01 grudnia

#195. Jedyne wyjście - Helen FitzGerald




Tytuł: Jedyne wyjście 
Tytuł oryginałuThe Exit
AutorHelen FitzGerald
WydawnictwoBurda Publishing Polska
Liczba stron: 340
Data wydania28 września 2016
Cena katalogowa: 34,90 zł


Skoro koniec roku się zbliża, to nadchodzi czas na przygotowanie rocznego podsumowania. Ta książka zdecydowanie się w nim znajdzie - jako jedyna w kategorii najbardziej monotonnych książek. Nie rozumiem zupełnie skąd takie  pozytywne opinie o tym tytule pojawiają się w sieci. To idealna pozycja do poduszki, jeżeli macie zamiar szybko zasnąć, a wcale Wam się nie chce.

Dwudziestotrzyletnia Catherine jest typem lenia - nie ma pracy ani żadnych większych zainteresowań poza internetowymi flirtami. Z pomocą przychodzi jej matka, która załatwia dziewczynie pracę w miejscowym domu spokojnej starości. Catherine nie jest łatwo wczuć się w nowe środowisko pracy, tym bardziej, że dochodzą ją słuchy, że w jednym z pokojów dzieją się dziwne rzeczy. Poza spełnianiem swoich obowiązków i komplikowaniem sobie życia, wpada na pomysł, że na własną rękę dowie się, co właściwie się dzieje w tym na pozór spokojnym ośrodku.

Akcja książki toczy się bardzo mozolnie, a autorka ma luźny i rozwlekły styl, który dodatkowo spowalnia fabułę książki. Podeszłam do tego tytułu z dużym zaangażowaniem, zachęcona pozytywnymi opiniami, jednak nie skończyło się niczym dobrym. Nie lubię bardzo bogatych opisów otoczenia, rzeczywistości czy nawet postaci, bo działa to negatywnie na mój zapał w stosunku do określonej powieści, a tu było tego sporo. Zabrakło mi punktu kulminacyjnego, takiego bardzo wyraźnego, nie wspominając o tym, że o żadnym budowaniu napięcia w międzyczasie nie było mowy. Zakończenie też nie wywołało we mnie żadnych większych emocji, pewnie dlatego, że fabuła prawie wprowadziła mnie w śpiączkę. To książka bardzo nijaka pod względem stylu, którym została napisana, chociaż sam zarys fabuły wydaje się być interesujący. Pomysł był, zabrakło porządnego wykonania. O bohaterach też nie mogę powiedzieć nic dobrego, niestety. Catherine ma dwadzieścia trzy lata, a zachowuje się jakby miała szesnaście - jest bezmyślna i dziecinna, o czym świadczą jej dziwne odzywki i zachowania - przez co irytowała mnie jak mało kto. Jej matka wydała mi się być jakąś dzikuską, która nie szanuje jedynej, najbliższej sobie osoby, przed którą dodatkowo ukrywa pewne sprawy.


Z połączenia nijakiej fabuły i irytujących bohaterów wychodzi nie wychodzi nic dobrego - jedynie wielkie bagno. Za czytanie takich książek wydawcy powinni płacić rekompensatę, bo żadnej przyjemności z jej czytania nie miałam. Nie wspominam dobrze i polecać jej nie będę. Może by się nadała dla nastoletnich czytelników, ale tym starszym zdecydowanie odradzam.


4 komentarze:

  1. Właśnie zastanawiałam się czy przeczytać tą książkę. Teraz w sumie stwierdzam, że zostawię ją sobie na inny czas. Mam na razie inne książki, które czekają w kolejce, ale kiedyś na pewno po nią sięgnę, by przekonać się na własnej skórze czy rzeczywiście jest taka zła. Być może mi się spodoba, być może moja opinia będzie podobna do Twojej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuję, że mnie ta bohaterka też by wyjątkowo irytowała. Mimo wszystko pomysł wydaje się ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam inną książkę tej autorki - była w miarę ok, ale nie zapadła mi jakoś wybitnie w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie słyszałam o tej książce i może całe szczęście. Faktycznie nie brzmi interesująco i jestem pewna, że mnie też główna bohaterka by irytowała. A przez to tylko gorzej mi się czyta. Dlatego podziękuję :)
    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do siebie, gdzie pojawiła się recenzja książki "W otchłani".
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń

Copyright © rude recenzuje.