21 maja

#407. Kołysanka z Auschwitz - Mario Escobar



Dobry krok w kierunku trudnej i ciężkiej do opisania historii.

Długo zbierałam się za napisanie tej recenzji dlatego, że nie chciałam zbyt pochopnie pisać o tej książce. Słyszałam o niej wiele, stąd też spore moje wymagania, ale z drugiej strony mam takie tematy, przy których mimo wymagań jestem ostatecznie dosyć delikatna w swoich osądach. Tak jest z literaturą obozową i myślę, że doskonale wiecie z czego to wynika.

Dużym nieporozumieniem byłoby powiedzenie, że dobrze wspominam lekturę tej książki, bo ze względu na Auschwitz dobrze być nie mogło. Ale mogę zapewnić was, że to książka, która na długo wgryzie się wam w pamięć. Mam wrażenie, że to wszystko dlatego, że historia spisana przez Escobara inspirowana była dramatem, który wydarzył się naprawdę. Do tego mamy powielaną mnóstwo razy historię, ale ugryzioną z zupełnie innej strony. Jeżeli chodzi o książki obozowe to nie kojarzę ani jednej, która opisywałaby obecność konkretnych osób pochodzenia niemieckiego w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Helene Hannemann znalazła się w obozie zupełnie dobrowolnie, ze względu na swojego męża romskiego pochodzenia oraz piątkę dzieci, których nie chciała opuścić nawet w obliczu śmierci. Początkowo wydawało mi się, że jej historia nie będzie dramatyczna ze względu na czystą krew niemiecką, ale już mam pewność, że Auschwitz nie oszczędzało nikogo. Nawet nie ma co mówić o łatwym życiu w obozie, chociaż Hannemann przez swoje pochodzenie była traktowana lepiej przez niemieckich strażników. Jednak zamiast wykorzystywać te względy jedynie na swój użytek stworzyła w obozie piękne miejsce, które chociaż na moment mogło dać cierpiącym tam ludziom – a przede wszystkim dzieciom – chociaż odrobinę nadziei.

Cała historia spisana została w formie pamiętnika, co daje bardziej wyraźny obraz obozowej rzeczywistości, ale też głębiej pozwala wejść w jej bohaterów, a w szczególności Helene. Mimo że dziennik – jako forma – jest jedynie wymysłem autora książki, to do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy może jednak chociaż fragmenty są prawdziwe, może jednak część przetrwała. To wszystko było tak rzeczywiste, że nie raz zatrzymywałam się w trakcie czytania książki, żeby złapać oddech. Bo ta książka jest jakaś taka niekomfortowa tak po ludzku.

Mimo że książka nie doprowadziła mnie do rozpaczy, nie sprawiła, że zalałam się morzem łez, to jednak weszła w moją podświadomość, że słysząc hasło obozowy myślę właśnie o niej. To trudna historia, która po części zdarzyła się naprawdę. Autor skupił się na ogromnej ludzkiej tragedii, ale nie zapomniał o dodaniu odrobiny pozytywnych elementów – miłości, zalążków przyjaźni i człowieczeństwa, chociaż to też wybiórczo. Zestawił piekło, w którym ginęli ludzie, z miejscem pełnym uśmiechów i chwilowych radości. Myślę, że warto się z nią zmierzyć.


Tytuł: Kołysanka z Auschwitz
Tytuł oryginału: Canción de cuna de Auschwitz
Autor: Mario Escobar
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 240
Data wydania: 13 marca 2019
Cena katalogowa: 39,90 zł
Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © rude recenzuje.