03 lutego

#554. Sanatorium | Sarah Pearse

 

Thriller w gotyckim klimacie poproszę!


Sanatorium Sarah Pearse to thriller specyficzny, który nie każdemu przypadnie do gustu i to trzeba podkreślić, żeby później nie było zawodów książkowych. Po opisie stwierdziłam, że brzmi to bardzo obiecująco, że będzie tak, jak lubię najbardziej. Nie pomyliłam się.

 

Przyznaję, że na samym początku nie było między nami chemii. Fabuła wydawała mi się trochę nijaka, to wprowadzenie wydawało mi się monotonne, przez co szybko traciłam zaangażowanie w poznawanie tej historii. Trochę mi się nie chciało, a tam na początku nic się praktycznie nie działo. Jednak nauczona doświadczeniem postanowiłam dać jeszcze chwilę autorce, żeby sama się rozkręciła, żeby rozkręciła swoich bohaterów i żeby udowodniła mi, że jednak warto brnąć w to dalej. Pearse na szczęście długo nie zwlekała i stopniowo zaczęła budować aurę niepokoju i tajemniczości. Stworzyła niepowtarzalny hotel, położony wysoko w Szwajcarskich górach, gdzie wśród dzikiej natury i oczywiście z daleka od społeczeństwa, można prawdziwie odpocząć. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że okazuje się, że przeszłość tego budynku mrozi krew w żyłach, pogodowe okoliczności doprowadzają do odcięcia hotelu od świata tak totalnie, a w budynku grasuje morderca.

 

 Wyjątkowo urzekł mnie klimat tej powieści. Wiadomo nie od dziś, że lubię, kiedy w thrillerach pojawiają się mroczne, klimatyczne miejsca, które owiane są trochę aurą mistycyzmu. Historia tego hotelu mocno kojarzy mi się z kilkoma miejscami, które znam, które powodują, że mam dreszcze. Z jednej strony budzą ciekawość, ale z drugiej na każdym kroku niepokoją. Zawsze też zaskakują mnie thrillery stworzone w stylu locked room, bo nigdy nie jestem na tyle uważna, żeby poradzić sobie z rozwiązaniem sprawy czy poszczególnych zagadek. Niby zamknięta przestrzeń, ograniczona pula postaci, a i tak nie potrafię szukać tych okruszków zostawianych przez autorów. W zasadzie powinno być łatwiej, ale wcale nie jest. Od Pearse też dostałam pstryczka w nos. I rozglądałam się dookoła, oglądając wnętrze tego niepowtarzalnego i niesamowicie urokliwego miejsca, a tu ludzkie dramaty działy mi się pod nosem.

 

Chociaż mam kilka drobnych zarzutów do Sanatorium – największym jest główna bohaterka, która jest wyjątkowo irytująca – to była to dobra książka, w ciekawej, chociaż trochę schematyczniej, zimowej aurze, z klimatem, który mógł wywoływać ciarki na plecach. Ostatnio czytam coraz więcej thrillerów, w których aura i historia danego miejsca czy postaci stanowią wątek pierwszoplanowy, a na drugim planie, zdecydowanie mniej istotna, zostaje wartka akcja. I mimo tego, że często sięgam po podobne książki, to nadal w Sanatorium wyczuwałam nutkę świeżości, nadal czułam się zaangażowana i dawałam się zaskoczyć. To powieść, która zachwyci koneserów klimatu gotyckiego przemycanego w fabule oraz tych, którzy lubią zagadki w zamkniętej przestrzeni. Ja czekam już na kolejne tomy!






Tytuł oryginału: The Sanatorium
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 3 lutego 2022
Moja ocena: 7/10
Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.