraj Pana Boga.

Jestem bardzo słaby w streszczeniach. Można spodziewać się po mnie mnóstwa spoilerów, a nie chcę psuć odbioru czytelnikom ;) To kryminał retro. 1921 rok, w okolicach Zieleńca odnalezione zostają zwłoki Sabine Hunfeld, córki kłodzkiego importera cygar. Dziewczyna zaginęła 5 lat wcześniej, ktoś przez ten czas starał się zacierać ślady związane z jej zaginięciem…



Jest Pan autorem powieści kryminalnych, książek dla najmłodszych, ale też powieści i opowiadań z gatunku fantastyki. Skąd taki twórczy rozstrzał gatunkowy?

Ma to zapewne związek z literaturą, z którą miałem styczność jako dziecko. W moim domu zawsze byłem otoczony książkami. Sięgałem po książki przygodowe i fantastykę. Dlatego zapewne moje pierwsze próby pisarskie, a potem pierwsze opowiadania i powieści związane były z tymi gatunkami. Pisałem to, o czym sam lubiłem czytać. Alfred Szklarski, Robert Sheckley, Philip. K. Dick, Stanisław Lem, Henryk Sienkiewicz to pierwsi pisarze, którzy towarzyszyli mi w każdej wolnej chwili. W ten sposób, gdy sam zacząłem pisać powstały najpierw liczne opowiadania, a potem powieści, takie jak Staszek i straszliwie pomocna szafa, space opera dla młodzieży Tam i z powrotem, a w końcu Droga do Nawi czy Impuls. Zmiana gatunku na kryminał przyszła dosyć nieoczekiwanie dla mnie samego. Chociaż już Impuls był pewnym sygnałem rozpychania się łokciami, szukania nowych wyzwań czy po prostu poszukiwań autorskich. Fabuła pierwszej części kryminały retro Glatz powstała dosyć szybko. Przyszła mi do głowy historia, którą musiałem opisać, a że w tej historii pojawiło się kilka trupów i kilku barwnych bohaterów próbujących rozwikłać zagadkę ich śmierci, naturalnie więc  została zakwalifikowana jako kryminał. Scenografia lat dwudziestych dodatkowo określiła tę historię jako kryminał retro.

Moje zainteresowania historyczne poprowadziły mnie także w kierunku kolejnych kryminałów historycznych rozgrywających się w Warszawie, to dwa sezony Fenomena z Warszawy, serialu audio napisanego dla Storytel.pl. Praca w stacji radiowej i styczność z kilkoma historiami z tamtego czasu zaowocowała z kolei kryminałem współczesnym Toksyczni. Ten rozstrzał wynika więc zapewne z doświadczeń i poszukiwań.


W których powieściach jako autor lepiej się Pan odnajduje?

W każdej, którą w danej chwili piszę. Gdyby tak nie było, nie dokończyłbym żadnej historii. Gdy jako pisarz męczyłbym się przy pisaniu powieści, czytelnik zapewne także przeżywałby katusze czytając ją. Wydaje mi się, że warto być uczciwym wobec odbiorcy. Nie jest ważny gatunek, który w danym momencie wybrałem, a to jak bardzo żyję daną historią. To jakie emocje towarzyszą mi przy pisaniu.




Dlaczego Kłodzko? Dlaczego akurat w tym mieście zdecydował się Pan umiejscowić fabułę swojej powieści?

Zapewne ma na to wpływ kilka czynników. Pierwszym, najważniejszym, okazał się sen. Tylko raz przyśniła mi się fabuła powieści. Pojawił się w niej ubrany elegancko mężczyzna w scenerii kłodzkiego rynku. Wyszedł nieco chwiejnie z hotelowej restauracji, skierował się w stronę zamglonej części rynku, a potem w dół jednej z ulic prowadzących w stronę kamiennego mostu. Na tym moście zatrzymał się na chwilę, spojrzał na postument, na którym powinna stać figura świętego. Zamiast niej dostrzegł coś, co zmroziło mu krew w żyłach… To scena otwierająca powieść Glatz. Cała fabuła tego kryminału retro  powstała tej samej nocy, gdy ów fragment snu wybudził mnie z nocnych majaków.
Nie bez znaczenia jest też zapewne fakt, że w Kłodzku mieszkałem kilka pierwszych lat życia i często do tego miasta wracałem odwiedzając swoją babcię i dziadka. Później pojawiałem się tu jako turysta odwiedzając kłodzką twierdzę czy podziemne miasto, kryjące się pod kłodzką starówką. Kłodzko i ziemia kłodzka skrywają wiele tajemnic, które postanowiłem wraz z czytelnikami odkrywać.


Jak wyglądały przygotowania do napisania tych powieści – zarówno pierwszej jak i drugiej części serii? Jak dużo czasu spędził Pan w archiwach na zbieraniu informacji?

Dwa pierwsze miesiące przed pisaniem powieści spędziłem w archiwach państwowych w Kamieńcu Ząbkowickim i Wrocławiu przeglądając akta kłodzkiej policji. Odwiedziłem także Muzeum Ziemi Kłodzkiej, gdzie pani kustosz Irena Klimaszewska udzieliła mi wielu wskazówek, rad, a przede wszystkim zasypała mnie wręcz niezliczoną ilością materiałów i ciekawostek, które mogłem później wykorzystać.
Ta podróż w czasie jest czymś niezwykłym. Przeglądanie i czytanie dokumentów, raportów policyjnych zaowocowały niesamowitymi odkryciami, które później znalazły się w powieści. Odnalezione akta psiej policji i rodowody policyjnych psów spowodowały, że w mojej powieści pojawił się pies o imieniu Flora. (W dokumentach występował też pies Pluto, ale za sprawą Disneya ten pies już jest wystarczająco rozpoznawalny J). W powieści znalazło się też wiele innych smaczków, których bez kwerendy źródeł nie byłbym w stanie odnaleźć.


Zawsze w książkach z taką historyczną nutką ciekawi mnie, czy któraś z postaci została stworzona na podobieństwo żyjącej osoby? W Glatz. Kraj Pana Boga mamy mnóstwo postaci, które wydają się bardzo rzeczywiste.

W powieści występują dwie historyczne postaci: burmistrz Kłodzka Franz Ludwig, któremu to miasto ma naprawdę wiele do zawdzięczenia oraz hrabianka Gabriele von Magnis. Koniec Wielkiej Wojny spowodował w Republice Weimarskiej wiele perturbacji, wracający z frontu żołnierze próbowali przejąć władzę w Kłodzku, rozlewowi krwi zapobiegł właśnie Franz Ludwig.
Jestem zafascynowany postacią Gabriele von Magnis. Poświęciła życie pomocy bliźnim. W 1928 roku, w Bytomiu, rozpoczęła pracę w policji uczestnicząc w przesłuchaniach dzieci i kobiet z nizin społecznych. Po dojściu do władzy NSDAP opuściła szeregi policji pomagając dalej potrzebującym, także ludności żydowskiej. W momencie wkroczenia wojsk radzieckich na Śląsk wróciła do rodzinnego Bożkowa, gdzie zajęła się pomocą miejscowej ludności i wraz z nią została przesiedlona na teren Niemiec. W Glatz. Kraj Pana Boga pozwoliłem sobie przedstawić jej postać pokazując własną wizję przemiany, jaką przeszła Gabriele. Chcę powrócić do niej w przyszłości.





Jestem bardzo ciekawa, jak wyglądał proces twórczy w przypadku Glatz. Kraj Pana Boga. Czy najpierw wybrał Pan miejsce do osadzenia fabuły, kreował w głowie wydarzenia, czy może w ogóle zaczął Pan w innym miejscu?

Zadziało się to wszystko w sposób specyficzny, Kłodzko, a dokładniej dawny Glatz odszukał mnie sam. Fabuła oczywiście jest wynikiem mojej własnej kreacji, przemyśleń i poszukiwań. Postaci, które pojawiają się w powieści pojawiły się w pełni ukształtowane ze swoimi zaletami i zapewne licznymi wadami. Są na tyle niepokorne, że często żyją własnym życiem i starają się namieszać w dialogach i fabule, trzymam je jednak w ryzach. No dobrze, staram się przynajmniej…


Co Pana zdaniem jest najważniejsze w kreowaniu postaci mordercy?

To zależy od tego jak bardzo dajemy mu dojść do głosu. Wiele zależy też od jego motywacji. Morderstwo jest czymś złym do gruntu, czy można je w jakikolwiek sposób usprawiedliwić? Zapewne nie. Czy można je zrozumieć?
Chciałbym, żeby czytelnik w trakcie lektury zadawał sobie wiele pytań, ale nie tylko te oczywiste, czy zabił ten, albo tamten bohater powieści. Chciałbym raczej by zadawał sobie pytanie, jak ja zachowałbym się w danej sytuacji, czy byłbym zdolny do określonego zachowania, czy sam siebie znam na tyle, by wiedzieć, że bez względu na okoliczności zawsze będę postępował w określony sposób?


Co w tworzeniu tej powieści było dla Pana największym wyzwaniem?

Kryminał retro nie jest prosty w odbiorze. Często jest wymagający, zwłaszcza ten, w którym występuje wiele postaci o obcych nazwiskach, wiele miejsc, ulic jak w przypadku powieści Glatz z niemiecko brzmiącymi nazwami. Piszę o Kłodzku sprzed stu lat, powieść nie może jednak trącić myszką, to musi być opowieść napisana współczesnym językiem, jednak pozwalająca przenieść się czytelnikowi wiek wstecz. Scenografia musi być wiarygodna, ale nie może być to podręcznik do historii, bo byłby wtedy niestrawny. Odbiorca wkraczający w świat wykreowany przeze autora musi zrobić to w sposób naturalny, powinien poczuć fascynację tym światem i wgryźć się we frapującą opowieść, zagadkę, a w postaciach dostrzec cechy, które nie odróżniają ich rażąco od tych współczesnych. Kryminał retro stanowi wiele wyzwań dla autora. Nie tylko tych związanych z researchem.


I na koniec trochę lżejsze pytanie o Pana prywatne literackie upodobania. Jakie książki Pan czyta? Co Pana w nich najbardziej przyciąga?

Czytam wszystko, co wpadnie mi w rękę. Często z poleceń znajomych i rodziny, choć sięgam też po ulubionych autorów. Reportaż, fantastyka, książka młodzieżowa. Potrzebuję rozrywki, emocji, oderwania od rzeczywistości.  Uważam, że książka powinna spełniać różnorakie funkcje. Nie gardzę tą najprostszą, rozrywką w czasie wolnym. Podobnie, jeśli moja powieść sprawi, że chwila z książką w autobusie, tramwaju, na plaży nie będzie stracona, to czuję się spełniony.





 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.