27 września

#494. Zamknij drzwi | Rachel Abbott

Ależ to było dobre!


Abbott znam i lubię. Nie do końca odpowiada mi to, że tomy serii z Tomem Douglasem wydawane były od samego początku w jakiejś pomylonej kolejności, ale no nie będę płakać nad czymś, na co wpływu nie mam. Czytałam je tak, jak były wydawane i muszę przyznać, że trochę mnie to bolało, że poznawałam prywatne życie bohaterów od jakiejś dziwnej strony. Z czasem się do tego przyzwyczaiłam, a w zasadzie przyszło mi to wraz z czytaniem kolejnych – nie – kolejnych tomów. I zawsze mam tak, że o tym braku kolejności przypominam sobie przed samą lekturą, ale też chwilę po przeczytaniu książki. W trakcie czytania w ogóle o tym nie myślę, bo każda kolejna fabuła wykreowana jest tak, że po prostu zapominam o bożym świecie.

 

Zamknij drzwi to kolejna świetna powieść, która przypomniała mi tylko o tym, jak bardzo lubię Abbott, ale też za co ją tak bardzo lubię. Mam wrażenie, że czepianie się o brak odpowiedniej kolejności wydawniczej, to jedyne do czego mogę się spokojnie przyczepiać, żeby też nie było za kolorowo. Ta brytyjska autorka za każdym razem zaskakuje mnie na nowo, ale w zasadzie cały czas tym samym. Dla mnie jest to dziwne doświadczenie, bo wiem, czego się spodziewać, ale nadal przy czytaniu kolejnych jej tytułów mam myśli, że znowu jej się udało mnie zaskoczyć tą oczywistością. Taki trochę paradoks. Przede wszystkim czaruje mnie prostotą swoich historii, wiarygodnym wykreowaniem bohaterów i połączeniem prywatnych i kryminalnych kropek, żeby to miało ręce i nogi. Przyznać muszę, że nie nazwałabym jej królową thrillera, jej książki nie są wybitne – nie opierają się na niestworzonych fabułach, nie są niesamowicie brutalne, w zasadzie nawet można powiedzieć, że są po prostu życiowe, przewidywalne i nijakie. Ale chyba właśnie przez to, w odpowiednim połączeniu z warstwą obyczajową i wyraźnymi elementami kryminalnymi wychodzi powieść, która zapada w pamięć. No i czyta się to ekspresowo, chociaż to ciężko wytłumaczyć czymś, poza czytelniczą ciekawością.

 

Jak w większości książek tego typu na rozwój sytuacji trzeba trochę poczekać, tak tutaj akcja zaczyna się od pierwszych stron. Poznajemy pozornie szczęśliwą rodzinę, w takim klasycznym zestawieniu matka, ojciec i dziecko, i w sumie już od początku czuje się, że tam coś jest nie tak, że między nimi wyniknie ostatecznie jakiś kwas. Abbott na szczęście długo nie każe nam czekać i zrzuca najpierw jedną bombę, a później dokłada tylko kolejne, przeplatając je z nowymi informacjami, z kolejnymi danymi ze śledztwa. I tak jak uważam, że to kolejna przewidywalna historia wykreowana przez tę autorkę, tak ja się dałam ponieść jej fantazji i nawet nie próbowałam wszczynać własnego dochodzenia, bo to jej było tak fenomenalną przygodą i doświadczeniem dla mnie. I tu wcale nie chodzi o to, że nie chciało mi się domniemywać, ale po prostu książki Abbott dają mi znacznie więcej satysfakcji, kiedy zdecyduję się po prostu płynąć z nurtem tej historii. I ta niepewność do samego końca. Dla mnie to mistrzostwo.

 

Mam do nadrobienia jeszcze kilka książek Abbott, więc z całą pewnością w wolnej chwili wezmę się za nie. Zamknij drzwi przypomniała mi, jak bardzo lubię styl tej autorki i ile takiej zwyczajnej czytelniczej przyjemności dostarczają mi jej powieści. Takich autorów mogłabym akurat wymienić na palcach jednej, może dwóch, rąk – nie więcej. Większość kobiet, które biorą się za pisanie thrillerów gdzieś w międzyczasie skręca bardziej w stronę obyczajową i psychologiczną (co mnie jednak nie w każdym wydaniu i nie zawsze odpowiada), a Abbott potrafi idealnie zbalansować swoje historie, żeby był w nich i kryminał, i obyczaj, ale często psychologii też nie brakuje. Kto nie zna – zdecydowanie powinien poznać. Teraz już z szansą rozpoczęcia od pierwszego tomu serii, ale na upartego i od środka można.

 

 


Tytuł oryginału: Right Behind You
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Wydawnictwo: Filia Mroczna Strona
Data wydania: 16 września 2020
Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © rude recenzuje.