04 października

#498. Bez reszty | Wojtek Miłoszewski

 

Muszę przyznać, że Bez reszty totalnie mnie zaskoczyło!


Do tej pory miałam okazję poznać jedynie kryminały starszego z braci Miłoszewskich. Wydawało mi się, że Zygmunt idzie głównie w kryminały właśnie, a Wojtek skoro jednak zaczął swoją literacką karierę od napisania książek z pogranicza fantastyki, to sądziłam, że w tym gatunku pozostanie. Tak się jednak nie stało. Bez reszty to drugi tom serii kryminalnej, którą przyznam szczerze, że po prostu olałam myśląc, że to książki związane z fantastyką, po które ja zupełnie nie sięgam. Kiedy już miałam pewność, że to kryminał trochę się bałam – myślałam, że Wojtek mocno pójdzie w ślady Zygmunta, że będzie trochę za bardzo inspirował się twórczością starszego brata… Ale znowu tak się nie stało. Pierwsze spotkanie z młodszym Miłoszewskim przyniosło mi wiele zaskoczeń i o dziwo wszystkie były pozytywne!

 

W tej sytuacji ważne i najbardziej rzucające się w oczy (szczególnie dla tych, którzy znają kryminały Zygmunta Miłoszewskiego) wydaje mi się to, że młodszy z braci nie sugerował się twórczością tego starszego i stworzył coś swojego, w czym rzeczywiście czuć jego styl. Przyznaję bez bicia, że dość mocno doszukiwałam się inspiracji, trochę też na siłę, ale ostatecznie jej nie znalazłam i kamień spadł mi z serca. To duży plus, ale jednak przecież nie mogłoby to przesądzić o tym, czy książka jest dobra czy też nie.

 

Miłoszewski przenosi nas na początek lat dziewięćdziesiątych, co czuje się już od pierwszych stron. I tak jak wolę kryminały osadzone we współczesności, tak te lata dziewięćdziesiąte zupełnie mi nie przeszkadzają, bo jest to czas, który znam, który pamiętam ze swojej młodości. Czytając Bez reszty miałam taki lekki powiew mojej własnej, życiowej retrospekcji, co świadczy tylko o tym, jak zręcznie autor operował tymi charakterystycznymi elementami dla tamtych lat. Najbardziej rzucała mi się w oczy ta przaśność bohaterów, żarciki i komentarze, które teraz w rozmowie raczej by tak łatwo nie przeszły. I mimo że to fikcja literacka, to nadal wszystko zgrabnie komponowało się z całością, że dało się faktycznie wczuć w ten duszny i brutalny klimat. Mamy tutaj na pierwszym planie przestępczość zorganizowaną i policjantów, których służba w niczym nie przypomina tej aktualnej. Aż chciałoby się zapytać, czy w takich warunkach sprawiedliwość zwycięży? Główny bohater jest bardzo specyficzny i myślę, że łatwo się z nim zgrać i zainteresować jego życiem – i prywatnym, i zawodowym – które ze strony na stronę coraz bardziej się komplikuje. Mimo tego, że sporo w Bez reszty schematyczności, to jednak nadal czyta się to wyjątkowo dobrze i z dużym zaangażowaniem.

 

Miałam mnóstwo obaw o to, czy młodszy z braci nie będzie próbował w swoich kryminałach kopiować tego starszego, ale tak się na szczęście nie stało. Wojtek Miłoszewski ma swój charakterystyczny styl i potrafi stworzyć historie, w których czytelnik może wyczuć, że sam autor dobrze się czuje. To wszystko było takie naturalne i zagrało na wysokim poziomie zarówno pod względem kreacji fabuły, łączenia wątków, ale też tworzenia samych bohaterów. Jestem bardzo ciekawa jak ta kryminalna seria ma się do tej fantastycznej i czy widać po tych powieściach jakiś postęp autora, bo to, co pokazał w Bez reszty było zadziwiająco dobre. Nawet nie mam się do czego przyczepić! I jeżeli jesteście fanami kryminałów osadzonych w latach dziewięćdziesiątych, z gangsterką, narkotykami i złymi glinami w tle, to to jest seria zdecydowanie dla was. Bez takich amerykańskich naleciałości, po prostu polska przykra rzeczywistość z tamtych lat.


 


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 30 września 2020
Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.