niedziela, 30 października 2016

[3] Książka vs. film [Marsjanin]




Marsjanin był moim filmowym i książkowym odkryciem ubiegłego roku. Mimo że przeważnie nie robi mi to większej różnicy czy najpierw sięgnę po książkę, a później obejrzę film, tym razem jednak zdecydowałam się właśnie na taką kolejność. Czy wyszło dobrze czy źle ciężko powiedzieć, bo i książkowy, i filmowy Mark zauroczył mnie w sobie. Zakochałam się w nim kompletnie.
Podejmując ostateczną decyzję, co bardziej mi się podobało - stawiam jednak na film.

Nie jestem typem książkoholika, który często sięga po fantastykę czy książki science-fiction. Przy tego typu pozycjach nie mam też zbyt wygórowanych oczekiwań, właśnie przez nieobeznanie w konkretnej kategorii. Zresztą podobnie mam z filmami!

Uwaga: mogą pojawić się spoilery!



MARK WATNEY

Główny bohater, zarówno w książce, jak i w filmie został przedstawiony jako bardzo inteligentny człowiek, który nie boi się wyzwań i najtrudniejszych warunkach potrafi zachować zimną krew do samego końca. Największą zaletą jego postaci jest humor, przez który od razu zakochałam się w Marku. W książce jego naukowa paplanina czasami mnie dobijała, ale za to plusem było to, że mogłam sobie go wyobrazić - na własną rękę, od początku do końca. Film był mniej wymagający, a sama złożoność postaci została odrobinę bardziej okrojona, ale za to Mark wydawał się być jeszcze bardziej uroczy - Matt Damon niesamowicie dobrze sprawdził się w tej roli!


MARS

Cudowne przedstawienie Czerwonej Planety w książce nie dorówna przedstawieniu jej w filmie (chociaż to też było bardzo dobre)! W powieści górę jednak bierze możliwość wyobrażenia sobie pewnych rzeczy, popuszczenia wodzy wyobraźni i wykreowaniu własnego tak odległego świata. Autor porządnie musiał się wgryźć w temat, bo wszystko, co spisał na kartach swojej książki jest niesamowicie wiarygodne - ma się wrażenie, jakby on sam poleciał sobie rakietą na szybkie zwiedzanie Marsa, żeby zaraz wrócić i napisać książkę. Jak widać, ludzka wyobraźnia jest nieograniczona!



PIĘKNA HISTORIA, KTÓRA UCZY

Poza niesamowitym obrazem obcej planety, zarówno książka, jak i film, mają do przekazania odbiorcy znacznie więcej. Okazuje się, że poza tą fantastyczną otoczką, w fabule skrywa się znacznie więcej! To opowieść o zawziętości, harcie ducha i zachowaniu zimnej krwi w najgorszych i najbardziej stresujących momentach życia astronauty (bo zwykłemu zjadaczowi chleba takie koszmary nawet się nie śnią). Andy Weir postawił też na przekazanie czytelnikom informacji o niesamowitej sile ludzkiej wiedzy i rozumu. Jak najprostsze, wyuczone w szkole rzeczy mogą okazać się kiedyś przydatne. Podstawowa znajomość zasad chemicznych czy fizycznych, podstawy biologii czy matematyki. A poza tym wszystkim daje nadzieję, pokazuje, że jednak jeszcze można trafić na godnych zaufania i solidarnych w nieszczęściu ludzi.



PODSUMOWANIE

W momencie gdy zebrałam się za spisanie tego krótkiego porównania byłam przekonana od minimalnej przewadze filmu nad książką. Teraz, po wylaniu wszystkich swoich przemyśleń, stwierdzam, że jednak książka chyba była lepsza. Musicie uwierzyć mi na słowo, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim dylematem i nigdy nie miałam najmniejszego problemu, żeby zdecydować o przewadze jednego nad drugim.

W tym przypadku jednak stawiam na remis i zachęcam Was do sięgania zarówno po książkę, jak i film. A w komentarzach podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami i przemyśleniami! ♥

5 komentarzy:

  1. Film i książka dla mnie również są na równym poziomie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie stanowczo książka była lepsza, chociaż "Marsjanin" w wersji filmowej był bardzo blisko pierwowzoru i po obejrzeniu pierwszy raz od dawna nie byłam rozczarowana ekranizacją. :D Ale ja chyba jestem dziwna - mi kompletnie Matt Damon nie pasował do tej roli, wyobrażałam sobie Marka zupełnie inaczej i w sumie nadal wyobrażam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze filmu nie oglądałam. Książka przypadła mi bardzo do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Film trzyma poziom, a Matt Damon świetnie sobie poradził - idealnie dobrany do roli Marka :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie film lepszy, w książce było za dużo specjalistycznego bełkotu :)

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.