11 marca

#467. Najgorętsza plaża w Finlandii | Antti Tuomainen



Dla czytelników otwartych na nowe kryminalne doznania.


Antti Tuomainen przyzwyczaił mnie już do tego, że pisze dziwne książki. Mam wrażenie, że dopóki nie sięgnie się osobiście po jego powieści, to ciężko będzie zrozumieć, o czym właściwie mówię. Ta jego specyficzność przejawia się już w samym pomyśle na fabułę, gdzie kreowane są od podstaw nierealne miejsca i wydarzenia, ale opisywane są w sposób, który może sugerować, że to wszystko to prawda. Tym razem mamy do czynienia z tropikalną wioską, klimatem przypominającą te z amerykańskich filmów i seriali. Ale czy rzeczywiście można taką stworzyć w Finlandii? W kraju, który od razu kojarzy się z zimnem i ze śniegiem? Tuomainen poradził sobie idealnie z tym wyzwaniem, a ja przez chwilę nawet uwierzyłam, że ktoś stworzył taki kurort. I chociaż nigdy nie chciałabym odwiedzić go osobiście – chyba, że w grubej, zimowej kurtce – to przyznaję, że tropienie przestępców w takich dziwnych i niecodziennych warunkach było ciekawym doświadczeniem.

Najgorętsza plaża w Finlandii, to kolejna taka książka, która u mnie spowodowała prawdziwe rozdarcie – na szczęście pozytywne. Bardzo zaangażowałam się w tę historię i już od samego początku wydawała mi się dość zawiła. Z rozdziału na rozdział autor uświadamiał mnie, że jeszcze będę musiała trochę poczekać na wyjaśnienia. I niby dzieją się poważne kryminalne przestępstwa, a to wszystko opisywane jest z takim przekąsem, którego z początku chyba nie potrafiłam do końca załapać. Śmiało można powiedzieć, że ten kryminał to trochę komedia, ale zupełnie inna od tych, do których ja byłam przyzwyczajona. Nie jest to powieść, przy której wybuchałam głośnym śmiechem i tarzałam się po podłodze z bólem brzucha od śmiania. Żarty nie są tak oczywiste i mam wrażenie, że trzeba się trochę wgryźć w tę historię, żeby to wyczuć. Czarny humor, którym posługuje się Tuomainen z pewnością wpływa na ten cały dziwny klimat powieści, który dla mnie jest czymś niezwykłym. Uwielbiam takie nietypowe kreacje, gdzie już od pierwszej strony można wyczuć autora, o ile zna się jego poprzednie książki. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem, że ten fiński autor potrafi aż tak bawić się swoimi powieściami. Wszystkie są zupełnie różne, ale w każdej z nich można wyczuć ten wspólny mianownik.

Myślę, że to nie jest powieść dla wszystkich właśnie ze względu na swoją specyficzność i niepowtarzalność. Mimo że w fabule pierwsze skrzypce odgrywa sprawa kryminalna, to jednak w czasie czytania tego kryminału bardziej liczy się klimat opowiadanej historii i wszystko, co dzieje się dookoła. I nie ma tu prawie w ogóle wątków obyczajowych, które mogłyby rozpraszać, ale nadal chętnie szuka się innych punktów zaczepienia i wyciąga z tego dziwnego tworu jak najwięcej. Plus ten humor, którego czasem się nie rozumie, który nie powoduje ataków śmiechu, ale sprawia, że to wszystko ocieka taką ironią. Powiedziałabym, że książki Tuomainena są przeznaczone dla czytelników z otwartą głową, których już na samym początku nie przestraszy ten dziwny klimat. Dla mnie, póki co, to jego najlepsza książka. I myślę, że zaczynając przygodę z tym autorem chciałabym zacząć właśnie od niej.





Tytuł oryginału: Palm Beach Finland
Tłumaczenie: Bożena Kojro
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 11 marca 2020
Moja ocena: 7,5/10





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.